Piłkarze Górnika nie mają pojęcia, co się z nimi stało w przerwie
23.09.2013
- Ciężko powiedzieć, co stało się po przerwie. Przyjechaliśmy do Warszawy po trzy punkty, zależało nam więc na zdobyciu kolejnej bramki. Otworzyliśmy się, a Legia, która ma w swoim składzie sporo indywidualności, wykorzystała to. Nie poddajemy się jednak, walczymy dalej w kolejnych spotkaniach! - twierdzi Błażej Augustyn, dla którego był to o tyle szczególny mecz, że wcześniej jedyne występy w ekstraklasie zaliczył właśnie w barwach Legii.
Paweł Olkowski twierdzi, że zabrzanie nie przestraszyli się Legii. - Przyjechaliśmy do Warszawy bez kompleksów. W pierwszej połowie graliśmy naprawdę dobrze, stwarzaliśmy sobie wiele sytuacji bramkowych. Zdobyliśmy bramkę. Niestety, jeszcze przed przerwą straciliśmy gola po rzucie karnym i po raz kolejny drugiego w końcówce meczu. Legia nie jest średniakiem, to klasowy zespół z doświadczonymi zawodnikami, który po prostu wykorzystał naszą słabszą postawę. Walczymy jednak dalej i z podniesioną głową przygotowujemy się do kolejnego spotkania - uspokaja prawy obrońca.
Również i Mariusz Przybylski nie potrafił powiedzieć, co się stało z zabrzanami w szatni. - Trudno powiedzieć, co stało się po przerwie. Pierwsza połowa toczyła się w bardzo szybkim tempie, kosztowała nas więc bardzo dużo sił, ale po przerwie nadal mieliśmy sporo siły, by walczyć o trzy punkty, po które przyjechaliśmy do Warszawy. Cieszy fakt, że w pierwszej połowie realizowaliśmy wszystkie założenia taktyczne. Podyktowany rzut karny, moim zdaniem zbyt pochopnie, ustawił jednak przebieg meczu - kończy.
Paweł Olkowski twierdzi, że zabrzanie nie przestraszyli się Legii. - Przyjechaliśmy do Warszawy bez kompleksów. W pierwszej połowie graliśmy naprawdę dobrze, stwarzaliśmy sobie wiele sytuacji bramkowych. Zdobyliśmy bramkę. Niestety, jeszcze przed przerwą straciliśmy gola po rzucie karnym i po raz kolejny drugiego w końcówce meczu. Legia nie jest średniakiem, to klasowy zespół z doświadczonymi zawodnikami, który po prostu wykorzystał naszą słabszą postawę. Walczymy jednak dalej i z podniesioną głową przygotowujemy się do kolejnego spotkania - uspokaja prawy obrońca.
Również i Mariusz Przybylski nie potrafił powiedzieć, co się stało z zabrzanami w szatni. - Trudno powiedzieć, co stało się po przerwie. Pierwsza połowa toczyła się w bardzo szybkim tempie, kosztowała nas więc bardzo dużo sił, ale po przerwie nadal mieliśmy sporo siły, by walczyć o trzy punkty, po które przyjechaliśmy do Warszawy. Cieszy fakt, że w pierwszej połowie realizowaliśmy wszystkie założenia taktyczne. Podyktowany rzut karny, moim zdaniem zbyt pochopnie, ustawił jednak przebieg meczu - kończy.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów