Obligacje uratują Górnika Zabrze?
04.02.2015
W grudniu pojawił się w Górniku Zabrze prokurent, Andrzej Pawłowski, który dostał trudne zadanie - musi zająć się procesem restrukturyzacji finansów klubu. Nie jest tajemnicą, że "Trójkolorowi" nie mają płynności finansowej, mają za to wielomilionowe długi. Jeśli przy Roosevelta liczą na dalszą grę w ekstraklasie, muszą sobie z większością z nich poradzić. I to szybko.
Pawłowski nie jest zaskoczony stanem finansów Górnika bowiem dostęp do danych miał już przed przyjściem do klubu - to dzięki temu, że jest doradcą prezydenta Zabrza do spraw spółek miejskich. To właśnie z polecenia Małgorzaty Mańki-Szulik prokurent pojawił się w klubie. - Moją rolą jest, by doprowadzić do tego, aby spółka w stosunkowo szybkim czasie mogła być sprawna operacyjnie, a w dalszej przyszłości także i rentowna - tłumaczy.
- Wskazałbym dwa zjawiska, które obecnie na Górniku ciążą. Po pierwsze - duży balast zadłużenia, który ciągnie się od czasów, gdy klub pozyskał nowego sponsora i próbował wejść na szerokie wody - chyba zbyt szerokie. Wtedy powstała znaczna część zadłużenia. Drugi czynnik to trwała nierentowność spółki. Górnik generuje wysokie straty. Z tymi zjawiskami trzeba sobie poradzić - wskazuje Pawłowski.
W jaki sposób Górnik chce się uporać z problemem? Po pierwsze - zamienić zadłużenie krótkoterminowe na długoterminowe poprzez emisję obligacji. - Górnik nie ma zdolności zaciągania dodatkowych zobowiązań, dlatego, by było to możliwe, poręczy je miasto. Dzięki temu analizowana będzie wiarygodność kredytowa miasta, a nie faktycznego emitenta - wyjaśnia proces prokurent. W ten sposób klub mógłby funkcjonować do czasu otwarcia nowych trybun.
Pomysł jest już mocno zaawansowany, ale i tak potrzeba czasu, by mógł on zostać wcielony w życie, dzięki czemu Górnik będzie mógł finansowo odetchnąć. Problem w tym, że zabrzanie czasu nie mają - muszą walczyć o licencję na nowy sezon. W tym roku klub nie zawierał ugód z wierzycielami, więc - by móc grać w ekstraklasie - do końca marca musi uporać się z długami...
Pawłowski nie jest zaskoczony stanem finansów Górnika bowiem dostęp do danych miał już przed przyjściem do klubu - to dzięki temu, że jest doradcą prezydenta Zabrza do spraw spółek miejskich. To właśnie z polecenia Małgorzaty Mańki-Szulik prokurent pojawił się w klubie. - Moją rolą jest, by doprowadzić do tego, aby spółka w stosunkowo szybkim czasie mogła być sprawna operacyjnie, a w dalszej przyszłości także i rentowna - tłumaczy.
- Wskazałbym dwa zjawiska, które obecnie na Górniku ciążą. Po pierwsze - duży balast zadłużenia, który ciągnie się od czasów, gdy klub pozyskał nowego sponsora i próbował wejść na szerokie wody - chyba zbyt szerokie. Wtedy powstała znaczna część zadłużenia. Drugi czynnik to trwała nierentowność spółki. Górnik generuje wysokie straty. Z tymi zjawiskami trzeba sobie poradzić - wskazuje Pawłowski.
W jaki sposób Górnik chce się uporać z problemem? Po pierwsze - zamienić zadłużenie krótkoterminowe na długoterminowe poprzez emisję obligacji. - Górnik nie ma zdolności zaciągania dodatkowych zobowiązań, dlatego, by było to możliwe, poręczy je miasto. Dzięki temu analizowana będzie wiarygodność kredytowa miasta, a nie faktycznego emitenta - wyjaśnia proces prokurent. W ten sposób klub mógłby funkcjonować do czasu otwarcia nowych trybun.
Pomysł jest już mocno zaawansowany, ale i tak potrzeba czasu, by mógł on zostać wcielony w życie, dzięki czemu Górnik będzie mógł finansowo odetchnąć. Problem w tym, że zabrzanie czasu nie mają - muszą walczyć o licencję na nowy sezon. W tym roku klub nie zawierał ugód z wierzycielami, więc - by móc grać w ekstraklasie - do końca marca musi uporać się z długami...
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów