Na Węgrzech fanów gospodarzy było tylko ciut więcej niż tych z Zabrza

27.03.2011
Na stadionie im. Ferenca Szuszy Ujpest FC wygrał z Górnikiem Zabrze. Mecz stał na przyzwoitym poziomie. - Wypadliśmy nie najgorzej. Z gry mieliśmy więcej sytuacji - mówi Grzegorz Bonin.
Początek spotkania poprzedziło odegranie hymnów Polski i Węgier oraz prezentacje efektownych opraw kibiców obu zespołów, które przedstawiały postać Ferenca Szuszy - najwybitniejszego piłkarza w historii Ujpestu, a także trenera Górnika. To dla tego wspaniałego sportowca zorganizowano ten pojedynek.

Zabrzanie poważnie podeszli do święta Ujpestu. Adam Nawałka wystawił najmocniejszy skład, jaki tylko mógł tego dnia. Do usług trenera nie byli kontuzjowani Adam Danch, Aleksander Kwiek, Mariusz Przybylski i Michal Gasparik. Wolne na ślub siostry otrzymał Daniel Sikorski.

Pierwszą groźną sytuację w meczu mieli "Trójkolorowi". O bramce z meczu z Zagłębiem Lubin przypomniał sobie Robert Jeż, który w podobny sposób co golkipera "Miedziowych", chciał pokonać Szabolcsa Balajcza. Chwilę później groźnie z dystansu uderzał Adam Marciniak. Przewaga zabrzan rosła…

Tymczasem bramkę zdobyli gospodarze. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej do piłki wyskoczył Peter Rajczi i uderzeniem głową pokonał Adama Stachowiaka. Przy golu zawinił Mariusz Jop, który już wcześniej popełnił błąd, który mógł zaowocować golem dla przeciwnika.

Zespół z Zabrza dążył do wyrównania, a najbliżej dokonania tej sztuki był Adam Banaś. Kapitan Górnika dwukrotnie bliski był umieszczenia piłki w siatce po dośrodkowaniach z rzutów rożnych. Za pierwszym razem strzał głową minimalnie minął słupek, później refleksem wykazali się gracze ze stolicy Węgier.

W przerwie Nawałka dokonał czterech zmian. Na boisku pojawili się między innymi Mateusz Sławik i Gabriel Nowak. W początkowych fragmentach gry drugiej połowy najczęstszy kontakt z piłką miał... ten pierwszy. Później do głosu doszedł zawodnik ściągnięty zimą z GKS-u Katowice.

Szarżujący lewym skrzydłem, aktywny tego dnia, Marcin Wodecki podał właśnie do Nowaka, który wczorajsze zawody może zapisać po stronie udanych. Znalazł w polu karnym Grzegorza Bonina, który nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Mimo że to tylko sparingowy pojedynek, zabrzanie dążyli do wyrównania. - Chcieliśmy wygrać, no i niestety nadzialiśmy się na kontrę - opisuje strzelec - jak się okazało - jedynej bramki dla Górnika. Niecały kwadrans przed końcem spotkania Sławika pokonał Zoltan Boor.

Mimo porażki, gra Górnika może napawać optymizmem. - Wypadliśmy nie najgorzej. Z gry mieliśmy więcej sytuacji. Boisko nie pozwalało na wiele, ale przynajmniej wyeliminowaliśmy tę naszą grę długimi piłkami - zauważa Bonin. - Zmęczenie? Podróż była długa, ale przed Cracovią zdążymy odpocząć - zapewnia pomocnik.

Warto również odnotować, że kibiców przyjezdnych było zaledwie o kilka setek mniej, niż fanów gospodarzy. - Stworzyli widowisko na wysokim poziomie. My staraliśmy się ze wszystkich sił, żeby się do nich dostosować - dodaje Bonin.

Kibice Górnika wspierali nie tylko piłkarzy. W trakcie pierwszej połowy wyrazili swoje poparcie dla prezesa klubu, Łukasza Mazura. Na płocie zawisł transparent o treści "Wszyscy murem za Mazurem!”.

Po meczu delegacje oraz kibice obu klubów wspólnie udali się złożyć kwiaty na grobie Szuszy. Na koniec wszyscy razem pojechali pod dom, w którym mieszkał były trener Górnika.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również