Paweł Olkowski i Mariusz Przybylski - to oni rozmontowali Podbeskidzie
28.07.2013
Obie bramki dla Górnika to spora zasługa Mariusza Przybylskiego i Pawła Olkowskiego. Przy pierwszym trafieniu, "Przybyś" zapoczątkował akcję w środku pola, zagrał do Olkowskiego, a ten - mimo że znalazł się w sytuacji, z której spokojnie mógł się pokusić o uderzenie - zagrał do Prejuce'a Nakoulmy. - Wydaje mi się, że przez 70 minut kontrolowaliśmy spotkanie. Stworzyliśmy sobie mnóstwo sytuacji, które powinniśmy wykorzystać - zauważył asystujący przy golu "Prezesa" zawodnik.
Przy golu na 2-0, Olkowski zagrywał do Macieja Małkowskiego. Jego uderzenie zostało zablokowane, lecz ze skuteczną dobitką pospieszył Przybylski. - Nie czuję się bohaterem. Cieszy mnie to, że to ja strzeliłem bramkę, ale na ten sukces pracowała cała drużyna - skromnie przyznał strzelec gola, który zagrał wczoraj jako ofensywny pomocnik. - Nie była to całkiem nowa dla mnie pozycja. Niby grałem jako ofensywny pomocnik, ale założenia były całkiem inne. Nie będę ich jednak zdradzał - uśmiechnął się zawodnik Górnika.
Gola na koncie mógł też mieć Olkowski. W drugiej połowie otrzymał świetne podanie od - a jakże! - Przybylskiego, efektownie przerzucił piłkę nad jednym z obrońców i oddał strzał na bramkę bielszczan, jednak Ladislav Rybansky tym razem spisał się bez zarzutów. Gdyby nie jego interwencja, boczny obrońca Górnika zdobyłby bardzo ładną bramkę. - Do trafienia Marcina Malinowskiego trochę by brakowało - skwitował zawodnik. - Wszystko zrobiłem dobrze, do momentu strzału. Powinienem z tego pokonać bramkarza - dodał.
Gdyby Olkowski trafił, Górnik prowadziłby już 3-0. A tak, kilkanaście minut później do siatki piłkę skierował Łukasz Żegleń, przez co zabrzanie musieli się w końcówce nieco napocić. - Mieliśmy tyle sytuacji, że mecz powinien być spokojny do końca. Wdało się trochę nonszalancji w nasze poczynania i straciliśmy bramkę. Trochę smrodu było. W pierwszej połowie graliśmy dobrze w obronie jako zespół. W ostatnich 20 minut było za dużo luk, ale zakończyło się naszą zasłużoną wygraną - zakończył Olkowski.
Przy golu na 2-0, Olkowski zagrywał do Macieja Małkowskiego. Jego uderzenie zostało zablokowane, lecz ze skuteczną dobitką pospieszył Przybylski. - Nie czuję się bohaterem. Cieszy mnie to, że to ja strzeliłem bramkę, ale na ten sukces pracowała cała drużyna - skromnie przyznał strzelec gola, który zagrał wczoraj jako ofensywny pomocnik. - Nie była to całkiem nowa dla mnie pozycja. Niby grałem jako ofensywny pomocnik, ale założenia były całkiem inne. Nie będę ich jednak zdradzał - uśmiechnął się zawodnik Górnika.
Gola na koncie mógł też mieć Olkowski. W drugiej połowie otrzymał świetne podanie od - a jakże! - Przybylskiego, efektownie przerzucił piłkę nad jednym z obrońców i oddał strzał na bramkę bielszczan, jednak Ladislav Rybansky tym razem spisał się bez zarzutów. Gdyby nie jego interwencja, boczny obrońca Górnika zdobyłby bardzo ładną bramkę. - Do trafienia Marcina Malinowskiego trochę by brakowało - skwitował zawodnik. - Wszystko zrobiłem dobrze, do momentu strzału. Powinienem z tego pokonać bramkarza - dodał.
Gdyby Olkowski trafił, Górnik prowadziłby już 3-0. A tak, kilkanaście minut później do siatki piłkę skierował Łukasz Żegleń, przez co zabrzanie musieli się w końcówce nieco napocić. - Mieliśmy tyle sytuacji, że mecz powinien być spokojny do końca. Wdało się trochę nonszalancji w nasze poczynania i straciliśmy bramkę. Trochę smrodu było. W pierwszej połowie graliśmy dobrze w obronie jako zespół. W ostatnich 20 minut było za dużo luk, ale zakończyło się naszą zasłużoną wygraną - zakończył Olkowski.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów