Oleksandr Szeweluchin jest zadowolony z... kalendarza

04.05.2013
- W tym przypadku bardzo dobry był dla mnie kalendarz, bo w sobotę koło 22 powinniśmy być w Zabrzu. Gorzej gdybyśmy grali w niedzielę - mówi Oleksandr Szeweluchin, który w ten weekend świętuje Wielkanoc.
Zaraz po powrocie z Bełchatowa, ukraiński obrońca Górnika Zabrze uda się do cerkwi. - Na szczęście nie jest ona daleko, bo znajduje się w Sosnowcu. Krótko przed północą zaczyna się uroczysta msza, podczas której święcone są potrawy. Od miesiąca jest ze mną rodzina i spędzimy ten czas razem. Tego dnia na stole stają głównie potrawy "swojskiej" roboty. Kiełbasy, specjalne ciasto drożdżowe, oczywiście muszą być jajka - opowiada stoper.

Idealnym wielkanocnym prezentem byłyby trzy punkty w Bełchatowie. - Byłoby bardzo dobrze... Takie mecze są trudne, bo wielu uważa, że skoro gramy z ostatnim zespołem ligi, to musimy wygrać. Polska ekstraklasa wiele razy pokazała, że nie musi tak być. Sami się o tym przekonaliśmy - przestrzega.

Szeweluchin prawdopodobnie znów, tak jak w Wielkich Derbach Śląska, zagra na lewej obronie. - Tego jeszcze nie wiem, bo skład poznajemy zawsze w dniu meczu. Zagram, gdzie wystawi mnie trener. Zdecydowanie najdłużej grałem w karierze na środku obrony, ale zdarzało mi się występować jako defensywny pomocnik oraz lewy obrońca i pomocnik. W tej ostatniej roli grałem dawno, bo w juniorach Dynama Kijów, ale absolutna nowość to dla mnie nie jest.
źródło: Sport

Przeczytaj również