"Niebiescy" mają zastrzeżenia do pracy sędziego Stefańskiego

30.08.2010
- Starć na boisku było mnóstwo. Arbiter czasami pozwalał grać, a czasami wręcz przeszkadzał - ocenił Wojciech Grzyb. Ruch bramkę stracił po podyktowaniu kontrowersyjnego rzutu wolnego.
Ruch momentami miał spore problemy w Zabrzu. Szczególnie, kiedy upływały pierwsze dwa kwadranse gry. Górnik w ciągu kilku minut stworzył sobie wtedy kilka okazji do zdobycia gola. Mariusz Magiera po raz pierwszy próbował szczęścia z rzutu wolnego. Chwilę potem Krzysztof Pilarz ratował chorzowian, bo groźnie strzelali Aleksander Kwiek i Grzegorz Bonin. - Górnik przeważał, ale w przerwie nie było w naszej szatni tak nerwowo, jak tydzień temu w Bełchatowie. Bo i nasza gra była lepsza, pewniejsza w obronie. Dominowały chłodne uwagi trenera - relacjonował Wojciech Grzyb.

"Niebiescy" w drugiej połowie pozwolili Górnikowi na znacznie mniej, ale paradoksalnie w tej odsłonie padła jedyna bramka meczu. Magiera miał okazję przymierzyć jeszcze raz z rzutu wolnego, bo wcześniej sędzia Daniel Stefański dopatrzył się faulu Rafała Grodzieckiego na Tomaszu Zahorskim. - Starć było mnóstwo. Czasami arbiter pozwalał grać, a czasami wręcz przeszkadzał - irytował się "Grzybek". Zły był Krzysztof Pilarz. Pogodzić z decyzją rozjemcy nie umieli się również inni chorzowianie. - Skoro przez prawie cały mecz pozwalał grać ostro, to w tej sytuacji też powinien puścić grę - ocenił Łukasz Janoszka.

Ostatecznie Ruch musi się pogodzić z porażką. - Ten wynik wstydu nie przynosi, ale też nie ma się z czego cieszyć. Szkoda, że jest tak dużo czasu do następnego meczu z Legią Warszawa, bo aż dwa tygodnie - ubolewa Wojciech Grzyb, który wolałby dostać okazję na przełamanie od razu. "Niebiescy" w bieżącym sezonie wygrali na razie tylko raz.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również