Mateusz Żyła walczy z "gębą kopacza". Gdzie utknął Krzysztof Bizacki?
23.08.2012
Żyła, który ma za sobą epizody w ekstraklasie w barwach Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, a jest też dobrze znany kibicom Sandecji Nowy Sącz, GKS-u Tychy czy Podbeskidzia Bielsko-Biała, obecnie spełnia się nie tylko sportowo. Oprócz gry w IV-ligowym Rekordzie studiuje filologię polską. Sztuka to coś, co zawsze go zajmowało. Teraz daje temu wyraz.
Wszystkim, którzy myślą, że piłkarze mają bardzo nieskomplikowane życie wewnętrzne, należałoby polecić wizytę na blogu Mateusza Żyły. Skrzydłowy chwyta się różnych form twórczości. Na stronie można znaleźć m.in. jego felietony, recenzje, wywiady, relacje koncertowe i reportaże. Choć piłkarz, czy jak sam woli "kopacz" porusza przeróżne tematy, znajdzie się też coś dla fanów piłki nożnej.
Szczególnie ciekawie, z perspektywy śląskiego kibica, przedstawia się reportaż z wyjazdu GKS-u Tychy na mecz z Pogonią Szczecin sprzed kilku sezonów. Dzięki relacji Żyły możemy poczuć atmosferę, panującą w drużynie na kilka dni przed meczem, czujemy narastające meczowe emocje, dowiadujemy się także, jak wyglądał powrót znad morza wraz z kibicami...
Nagle zobaczyłem w dość dużej odległości jakiś kolorowy dym i gromadę, nie wiedząc czy to sen czy jawa. Hamulec ręczny jakiegoś pasażera przechylił szalę na jawę. Przeraźliwy zgrzyt kół i szyn kolejowych rozdarł nam prawie uszy. W wagonach sąsiednich, tam gdzie jechali nasi kibice, zaczął panować rwetes. Po chwili wiedzieliśmy co się dzieje. Adrenalina nam podskoczyła, chyba nawet bardziej niż o 20:00 poprzedniego dnia. Po kolegach widziałem lekki strach, a już za chwilę mieliśmy pod oknem prawdziwy film akcji. Kibice jednej z ligowych drużyn wiedząc, że nasi fani wracają z meczu wszystko zaplanowali i zaatakowali. Siedzieliśmy skuleni, a parę metrów obok, za szybą rozpoczęła się brutalna walka na siekiery i inne niebezpieczne narzędzia. Akurat nasz napastnik, Krzysztof Bizacki, legenda polskiej piłki, był w ubikacji i gdy zrozumiał „co się święci” , chciał wrócić szybko do swojego przedziału. Niestety koledzy mocno wystraszeni, trzymali drzwi rękami tak, aby nikt nie wszedł. „Bizak” zrozpaczony i zestresowany mocno nalegał na kolegów śląską (jego naturalną) gwarą: „Otwórzcie, przecież to jo” i w końcu usiadł koło bezpiecznych, znanych twarzy. Całe niecodzienne wydarzenie trwało chwilkę. Później wszystko zamarło. Obszar został przysłonięty groźnym dymem a ziemię szpeciła cała gama niebezpiecznych wytworów człowieka. Trwała brutalna cisza, którą przerwał nasz lekarz, prosząc o pomoc w opatrywaniu ludzi. Po dwóch godzinach pociąg ruszył z miejsca i mocno spóźnieni, przy eskorcie policji, zawitaliśmy z powrotem w Katowicach. Drużyna piłkarska powróciła z meczu…
Całość tekstu "To nie tylko 90 minut", a także inne przemyślenia Mateusza Żyły można znaleźć tutaj.
Wszystkim, którzy myślą, że piłkarze mają bardzo nieskomplikowane życie wewnętrzne, należałoby polecić wizytę na blogu Mateusza Żyły. Skrzydłowy chwyta się różnych form twórczości. Na stronie można znaleźć m.in. jego felietony, recenzje, wywiady, relacje koncertowe i reportaże. Choć piłkarz, czy jak sam woli "kopacz" porusza przeróżne tematy, znajdzie się też coś dla fanów piłki nożnej.
Szczególnie ciekawie, z perspektywy śląskiego kibica, przedstawia się reportaż z wyjazdu GKS-u Tychy na mecz z Pogonią Szczecin sprzed kilku sezonów. Dzięki relacji Żyły możemy poczuć atmosferę, panującą w drużynie na kilka dni przed meczem, czujemy narastające meczowe emocje, dowiadujemy się także, jak wyglądał powrót znad morza wraz z kibicami...
Nagle zobaczyłem w dość dużej odległości jakiś kolorowy dym i gromadę, nie wiedząc czy to sen czy jawa. Hamulec ręczny jakiegoś pasażera przechylił szalę na jawę. Przeraźliwy zgrzyt kół i szyn kolejowych rozdarł nam prawie uszy. W wagonach sąsiednich, tam gdzie jechali nasi kibice, zaczął panować rwetes. Po chwili wiedzieliśmy co się dzieje. Adrenalina nam podskoczyła, chyba nawet bardziej niż o 20:00 poprzedniego dnia. Po kolegach widziałem lekki strach, a już za chwilę mieliśmy pod oknem prawdziwy film akcji. Kibice jednej z ligowych drużyn wiedząc, że nasi fani wracają z meczu wszystko zaplanowali i zaatakowali. Siedzieliśmy skuleni, a parę metrów obok, za szybą rozpoczęła się brutalna walka na siekiery i inne niebezpieczne narzędzia. Akurat nasz napastnik, Krzysztof Bizacki, legenda polskiej piłki, był w ubikacji i gdy zrozumiał „co się święci” , chciał wrócić szybko do swojego przedziału. Niestety koledzy mocno wystraszeni, trzymali drzwi rękami tak, aby nikt nie wszedł. „Bizak” zrozpaczony i zestresowany mocno nalegał na kolegów śląską (jego naturalną) gwarą: „Otwórzcie, przecież to jo” i w końcu usiadł koło bezpiecznych, znanych twarzy. Całe niecodzienne wydarzenie trwało chwilkę. Później wszystko zamarło. Obszar został przysłonięty groźnym dymem a ziemię szpeciła cała gama niebezpiecznych wytworów człowieka. Trwała brutalna cisza, którą przerwał nasz lekarz, prosząc o pomoc w opatrywaniu ludzi. Po dwóch godzinach pociąg ruszył z miejsca i mocno spóźnieni, przy eskorcie policji, zawitaliśmy z powrotem w Katowicach. Drużyna piłkarska powróciła z meczu…
Całość tekstu "To nie tylko 90 minut", a także inne przemyślenia Mateusza Żyły można znaleźć tutaj.
Polecane