Piłkarz ROW-u Rybnik: W ekstraklasie bylibyśmy w środku tabeli
05.12.2012
- Pobudka o 4:30, a już pół godziny później wychodzę z domu, bo do Suszca mam 25 kilometrów. Po pracy, a przed treningiem, staram się jeszcze wpaść do domu na szybki obiad, ale często nie starcza czasu. Wtedy z kopalni jadę prosto do klubu, tam szybka kawa i na boisko. Na szczęście nasz kierownik to świetny gość i robi dobrą kawę. W domu jestem o 19-20 i praktycznie od razu kładę się spać. W takim reżimie ostatnie kilka miesięcy śmignęło mi nie wiem kiedy. Mogę chyba powiedzieć, że jestem z siebie dumny - podkreśla.
Szary planuje jednak zrezygnować z pracy w kopalni. - Nie ma co ukrywać, kiedy chłopaki trenują na świeżości, mi jej brakuje. To tak jakbym był w czasie obozu przygotowawczego, ale takiego z lat 80. czy 90., kiedy biegało się po kolana w śniegu. Nieraz już czułem się na treningu fatalnie, ale nie narzekałem. Powiedziałem sobie jednak, że do zimy wytrzymam, a później daję sobie z kopalnią spokój, bo taki styl życia odbija się nie tylko na zdrowiu, lecz też i na rodzinie. Okazało się, że to nie mój świat, a przynajmniej nie na tę chwilę. Kiedy grałem jeszcze w Odrze, nie brakowało opinii, że byśmy sobie pod ziemią nie poradzili. Teraz już wiem, że większość piłkarzy nie dałaby rady. Nie mówię, że jest to skrajnie trudna praca, ale charakter trzeba mieć - dodaje.
Energetyk ROW Rybnik z Szarym w składzie jest liderem II ligi, więc obrońca składa na łamach dziennika "Sport" bardzo odważne deklaracje. - W ekstraklasie dałbym sobie radę, a gdyby wrzucić tam nasz zespół bylibyśmy spokojnie w środku tabeli. Mówię jak najbardziej poważnie. Widzę przecież co się dzieje. Ściąga się kolejnych obcokrajowców, tyle, że na stu, pięćdziesięciu powinno tu co najwyżej grzyby zbierać. Najlepszy przykład to Wisła Kraków. Pościągali piłkarzy z zagranicy, a 60 procent z nich miałoby problem poradzić sobie w meczach na moim osiedlu w Rybniku - twierdzi Szary.
Szary planuje jednak zrezygnować z pracy w kopalni. - Nie ma co ukrywać, kiedy chłopaki trenują na świeżości, mi jej brakuje. To tak jakbym był w czasie obozu przygotowawczego, ale takiego z lat 80. czy 90., kiedy biegało się po kolana w śniegu. Nieraz już czułem się na treningu fatalnie, ale nie narzekałem. Powiedziałem sobie jednak, że do zimy wytrzymam, a później daję sobie z kopalnią spokój, bo taki styl życia odbija się nie tylko na zdrowiu, lecz też i na rodzinie. Okazało się, że to nie mój świat, a przynajmniej nie na tę chwilę. Kiedy grałem jeszcze w Odrze, nie brakowało opinii, że byśmy sobie pod ziemią nie poradzili. Teraz już wiem, że większość piłkarzy nie dałaby rady. Nie mówię, że jest to skrajnie trudna praca, ale charakter trzeba mieć - dodaje.
Energetyk ROW Rybnik z Szarym w składzie jest liderem II ligi, więc obrońca składa na łamach dziennika "Sport" bardzo odważne deklaracje. - W ekstraklasie dałbym sobie radę, a gdyby wrzucić tam nasz zespół bylibyśmy spokojnie w środku tabeli. Mówię jak najbardziej poważnie. Widzę przecież co się dzieje. Ściąga się kolejnych obcokrajowców, tyle, że na stu, pięćdziesięciu powinno tu co najwyżej grzyby zbierać. Najlepszy przykład to Wisła Kraków. Pościągali piłkarzy z zagranicy, a 60 procent z nich miałoby problem poradzić sobie w meczach na moim osiedlu w Rybniku - twierdzi Szary.
Polecane
II liga