Obrońca Górnika: Robimy na mecz pół błędu i tracimy bramkę...
17.09.2013
- Mieliśmy rozpisaną taktykę na to spotkanie i cieszę się, że udało nam się ją dobrze realizować. Skupialiśmy się na tej strategii i marzyliśmy tylko o zwycięstwie - mówi Ołeksandr Szeweluchin. - Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu rewelacyjna. Byłem bardzo zadowolony, bo właściwie wszystko nam wychodziło. Nawet Arek Piech podchodził i zagadywał, że wszystkie piłki są nasze i on nie ma właściwie nic do roboty - dodaje obrońca zabrzańskiej drużyny.
Po raz kolejny słabsze zawody "Trójkolorowi" rozegrali po zmianie połów. - Na boisko wybiegła jakby zupełnie inna drużyna. Znowu coś się z nami w przerwie stało i musimy to przeanalizować. Tak nie może być, że ciężko pracujemy na wynik w pierwszej połowie, a potem musimy drżeć o to, żeby dowieźć punkty do końca - przyznaje Ukrainiec.
"Miedziowi" bramkę kontaktową zdobyli po kapitalnym strzale Arkadiusza Piecha z ok. 30 metrów. - Zagłębie nie było nam w stanie zagrozić podchodząc z piłką pod nasze pole karne, to szukało szczęścia po strzałach z dystansu. Piech ładnie uderzył, piłka jeszcze musnęła naszego zawodnika w stopę i mogła zaskoczyć bramkarza. To dla nas przykre, bo robimy na mecz pół błędu, a tracimy bramkę - bezradnie rozkłada ręce 31-latek.
Napastnik Zagłębia trafił do siatki raz jeszcze, w doliczonym czasie gry drugiej połowy, ale zabrzańscy obrońcy zastosowali wówczas udaną pułapkę ofsajdową i sędzia słusznie bramki nie uznał. - Paweł Olkowski w tej sytuacji kontrolował linię spalonego i widział, że Piech jest na spalonym. Nie było w tym wyjściu cienia przypadku i ani przez moment nie obawiałem się, że sędzia może w tej sytuacji podjąć inną decyzję. Spalony był ewidentny - przekonuje defensor Górnika.
W następnej kolejce niepokonana dotąd drużyna Adama Nawałki zagości przy Łazienkowskiej, by zmierzyć się z Legią Warszawa. Mistrz Polski wyprzedza zabrzan jedynie lepszym bilansem bramkowym. - Nie będziemy rzucać wielkich zapowiedzi przed tym meczem ani prognozować wyniku, bo to nie w naszym stylu. Skupiamy się na tym, by dobrą robotę zrobić na boisku. Będziemy w Warszawie bić się o swoje i zagramy na maksa, a co nam to da zobaczymy po końcowym gwizdku - puentuje gracz drużyny z Roosevelta.
Po raz kolejny słabsze zawody "Trójkolorowi" rozegrali po zmianie połów. - Na boisko wybiegła jakby zupełnie inna drużyna. Znowu coś się z nami w przerwie stało i musimy to przeanalizować. Tak nie może być, że ciężko pracujemy na wynik w pierwszej połowie, a potem musimy drżeć o to, żeby dowieźć punkty do końca - przyznaje Ukrainiec.
"Miedziowi" bramkę kontaktową zdobyli po kapitalnym strzale Arkadiusza Piecha z ok. 30 metrów. - Zagłębie nie było nam w stanie zagrozić podchodząc z piłką pod nasze pole karne, to szukało szczęścia po strzałach z dystansu. Piech ładnie uderzył, piłka jeszcze musnęła naszego zawodnika w stopę i mogła zaskoczyć bramkarza. To dla nas przykre, bo robimy na mecz pół błędu, a tracimy bramkę - bezradnie rozkłada ręce 31-latek.
Napastnik Zagłębia trafił do siatki raz jeszcze, w doliczonym czasie gry drugiej połowy, ale zabrzańscy obrońcy zastosowali wówczas udaną pułapkę ofsajdową i sędzia słusznie bramki nie uznał. - Paweł Olkowski w tej sytuacji kontrolował linię spalonego i widział, że Piech jest na spalonym. Nie było w tym wyjściu cienia przypadku i ani przez moment nie obawiałem się, że sędzia może w tej sytuacji podjąć inną decyzję. Spalony był ewidentny - przekonuje defensor Górnika.
W następnej kolejce niepokonana dotąd drużyna Adama Nawałki zagości przy Łazienkowskiej, by zmierzyć się z Legią Warszawa. Mistrz Polski wyprzedza zabrzan jedynie lepszym bilansem bramkowym. - Nie będziemy rzucać wielkich zapowiedzi przed tym meczem ani prognozować wyniku, bo to nie w naszym stylu. Skupiamy się na tym, by dobrą robotę zrobić na boisku. Będziemy w Warszawie bić się o swoje i zagramy na maksa, a co nam to da zobaczymy po końcowym gwizdku - puentuje gracz drużyny z Roosevelta.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów