Piłkarze GKS-u Tychy: Byliśmy dużo słabsi. Nie wiem jak to tłumaczyć

06.08.2013
GKS Tychy bezdyskusyjnie przegrał w Gdyni z Arką. Piłkarze nie szukali po meczu tanich wymówek. - Byliśmy dużo słabsi. Wynik 0-0 do przerwy nie odzwierciedlał przewagi gospodarzy - mówi Łukasz Kopczyk.
- Nie wiem, jak wytłumaczyć to, co się stało w Gdyni - mówi kapitan tyskiej ekipy. - Spodziewaliśmy się szturmu gospodarzy, więc mieliśmy grać uważnie w obronie i czekać na okazję do kontry, a daliśmy się stłamsić. Przewaga Arki od początku była tak duża, że bezbramkowy wynik po pierwszej połowie zupełnie nie odzwierciedlał przebiegu meczu. Nie uspokoiła nas też kontra, w której Paweł Smółka - w ostatnich sekundach przed zejściem na przerwę - był w sytuacji sam na sam z bramkarzem i spudłował. Przypomnieliśmy sobie w szatni, że w maju na tym samym stadionie też schodziliśmy na przerwę remisując 0-0 i szybko po wznowieniu gry straciliśmy bramkę. Mieliśmy do tego nie dopuścić, ale historia się powtórzyła - kręci głową.

Może wpływ na porażkę miał daleki wyjazd? Nie ma co się tłumaczyć dalekim wyjazdem, bo pojechaliśmy dzień wcześniej i mieliśmy komfort przygotowań do gry. Okazaliśmy się po prostu dużo słabsi od Arki. Mówi się, że gra się tak jak przeciwnik pozwala, Arka nie pozwoliła nam na nic. Ale... rok temu też na początku przegraliśmy 0-3 z Termalicą, a później poszło "z górki". Trzeba więc walczyć dalej - dodaje.

Jedynym zawodnikiem GKS-u, który nad morzem przeżył w sobotę miłe chwile był Damian Krajanowski, były gracz Arki. - Przed meczem przeżyłem miły moment. Gdy spiker czytał składy, przy moim nazwisku kibice bili brawo. To, co było później, stanowiło jednak pokaz siły Arki. Widać, że słowa działaczy o nadziei na awans nie są rzucane na wiatr. Pressing, którym nas zaatakowali, nie pozwolił nam na wybicie piłki z naszego pola karnego po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i w konsekwencji straciliśmy pierwszego gola, a przy drugim też rywale nie dali nam wyjść z piłką sprzed naszej "szesnastki". Trener w szatni po meczu powiedział jednak, że musimy podnieść głowy i już myśleć o następnym meczu. O załamaniu nie może być mowy - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również