Nie będzie czasu na "rozkręcanie się" wiosną. "Czeka nas harówa"

15.01.2012
Przed rybnickimi piłkarzami decydujące miesiące. Jutro rozpoczynają treningi i tak naprawdę już teraz zaczynają walkę o utrzymanie w II lidze. - Od razu trzeba pracować na 100% - mówią.
Na początku sezonu nad rybnickim zespołem zebrały się czarne chmury. Damian Galeja, który tak naprawdę nie miał czasu przygotować Energetyka ROW Rybnik do rozgrywek, w swoim CV nie będzie miał się czym chwalić, bo pod jego wodzą, beniaminek nie wygrał ligowego meczu. Po przyjściu ekstraklasowego trenera - Ryszarda Wieczorka, słońce nadziei na lepsze wyniki zaczęło się przedzierać przez chmury niepowodzeń z początku sezonu. Trudno jednak być wielkim optymistą, bo ROW po 20. kolejkach jest na miejscu spadkowym.

Sytuacja nie jest dramatyczna, ale nie ma mowy o spokoju. W końcu nie po to tyle osób starało się, by ROW znów zagrał na szczeblu centralnym, aby przygoda ta trwała tylko rok. Spadki nie są niczym dobrym, bo są impulsem do kolejnych rewolucji, tak lubianych w polskiej piłce, które niekoniecznie wychodzą na dobre klubowi. - Decydująca będzie zima. Od tego, jak przepracujemy okres przygotowawczy, będzie wiele zależało - mówił trener Wieczorek jesienią, mówi i teraz.

Działacze nie zapadli w sen zimowy i zaczęli szukać wzmocnień. Wiemy już, że wiosną na Gliwickiej zagrają na pewno: bramkarz Mateusz Łobaczewski, obrońcy Roland Kachel i Sławomir Szary oraz napastnik Marcin Pontus. W Rybniku postawili na doświadczenie, bo wiosną nie będzie czasu na "rozkręcanie się". W kolejnych meczach ważny będzie każdy punkt, a nawet strzelona bramka. Stąd też wzmocnieniem mają być zawodnicy ograni, którzy powinni prezentować pewien poziom. Czy to się sprawdzi? Dowiemy się za kilka miesięcy.

W poniedziałek piłkarze Energetyka ROW wrócą z urlopów. - Od początku spodziewamy się "ostrej harówy", ale nie ma innego wyjścia. Nie można niczego odpuścić, bo wiosną każdy, najmniejszy element może przeważyć. Trener Wieczorek kocha dyscyplinę. Jak ktoś go nie posłucha, to będzie mu ciężko - mówi nam anonimowo jeden z piłkarzy.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również