Obrońca Podbeskidzia: W dziesiątkę "jechaliśmy" z GKS-em Katowice
17.08.2013
Obrońca "Górali" był wyraźnie wkurzony po meczu z GKS-em Katowice. - Nie widziałem tej sytuacji z Frankiem, nie wiem, co się tam stało, ale jak my jedziemy sam na sam, a sędzia dyktuje karnego dla GKS-u Katowice, to... ja się widocznie nie znam na przepisach. Potem boczny arbiter tak się rozochocił, że pokazywał nawet auty jak chciał! - irytował się Konieczny.
Z samego meczu Konieczny też nie był zadowolony. - Trzeba o nim jak najszybciej zapomnieć. Zaczęliśmy grać dopiero, gdy byliśmy w dziesiątkę. Wtedy pojawiła się jakaś podwójna motywacja - przyznał. Zapytany jednak czy Podbeskidzie zagrało tak, jak ekstraklasowy zespół powinien się zaprezentować z zespołem z niższej ligi, odparł. - Moim zdaniem w dziesiątkę "jechaliśmy" z GKS-em Katowice, na tyle ile byliśmy w stanie. Z gry w tym czasie można być jednak zadowolonym - dodał.
Jednak w 104. minucie to GieKSa zdobyła decydującą bramkę. - W moim mniemaniu Pitry był za mną, a więc bliżej bramkarza. Jeśli za mną nie było nikogo z naszych - a chyba nie było - to powinien być spalony. Muszę to jednak przeanalizować na spokojnie - ocenił kapitan bielszczan.
Konieczny nie chciał również zdradzić, co było na tajemniczej karteczce, którą w trakcie meczu czytał. - To są nasze założenia, nie mogę o tym mówić - uciął.
Z samego meczu Konieczny też nie był zadowolony. - Trzeba o nim jak najszybciej zapomnieć. Zaczęliśmy grać dopiero, gdy byliśmy w dziesiątkę. Wtedy pojawiła się jakaś podwójna motywacja - przyznał. Zapytany jednak czy Podbeskidzie zagrało tak, jak ekstraklasowy zespół powinien się zaprezentować z zespołem z niższej ligi, odparł. - Moim zdaniem w dziesiątkę "jechaliśmy" z GKS-em Katowice, na tyle ile byliśmy w stanie. Z gry w tym czasie można być jednak zadowolonym - dodał.
Jednak w 104. minucie to GieKSa zdobyła decydującą bramkę. - W moim mniemaniu Pitry był za mną, a więc bliżej bramkarza. Jeśli za mną nie było nikogo z naszych - a chyba nie było - to powinien być spalony. Muszę to jednak przeanalizować na spokojnie - ocenił kapitan bielszczan.
Konieczny nie chciał również zdradzić, co było na tajemniczej karteczce, którą w trakcie meczu czytał. - To są nasze założenia, nie mogę o tym mówić - uciął.
Polecane