Napastnik tyszan potrzebuje jeszcze ośmiu goli, by... uznać sezon za udany

02.08.2013
Paweł Smółka znakomicie rozpoczął występy w GKS-ie Tychy. Nowy napastnik w zespole Tomasza Fornalika zdobył w debiucie dwa gole. - Żeby sezon był udany, trzeba strzelić co najmniej dziesięć - mówi.
Skąd się wziął nowy snajper tyszan? - Zacząłem treningi w Mikołaju Chrzanów, ale szybko, bo już w wieku 13 lat, jako trampkarz, trafiłem do Wisły Kraków. Jestem więc "półwiślakiem". Podzieliłem los większości wychowanków, których w Krakowie traktuje się wedle zasady: "lepiej sprowadzić zawodnika do pierwszej drużyny niż wprowadzić swojego". Dlatego po pierwszych przymiarkach, w których - grając w Pucharze Ekstraklasy - jako 21-latek strzeliłem nawet gola GKS Bełchatów, zacząłem się rozglądać za nowym klubem. Występy w roli najstarszego zawodnika Młodej Ekstraklasy mnie nie satysfakcjonowały - tłumaczy.

Przez II-ligowe Zagłębie Sosnowiec trafił do III-ligowego wówczas LKS-u Nieciecza. - Z drużyną prowadzoną przez Marcina Jałochę wywalczyłem od razu awans do II ligi, w której w następnym sezonie okazaliśmy się najlepsi i wywalczyliśmy prawo gry na zapleczu ekstraklasy. I-ligowy przeskok nie wyszedł mi jednak na dobre i po rundzie jesiennej przeszedłem do II-ligowego Okocimskiego Brzesko, w którym znowu zacząłem strzelać. Pięć goli na wiosnę w 2011 roku to był dobry wstęp do zadomowienia się w zespole, z którym w sezonie 2011/12 wygraliśmy II ligę - wspomina.

W I lidze tym razem poradził sobie już dużo lepiej. - Latem zacząłem się rozglądać za nowym klubem. Oferta z GKS-u Tychy nie była pierwsza. Trener Tomasz Fornalik zadzwonił jednak do mnie z najbardziej konkretnymi informacjami i szybko udało się dojść do porozumienia. Do drużyny dopiero wchodzę, bo nie było za dużo czasu na aklimatyzację, ale też nie ma problemów ze znalezieniem wspólnego języka. Nie czekam też jakoś specjalnie na mecze ze starymi znajomymi, bo w Niecieczy z "moich czasów" gra już tylko Karol Piątek, a w Okocimskim - choć została jeszcze "grupa samochodowa", z którą dojeżdżałem na treningi do Brzeska - także sporo się tam zmieniło. Dlatego koncentruję się na swoim graniu. Te dwie bramki w pierwszym meczu jeszcze nic nie znaczą. Żeby napastnik mógł uznać sezon na dobry, powinien strzelić minimum 10 goli. A więc... jeszcze sporo pracy przede mną - kończy Paweł Smółka.
źródło: Sport

Przeczytaj również