"Pierwszy raz świętowałem awans w domowych pieleszach"

10.06.2013
Energetyk ROW Rybnik wywalczył wczoraj awans do I ligi bez konieczności wychodzenia na boisko. - W poniedziałek spotkam się z chłopakami w klubie i będziemy się cieszyć wspólnie - mówi Mariusz Muszalik.
Dla rybniczan kluczową sprawą było, by punkty stracił ktoś z dwójki Bytovia-Chojniczanka Chojnice. - Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem meczu w Kluczborku usiadłem przed monitorem komputera, by śledzić relację on-line. Denerwowałem się trochę, ale moja żona Basia starała się mnie uspokajać. Po pierwszym golu lekko odetchnąłem, lecz wiedziałem, że to nie koniec emocji - mówi Mariusz Muszalik, doświadczony zawodnik rybniczan. To był jednak dopiero początek dobrej strzeleckiej dyspozycji MKS-u Kluczbork...

- Przy 2-0 już było znacznie lepiej i mogłem na chwilę wstać od komputera, na co zresztą od początku namawiała. Jest zła, gdy jej nie słucham, ale w niedzielny wieczór musiała mnie zrozumieć. Po końcowym gwizdku padliśmy sobie w ramiona, a ja otrzymałem słodkiego buziaka. To była nagroda za awans, jaki wywalczyliśmy - podkreśla były piłkarz Piasta Gliwice.

Choć nie był to pierwszy awans dla Muszalika, ten był pod pewnym względem wyjątkowy. -  Kilka w swoim życiu ich przeżyłem, ale po raz pierwszy świętowałem go w domowych pieleszach. W poniedziałek spotkam się z chłopakami w klubie i będziemy się cieszyć wspólnie. Ale dla nas to jeszcze nie koniec sezonu. W piątek pojedziemy do Bytowa, by na boisku potwierdzić wyższość - kończy Mariusz Muszalik.
źródło: Sport

Przeczytaj również