Mariusz Śrutwa: "To nie jest dyskusja na łamy prasowe"
06.04.2018
Spore zamieszanie zapanowało wokół zmiany trenera przy Cichej. Jeszcze przed 2 tygodniami zarząd deklarował pozostawienie Juana Ramona Rochy na stanowisku, by w czwartek zakomunikować o zatrudnieniu w miejsce Dariusza Fornalaka. To dobre rozwiązanie?
Mariusz Śrutwa: Tą decyzją nikt nie podważał faktu, że trener Rocha to bardzo dobry fachowiec i zdobył dla Ruchu dużo punktów. Pomógł klubowi w posklejaniu drużyny i nie można zabrać mu tej zasługi. Sytuacja w jakiej znalazł się zespół stała się na tyle dramatyczna, a okres który przed nami tak ważny, że zmusił zarząd do podjęcia radykalnych kroków. Choćby po to, by nie mieć wyrzutów sumienia, że nie zareagował na kolejne porażki w sytuacji, w której Ruch jest na dnie tabeli. Do tego doszedł bałagan w szatni i fakt, że obcokrajowcy po derbach z GKS-em Tychy mocno sobie poszaleli. To niedopuszczalne i trzeba było coś z tym zrobić. Zarząd podjął decyzję o zwolnieniu trenera, któremu należy się ogromny szacunek, ale trzeba było przeciwdziałać temu co się ostatnio działo. Potrzebne było nowe spojrzenie, człowiek który poprowadzi to twardą ręką i postara się poszukać impulsu i mobilizacji dla drużyny, znajdując sposób na szybką poprawę punktowego dorobku.
Brzmi jak szukanie doraźnych środków, a przecież Juan Ramon Rocha miał być człowiekiem, na którym budowano całą wizję budowania Ruchu?
Wizja została przedstawiona i pewnie w mniejszym lub większym stopniu nadal będzie wykorzystywana. Nie można jej jednak opierać tylko na trenerze, a na działaniach zarządu i całego pionu sportowego. Trener to piłkarskim świecie człowiek, który dziś jest, a jutro może go nie być. Przykładem na moje słowa niech jest sprawa Bartosza Nowaka. W czerwcu był osobą niezbędną dla klubu i jedynym transferem gotówkowym przeprowadzonym przez Ruch, a w listopadzie zdecydowano o oddaniu go Stali Mielec. Nie zgadzam się z takim działaniem, dlatego jestem zdania że takie decyzje powinien podejmować zarząd i pion sportowy, a nie ten czy inny trener. To grozi tym, że z każdym trenerem odsuwa się jakąś liczbę graczy, a trener ściąga w ich miejsce 5-6 kolejnych. Dla klubu to niebezpieczne i w takich kwestiach powinny decydować osoby odpowiedzialne w nim za zarządzanie. Jasne, że nie można tego robić wbrew trenerowi, ale trzeba umieć znaleźć złoty środek.
Nie jest tajemnicą że świetnie znacie się z Dariuszem Fornalakiem. Pierwsze skojarzenie z jego trenerskim stylem to twarda ręka i jasne wymagania, ale ma jeszcze inne atuty?
Poza charyzmą i tym, że potrafi w odpowiednim momencie dosadnie i krytycznie powiedzieć to co trzeba, jest doświadczonym trenerem. Pracował w kilku klubach, długo był u boku trenera Jana Kociana i stoi za nim wiele umiejętności i atutów. Jednym z nich jest bardzo duże, gruntowne rozeznanie w realiach polskiej ligi i środowisku akademii piłkarskich, a tego u poprzedników brakowało. Posiada od nich dużo większą wiedzę na temat przeciwników, a poza tym wie konkretnie kogo i jak pozyskać do klubu. My mieliśmy tymczasem osoby które są świetnymi fachowcami, ale z pewnością nie były biegłe w tym co się dzieje na naszym krajowym podwórku. Dokonywane transfery nie do końca polegały więc na tym, że zostawali wskazywani dokładnie ci zawodnicy, których trener chciał wstawić do składu.
Z przymróżeniem oka można chyba powiedzieć, że szczęście w nieszczęściu u Vilima Posinkovicia polegało na tym, że zabalował zanim w klubie pojawił się trener Fornalak?
Dla mnie przede wszystkim jest niedopuszczalne to, co przeczytałem w prasie, a co nie dotarło do mnie wcześniej jako członka rady nadzorczej. Zgodnie z tymi doniesieniami - choć nie mam na to dowodów - to nie był pierwszy tego typu występek tego zawodnika. Jeśli to prawda, to wielkim błędem jest fakt, że wcześniej nie zostało to ukrócone i wyprostowane. Tak być nie powinno, tak być nie może, bo to wpływa na całą szatnię demobilizująco i destabilizująco. Tego typu sygnały były pewnie kolejnym znakiem, że trzeba to wszystko wziąć do kupy. Klub walczy dziś o być albo nie być i nie ma miejsca na chodzenie własnymi ścieżkami. Dobro Ruchu, drużyny i wszystkich tych którzy włożyli mnóstwo pracy, by szansa na utrzymanie w lidze wciąż była musi być najważniejsze.
Żaden trener utrzymania nie zagwarantuje. Masz przekonanie, że ta drużyna jest w stanie udźwignąć cel sportowy, zwłaszcza w całej tej otoczce?
Nie jest to drużyna, która byłaby w stanie awansować do Ekstraklasy, ale na pewno stać ją na to, by się utrzymać, a nawet rywalizować w środkowej części tabeli.
Wspomniane przez ciebie "być albo nie być" dotyczy tylko ligowego bytu, czy ewentualny spadek może zachwiać istnieniem całego klubu?
Spadek to duży problem dla każdego klubu, nie tylko Ruchu Chorzów. Historia pokazuje, że najczęściej kończy się to kolejnymi degradacjami. Górnik Łęczna wypadł z elity razem z nami i mimo że nie musiał walczyć z tak ogromnymi ilościami problemów, nie miał odjętych punktów, w tabeli jest w bardzo podobnej sytuacji do naszej. Przykłady innych uznanych firm - Widzewa, Odry Wodzisław, Polonii Bytom, Polonii Warszawa czy ŁKS-u - bez względu czy trafiały do niższych lig sportowo czy ze względów organizacyjnych udowadniają, jak trudno to wszystko później poskładać. Plany szybkiego powrotu na szczyty ładnie wyglądają na papierze, ale proszę mi pokazać choć jeden klub, który zrealizowałby je w ciągu 3-4 lat. Są tacy, którzy próbują lat kilkanaście i są najwyżej tam gdzie my dzisiaj. Dlatego my nie możemy dopuścić do takiego scenariusza.
Uważam, że Ruch powinien mieć pomysł nie tylko na ten sezon, ale i kolejny. Musimy wiedzieć co i jak chcemy robić w przyszłości. Tą wizję trzeba realizować również w oparciu o ludzi, którzy są teraz zawodnikami naszych drużyn juniorów. O wychowankach i ludzi z naszego regionu nie wolno zapominać, to na nich trzeba opierać pomysł na budowanie klubu. Teraz trzeba jednak skupić się przede wszystkim na tym, by utrzymać I ligę.
Wojenka z kibicami na pewno w tym nie pomaga. Spór przetoczył się nawet przez oficjalną stronę klubu. Można się zastanawiać, kto ma w tym wszystkim rację.
To przede wszystkim nie jest dyskusja na łamy prasowe i oświadczeniowe. Takie rzeczy trzeba sobie wyjaśniać na bezpośrednich spotkaniach i mam nadzieję, że prędzej czy później do tego dojdzie. Sam nigdy nie miałem z tym problemu i bez względu na to w jakiej występowałem roli, zawsze potrafiłem stanąć przed kibicami i odpowiedzieć na ich pytania. Pewne sprawy można im w ten sposób wyjaśnić, ale nie wolno tego roztrząsać przez prasę. Wielu rzeczy nie można wtedy powiedzieć, z czego wynikają kolejne nieporozumienia. Sam często chciałbym coś przyznać, lub czemuś zaprzeczyć, ale jako członek rady nadzorczej nie mogę, bo wiąże się to nawet z odpowiedzialnością karną. To co się ostatnio dzieje jest nam wszystkim zupełnie niepotrzebne. Kibice Ruchu zawsze byli silną grupą, na którą klub mógł liczyć i która niejednokrotnie pomagała drużynie. Wierzę i mam nadzieję, że będzie tak nadal, a wszelkie tego typu uwagi jak te upubliczniane ostatnio - bez względu na to czy słuszne czy nie - będą wyjaśniane za zamkniętymi drzwiami, między ludźmi którzy są w stanie o czymś decydować i pewne rzeczy wytłumaczyć. To jedyna słuszna droga.
Mając za punkt odniesienia lata 2003-2005, w których grałeś w Ruchu, a w których klub też znalazł się w krytycznym położeniu, jesteś w stanie ocenić w jak trudnej sytuacji pozostają dziś "Niebiescy"?
Po pierwsze wtedy nie było tak ogromnych długów. Po drugie nie było tak restrykcyjnych przepisów i obostrzeń. Kluby mogły tak naprawdę generować nieskończone zaległości wobec zawodników i nikt nikogo nie karał ujemnymi punktami, nie rozwiązywał umów z winy pracodawcy. Wszyscy zapomnieli o tym, że ubiegłej wiosny straciliśmy Patryka Lipskiego. Na zarząd wylało się wtedy wiadro pomyj za to, że dopuścili do jego odejścia bez korzyści dla klubu. Niemal bez echa przeszła za to informacja, że komisja odwoławcza przyznała rację Ruchowi, który de facto powinien dziś mieć zawodnika u siebie. To tylko przykład na to, jak inne przepisy i relacje panowały w okresie o którym wspomniałeś w polskiej piłce. Pod tym względem sytuacja Ruchu stała się poważniejsza i trudniejsza. Wierzyciele mają dziś dużo większe możliwości egzekucyjne. Rok temu firmy, które płaciły wypłaty zawodnikom momentalnie otrzymywały pisma od komorników, że powinny kierować środki na ich konta. A podstaw prawnych nie było ku temu żadnych. Zmagamy się z trudną sytuacją, ale obyśmy wszyscy wspólnie ją opanowali, a za kilka miesięcy cieszyli się z wykonania planu minimum w postaci utrzymania w I lidze i mogli przystąpić do budowania tego wszystkiego w bardziej sprzyjających okolicznościach. Ruch musi odzyskać należne mu miejsce!
Mariusz Śrutwa: Tą decyzją nikt nie podważał faktu, że trener Rocha to bardzo dobry fachowiec i zdobył dla Ruchu dużo punktów. Pomógł klubowi w posklejaniu drużyny i nie można zabrać mu tej zasługi. Sytuacja w jakiej znalazł się zespół stała się na tyle dramatyczna, a okres który przed nami tak ważny, że zmusił zarząd do podjęcia radykalnych kroków. Choćby po to, by nie mieć wyrzutów sumienia, że nie zareagował na kolejne porażki w sytuacji, w której Ruch jest na dnie tabeli. Do tego doszedł bałagan w szatni i fakt, że obcokrajowcy po derbach z GKS-em Tychy mocno sobie poszaleli. To niedopuszczalne i trzeba było coś z tym zrobić. Zarząd podjął decyzję o zwolnieniu trenera, któremu należy się ogromny szacunek, ale trzeba było przeciwdziałać temu co się ostatnio działo. Potrzebne było nowe spojrzenie, człowiek który poprowadzi to twardą ręką i postara się poszukać impulsu i mobilizacji dla drużyny, znajdując sposób na szybką poprawę punktowego dorobku.
Brzmi jak szukanie doraźnych środków, a przecież Juan Ramon Rocha miał być człowiekiem, na którym budowano całą wizję budowania Ruchu?
Wizja została przedstawiona i pewnie w mniejszym lub większym stopniu nadal będzie wykorzystywana. Nie można jej jednak opierać tylko na trenerze, a na działaniach zarządu i całego pionu sportowego. Trener to piłkarskim świecie człowiek, który dziś jest, a jutro może go nie być. Przykładem na moje słowa niech jest sprawa Bartosza Nowaka. W czerwcu był osobą niezbędną dla klubu i jedynym transferem gotówkowym przeprowadzonym przez Ruch, a w listopadzie zdecydowano o oddaniu go Stali Mielec. Nie zgadzam się z takim działaniem, dlatego jestem zdania że takie decyzje powinien podejmować zarząd i pion sportowy, a nie ten czy inny trener. To grozi tym, że z każdym trenerem odsuwa się jakąś liczbę graczy, a trener ściąga w ich miejsce 5-6 kolejnych. Dla klubu to niebezpieczne i w takich kwestiach powinny decydować osoby odpowiedzialne w nim za zarządzanie. Jasne, że nie można tego robić wbrew trenerowi, ale trzeba umieć znaleźć złoty środek.
Nie jest tajemnicą że świetnie znacie się z Dariuszem Fornalakiem. Pierwsze skojarzenie z jego trenerskim stylem to twarda ręka i jasne wymagania, ale ma jeszcze inne atuty?
Poza charyzmą i tym, że potrafi w odpowiednim momencie dosadnie i krytycznie powiedzieć to co trzeba, jest doświadczonym trenerem. Pracował w kilku klubach, długo był u boku trenera Jana Kociana i stoi za nim wiele umiejętności i atutów. Jednym z nich jest bardzo duże, gruntowne rozeznanie w realiach polskiej ligi i środowisku akademii piłkarskich, a tego u poprzedników brakowało. Posiada od nich dużo większą wiedzę na temat przeciwników, a poza tym wie konkretnie kogo i jak pozyskać do klubu. My mieliśmy tymczasem osoby które są świetnymi fachowcami, ale z pewnością nie były biegłe w tym co się dzieje na naszym krajowym podwórku. Dokonywane transfery nie do końca polegały więc na tym, że zostawali wskazywani dokładnie ci zawodnicy, których trener chciał wstawić do składu.
Z przymróżeniem oka można chyba powiedzieć, że szczęście w nieszczęściu u Vilima Posinkovicia polegało na tym, że zabalował zanim w klubie pojawił się trener Fornalak?
Dla mnie przede wszystkim jest niedopuszczalne to, co przeczytałem w prasie, a co nie dotarło do mnie wcześniej jako członka rady nadzorczej. Zgodnie z tymi doniesieniami - choć nie mam na to dowodów - to nie był pierwszy tego typu występek tego zawodnika. Jeśli to prawda, to wielkim błędem jest fakt, że wcześniej nie zostało to ukrócone i wyprostowane. Tak być nie powinno, tak być nie może, bo to wpływa na całą szatnię demobilizująco i destabilizująco. Tego typu sygnały były pewnie kolejnym znakiem, że trzeba to wszystko wziąć do kupy. Klub walczy dziś o być albo nie być i nie ma miejsca na chodzenie własnymi ścieżkami. Dobro Ruchu, drużyny i wszystkich tych którzy włożyli mnóstwo pracy, by szansa na utrzymanie w lidze wciąż była musi być najważniejsze.
Żaden trener utrzymania nie zagwarantuje. Masz przekonanie, że ta drużyna jest w stanie udźwignąć cel sportowy, zwłaszcza w całej tej otoczce?
Nie jest to drużyna, która byłaby w stanie awansować do Ekstraklasy, ale na pewno stać ją na to, by się utrzymać, a nawet rywalizować w środkowej części tabeli.
Wspomniane przez ciebie "być albo nie być" dotyczy tylko ligowego bytu, czy ewentualny spadek może zachwiać istnieniem całego klubu?
Spadek to duży problem dla każdego klubu, nie tylko Ruchu Chorzów. Historia pokazuje, że najczęściej kończy się to kolejnymi degradacjami. Górnik Łęczna wypadł z elity razem z nami i mimo że nie musiał walczyć z tak ogromnymi ilościami problemów, nie miał odjętych punktów, w tabeli jest w bardzo podobnej sytuacji do naszej. Przykłady innych uznanych firm - Widzewa, Odry Wodzisław, Polonii Bytom, Polonii Warszawa czy ŁKS-u - bez względu czy trafiały do niższych lig sportowo czy ze względów organizacyjnych udowadniają, jak trudno to wszystko później poskładać. Plany szybkiego powrotu na szczyty ładnie wyglądają na papierze, ale proszę mi pokazać choć jeden klub, który zrealizowałby je w ciągu 3-4 lat. Są tacy, którzy próbują lat kilkanaście i są najwyżej tam gdzie my dzisiaj. Dlatego my nie możemy dopuścić do takiego scenariusza.
Uważam, że Ruch powinien mieć pomysł nie tylko na ten sezon, ale i kolejny. Musimy wiedzieć co i jak chcemy robić w przyszłości. Tą wizję trzeba realizować również w oparciu o ludzi, którzy są teraz zawodnikami naszych drużyn juniorów. O wychowankach i ludzi z naszego regionu nie wolno zapominać, to na nich trzeba opierać pomysł na budowanie klubu. Teraz trzeba jednak skupić się przede wszystkim na tym, by utrzymać I ligę.
Wojenka z kibicami na pewno w tym nie pomaga. Spór przetoczył się nawet przez oficjalną stronę klubu. Można się zastanawiać, kto ma w tym wszystkim rację.
To przede wszystkim nie jest dyskusja na łamy prasowe i oświadczeniowe. Takie rzeczy trzeba sobie wyjaśniać na bezpośrednich spotkaniach i mam nadzieję, że prędzej czy później do tego dojdzie. Sam nigdy nie miałem z tym problemu i bez względu na to w jakiej występowałem roli, zawsze potrafiłem stanąć przed kibicami i odpowiedzieć na ich pytania. Pewne sprawy można im w ten sposób wyjaśnić, ale nie wolno tego roztrząsać przez prasę. Wielu rzeczy nie można wtedy powiedzieć, z czego wynikają kolejne nieporozumienia. Sam często chciałbym coś przyznać, lub czemuś zaprzeczyć, ale jako członek rady nadzorczej nie mogę, bo wiąże się to nawet z odpowiedzialnością karną. To co się ostatnio dzieje jest nam wszystkim zupełnie niepotrzebne. Kibice Ruchu zawsze byli silną grupą, na którą klub mógł liczyć i która niejednokrotnie pomagała drużynie. Wierzę i mam nadzieję, że będzie tak nadal, a wszelkie tego typu uwagi jak te upubliczniane ostatnio - bez względu na to czy słuszne czy nie - będą wyjaśniane za zamkniętymi drzwiami, między ludźmi którzy są w stanie o czymś decydować i pewne rzeczy wytłumaczyć. To jedyna słuszna droga.
Mając za punkt odniesienia lata 2003-2005, w których grałeś w Ruchu, a w których klub też znalazł się w krytycznym położeniu, jesteś w stanie ocenić w jak trudnej sytuacji pozostają dziś "Niebiescy"?
Po pierwsze wtedy nie było tak ogromnych długów. Po drugie nie było tak restrykcyjnych przepisów i obostrzeń. Kluby mogły tak naprawdę generować nieskończone zaległości wobec zawodników i nikt nikogo nie karał ujemnymi punktami, nie rozwiązywał umów z winy pracodawcy. Wszyscy zapomnieli o tym, że ubiegłej wiosny straciliśmy Patryka Lipskiego. Na zarząd wylało się wtedy wiadro pomyj za to, że dopuścili do jego odejścia bez korzyści dla klubu. Niemal bez echa przeszła za to informacja, że komisja odwoławcza przyznała rację Ruchowi, który de facto powinien dziś mieć zawodnika u siebie. To tylko przykład na to, jak inne przepisy i relacje panowały w okresie o którym wspomniałeś w polskiej piłce. Pod tym względem sytuacja Ruchu stała się poważniejsza i trudniejsza. Wierzyciele mają dziś dużo większe możliwości egzekucyjne. Rok temu firmy, które płaciły wypłaty zawodnikom momentalnie otrzymywały pisma od komorników, że powinny kierować środki na ich konta. A podstaw prawnych nie było ku temu żadnych. Zmagamy się z trudną sytuacją, ale obyśmy wszyscy wspólnie ją opanowali, a za kilka miesięcy cieszyli się z wykonania planu minimum w postaci utrzymania w I lidze i mogli przystąpić do budowania tego wszystkiego w bardziej sprzyjających okolicznościach. Ruch musi odzyskać należne mu miejsce!
Polecane
I liga