Napastnik GKS-u Tychy dedykacjami za gole obdziela całą rodzinę

28.09.2012
- Strzelanie goli to w pewnym sensie mój obowiązek - mówi Marcin Folc, napastnik GKS-u Tychy, który w ostatnich czterech meczach trafił trzy razy. Za każdym razem gole dedykował komuś z rodziny.
- Najbardziej jestem zadowolony z tego, że cztery razy wygraliśmy. Cieszę się też oczywiście z tego, że po pięciu kolejkach, w których nie było dla mnie miejsca w jedenastce, wróciłem do składu. A te trzy gole? To w pewnym sensie mój obowiązek. Tego wymaga się od napastnika - przypomina skromnie Folc.

Te trzy trafienia sprawiły, że pojawiły się już pytania, czy to najlepszy okres w karierze tego zawodnika. - Najlepszą rundę miałem jesienią 2006 roku, gdy - grając w walczącym o awans do ekstraklasy Zagłębiu Sosnowiec - w ciągu trzech tygodni strzeliłem w siedmiu meczach osiem goli. Teraz jednak gra i strzelanie bardziej mnie cieszą, bo musiałem na swoją szanse czekać jak nigdy - dodaje.

Gola strzelonego z Olimpią Grudziądz, Folc zadedykował ojcu. A trafienia z Brzeska? - Pierwszemu bratu. Za Pawłem, który mieszka w Norwegii, ale na bieżąco śledzi moje występy, poszedłem na boisko. Jest cztery lata starszy i był bramkarzem w Kuźni Jawor, więc miałem swojego piłkarskiego przewodnika. Drugiego gola "oddałem" mamie na zbliżające się urodziny. Pospieszyłem się o tydzień, ale za jej wsparcie od wielu lat mógłbym jej właściwie dedykować każde trafienie - podkreśla.

Czy w niedzielę uda się także z strzelić z Arką Gdynia? - Zdajemy sobie sprawę, że w niedzielę czeka nas kolejny trudny mecz, ale jesteśmy na fali i postaramy się przedłużyć dobrą passę - kończy.
źródło: Sport

Przeczytaj również