Ostra odpowiedź Mrozka: Mandrysz może sobie wymyślać różne historie

01.06.2013
- Żal mi trenera Piotra Mandrysza. Potrafi obrażać ludzi w prasie, ale nie jest w stanie przyjść i porozmawiać w cztery oczy. Może się boi? - mówi Piotr Mrozek, trener zespołu rezerw GKS-u Tychy.
Przypomnijmy, o co chodzi. W czwartek, prowadzony przez Mrozka zespół rezerw GKS-u Tychy, rozgrywał mecz w lidze okręgowej. Piotr Mandrysz, trener pierwszej drużyny tyszan, oddelegował do gry Ivicę Żunicia. Chciał jednak, by Chorwat wystąpił tylko przez 45 minut, bo miał w planach wystawienie go w dzisiejszym meczu z Cracovią. Obrońca z Bałkanów grał jednak przez pełne 90 minut. Na łamach dzisiejszego "Sportu" Mandrysz stwierdził, że Mrozek utrzymywał, iż Żunić grał przez 45 minut, co mogło skutkować walkowerem przeciwko GKS-owi w starciu z "Pasami".

Zadzwoniliśmy do Piotra Mrozka...

Panie trenerze, dzwonię w sprawie Ivicy Żunicia. Czy widział pan komentarz Piotra Mandrysza w dzisiejszym "Sporcie"?

- Wiem, o co chodzi w kwestii Żunicia, ale nie widziałem, co powiedział trener...

Cytuję: "Trener Piotr Mrozek doskonale wiedział, że Chorwat ma grać tylko jedną połowę. I zapewniał mnie, że tak właśnie było. Okazało się, że trener Mrozek najzwyczajniej w świecie kłamał w żywe oczy (...) Postępek Mrozka mogę skomentować tylko w jeden sposób - dywersja! Skoro nie można zaufać innemu trenerowi zatrudnionemu w tym samym klubie, to ręce opadają. Gdyby ten "numer" przeszedł, mnie pan Mrozek na złość na pewno by nie zrobił, tylko klubowi i piłkarzom pierwszej drużyny"

- Żal mi trenera Piotra Mandrysza. Najpierw niech sam uderzy się w klatę i niech sam zaprezentuje dobrą współpracę z ludźmi pracującymi w klubie, a niech nie patrzy tylko na koniec swojego nosa. Prowadzenie pierwszej drużyny w standardach zachodnich, to niestety nie jest tylko patrzenie na ludzi z pierwszej drużyny, ale też na całokształt tego, co się dzieje w klubie. Ja też pracuję w określonych realiach. Trener doskonale to wie. Przekazałem mu wprost, że potrzeba chwili była taka, a nie inna. Pan trener nie ma zwyczaju rozmawiać z innymi współpracownikami, bo się zamyka w swoim pokoju i tylko w nim siedzi...

Pewne rzeczy warto jednak sprecyzować. Wiedział pan, że Żunić ma grać tylko 45 minut?

- Wiedziałem. Moja pierwsza informacja brzmiała, że Żunić i Masternak mają grać po 45 minut. Później jednak trener Bobla - asystent Mandrysza - przekazał mi mimochodem, że być może będą mogli wystąpić przez 90 minut i zapowiedział skontaktowanie się. Musi pan wiedzieć, że w GKS-ie Tychy konsultacje z trenerem Mandryszem w ogóle nie odbywają się na zasadach współpracy i rozmowy, ale mimochodem, gdzieś na korytarzu czy na placu przed budynkiem klubowym, gdy trenerzy z niego wychodzą. Tu nie ma żadnej współpracy, w ogóle o czymś takim nie mówmy. Pan Mandrysz z nikim nie pracuje. On pracuje sam ze sobą.

Wróćmy jednak do tej konkretnej sprawy. Co było dalej?

- Wbrew zapowiedziom, nie doczekałem się ze strony sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny informacji. Ja też muszę dbać o wyniki swojej drużyny. Podjąłem więc decyzję, że Ivica zostaje 90 minut. Rozumiem, że on może się czuć trochę pokrzywdzony, bo przez to nie będzie mógł dziś zagrać na Cracovii. Ja mogę go przeprosić, ale zostałem zmuszony do takich ruchów. Tak więc pan Mandrysz może sobie obrażać innych ludzi w prasie, lecz najpierw niech przyjdzie i powie wszystko w cztery oczy. Może się boi?

W cytowanym fragmencie, trener Mandrysz mówi, że zapewniał go pan, iż Żunić grał przez 45 minut...

- Nic takiego nie miało miejsca. Pan Mandrysz może sobie wymyślać różne historie, ale ja nic na ten temat nie wiem. Jeżeli w protokole jest wpisane, że Ivica grał 90 minut, to musiałbym być idiotą, żeby mówić, że grał 45.

Mówi pan, że też musi pan dbać o wynik swojej drużyny. Nie sądzi pan jednak, że pierwszy zespół powinien być priorytetem?

- Sądzę, ale ja też pracuję w jakichś realiach. Trener Mandrysz powiedział mi kilka miesięcy temu, że to jest mój zespół i ja decyduję, jak on ma wyglądać, więc jak dostaję zawodnika z pierwszej drużyny do gry, to  mam prawo go wykorzystać w 100 procentach. Oczywiście, o ile byłoby twarde stanowisko trenera, żeby grał 45 minut, to by grał 45. A jeżeli drugi trener mówi, że "być może", to ja jestem zawieszony w próżni. W czasie meczu trzeba reagować błyskawicznie. Nie mogę dzwonić po trenerach, zwłaszcza, że oni nie za bardzo się interesują tym, co się dzieje z zawodnikami pierwszego zespołu w meczach rezerw...

Nie bywają na meczach pana drużyny?

- Przez rok mojej pracy w Tychach, Mandrysz był na dwóch meczach mojej drużyny, w tym raz tylko dlatego, że wcześniej w tym samym miejscu był trening pierwszego zespołu. Trener Bobla był na trzech meczach, z czego z jednego wyszedł po 15 minutach.  W takich realiach pracuję. Zdaję sobie sprawę, że to był mój błąd i mogę za to przeprosić - przede wszystkim Ivicę - nie trenera Mandrysza, ale wiem, gdzie pracuję, w jakich warunkach. Muszę też dbać o siebie. Do tego mnie zmusił sztab szkoleniowy pierwszego zespołu. Ja chciałem współpracować, konsultować się, ale nie było takiej możliwości. Ci panowie nie są nauczeni rozmowy i współpracy.

Pracuje pan też w akademii młodzieżowej. Czy z nią trenerzy pierwszej drużyny jakoś współpracują?

- Szukaliśmy współpracy przez długi czas i wielokrotnie nie znaleźliśmy. Trener albo się spóźniał na spotkania z trenerami z akademii, albo w ogóle nie przychodził, bo twierdził, że spotkania nie były potwierdzone. To też pokazuje całokształt współpracy Mandrysza z ludźmi.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również