Na mecze Górnika przychodzi coraz mniej kibiców. Klub zaczyna działać

05.10.2010
Frekwencja na zabrzańskim stadionie maleje. Górnik ma problem z zapełnieniem 13 tysięcy miejsc, jakimi obecnie dysponuje. - Nie możemy przejść obok tego problemu - komentuje Krzysztof Maj.
- Problem wziął się w rundzie wiosennej zeszłego sezonu. Wtedy to została ograniczona widownia. Kibice stali w długich kolejkach, a i tak nie mogli nabyć biletów, bo ich po prostu zabrakło - opisuje Krzysztof Maj, dyrektor do spraw marketingu zabrzańskiego klubu. Zniechęceni fani w dużej części przestali odwiedzać stadion, dlatego działacze chcą poprawić frekwencję za pomocą akcji promocyjnych. Obniżenie o 2 złote ceny wejściówki kupionej w przedsprzedaży, zwiększenie limitu wiekowego biletów ulgowych do 18 lat (na razie na dwa najbliższe spotkania) - to tylko niektóre z pomysłów działu marketingu. W planach jest także wprowadzenie plakatów i bannerów reklamujących spotkania przy Roosevelta. Niewykluczone, że od wiosny będzie możliwość zakupienia biletu przez internet.

 - Frekwencja jest niższa, jeżeli spojrzymy na statystykę wejść niż faktyczna liczba sprzedanych biletów. Nie zawsze osoby, które zakupiły bilet, wchodzą na trybuny - mówi kierownik do spraw bezpieczeństwa, Tomasz Milewski, który ujawnia statystyki, z których wynika, że na ostatni ligowy mecz, z Jagiellonią Białystok, sprzedano 7459 biletów. Tymczasem podana przez klub liczba widzów tej rywalizacji wyniosła... 6220.

Zdaniem wielu sympatyków, za problem odpowiedzialny jest system wchodzenia na obiekt. Kibice mają zastrzeżenia do systemu, który kilka razy już po prostu się wieszał. - Krytycznym meczem był ten z GKS-em Bełchatów, gdzie - nie z winy klubu - doszło do awarii. Przyczyniła się ona do tego, że spojrzeliśmy na system pod innym kątem. Zaproponowaliśmy firmie "Wasko" pewne modyfikacje, które powinny ulepszyć produkt - wyjaśnia Milewski. - Jestem daleki od stwierdzenia, że mniejsza frekwencja to efekt zamontowanych bramofurtów. Jest to rozwiązanie, które stosuje się na każdym stadionie - dodaje.

Co na to firma "Wasko", która montowała system identyfikacyjny? - Przyjmujemy wszystkie uwagi i wyciągamy wnioski. Nam również leży na sercu, żeby sprzedaż była jak największa. Ważna jest edukacja kibica, aby na stadion przychodził wcześniej. Udało się to osiągnąć na pierwsze mecze. Może teraz uśpiło nas to, że było tak dobrze? - zastanawia się dyrektor firmy, Michał Spendel. - Trzeba też kibica czymś zająć. Żeby się nie nudził, jeśli ma przyjść wcześniej - rzuca pomysł. Sęk w tym, że nie każdemu może odpowiadać czekanie przy złej pogodzie i to na niezadaszonym obiekcie. - Dlatego z niecierpliwością czekamy aż rozpocznie się budowa nowego stadionu. Trudno zachęcić kibica, żeby przyszedł dwie godziny wcześniej, gdy nie ma odpowiedniej infrastruktury - kończy Maj.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również