Mgła w Zabrzu. Czy faktycznie przeszkadzała piłkarzom?
29.10.2014
Pierwsza połowa meczu Górnika Zabrze z Podbeskidziem Bielsko-Biała toczyła się w normalnych warunkach. W przerwie jednak nad murawą pojawiła się gęsta mgła, która utrudniała kibicom oglądanie spotkania. Z trybun z każdą kolejną minutą widać było coraz mniejszą część boiska. Dla zawodników i trenerów nie była to jednak nowość.
- To nie pierwszyzna. Dziwnie się to ogląda, bo mało widać, zwłaszcza na dalszej połówce. Najważniejsi są jednak sędzia i piłkarze. Zobaczymy sobie, czy był rzut karny, bo dostrzec rękę w takich warunkach jest sztuką - przyznał trener Leszek Ojrzyński. Skoro najważniejsi są zawodnicy, to zapytajmy ich: czy taka mgła przeszkadza?
- Nam mgła nie przeszkadzała. Warunki do gry były znośne - ocenił Piotr Malinowski. Piłkarze Górnika również nie zamierzali zwalać winy za słabą postawę na panujące warunki. - Mgła oczywiście nie ułatwiała pracy, ale nie było źle. Piłka była widoczna - wyjaśnił Mateusz Kuchta. Gorzej mieli kibice, którzy nie byli w stanie ocenić sporne sytuacje. A tych było kilka.

Fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus
Kibice mieli pretensje do sędziego o uznanie bramki Macieja Korzyma. Czy po zagraniu Pavola Stano napastnik Podbeskidzia był na spalonym? Przy rozstrzygnięciu przydały się telewizyjne kamery. - Pytałem człowieka z telewizji, mówił, że spalonego nie było. Tak samo jak nie było karnego dla Górnika, bo obrońca dostał piłką w twarz - powiedział strzelec trzeciej bramki dla "Górali".
Błąd sędziego przy rzucie karnym dla zabrzan próbował wytłumaczyć szkoleniowiec "Trójkolorowych". - W Bełchatowie - w dobrych warunkach - nie zauważono, że strzeliliśmy prawidłową bramkę. Tym bardziej w takiej mgle sędziego można usprawiedliwić, choć nie do końca - zaznaczył Józef Dankowski. - Pytanie, czy takie spotkania dostarczają odpowiednie wrażenia kibicom, bo przecież to dla nich organizuje się mecze - zauważył trener.
- To jest piłka nożna - będą deszcze, huragany, a my musimy sobie z tym radzić - podsumował Gracjan Horoszkiewicz, autor pierwszej bramki dla bielszczan.
- To nie pierwszyzna. Dziwnie się to ogląda, bo mało widać, zwłaszcza na dalszej połówce. Najważniejsi są jednak sędzia i piłkarze. Zobaczymy sobie, czy był rzut karny, bo dostrzec rękę w takich warunkach jest sztuką - przyznał trener Leszek Ojrzyński. Skoro najważniejsi są zawodnicy, to zapytajmy ich: czy taka mgła przeszkadza?
- Nam mgła nie przeszkadzała. Warunki do gry były znośne - ocenił Piotr Malinowski. Piłkarze Górnika również nie zamierzali zwalać winy za słabą postawę na panujące warunki. - Mgła oczywiście nie ułatwiała pracy, ale nie było źle. Piłka była widoczna - wyjaśnił Mateusz Kuchta. Gorzej mieli kibice, którzy nie byli w stanie ocenić sporne sytuacje. A tych było kilka.

Fot. Łukasz Laskowski/Pressfocus
Kibice mieli pretensje do sędziego o uznanie bramki Macieja Korzyma. Czy po zagraniu Pavola Stano napastnik Podbeskidzia był na spalonym? Przy rozstrzygnięciu przydały się telewizyjne kamery. - Pytałem człowieka z telewizji, mówił, że spalonego nie było. Tak samo jak nie było karnego dla Górnika, bo obrońca dostał piłką w twarz - powiedział strzelec trzeciej bramki dla "Górali".
Błąd sędziego przy rzucie karnym dla zabrzan próbował wytłumaczyć szkoleniowiec "Trójkolorowych". - W Bełchatowie - w dobrych warunkach - nie zauważono, że strzeliliśmy prawidłową bramkę. Tym bardziej w takiej mgle sędziego można usprawiedliwić, choć nie do końca - zaznaczył Józef Dankowski. - Pytanie, czy takie spotkania dostarczają odpowiednie wrażenia kibicom, bo przecież to dla nich organizuje się mecze - zauważył trener.
- To jest piłka nożna - będą deszcze, huragany, a my musimy sobie z tym radzić - podsumował Gracjan Horoszkiewicz, autor pierwszej bramki dla bielszczan.
Polecane
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów