Mariusz Magiera: Z nadzieją patrzę w przyszłość...
12.02.2013
- Podczas gierki wewnętrznej niefortunnie postawiłem lewą nogę na murawie i kolano przekręciło mi się do zewnątrz. Początkowo wystraszyłem się, że stało się coś z kolanem, bo przy upadku słyszałem "chrupnięcie". Wstępna diagnoza masażystów dała nadzieje, że czarny scenariusz nie będzie wchodził w grę. W kolanie, co prawda, zebrał się płyn, ale nie było go aż tak wiele, jak ma to miejsce przy zerwaniu czy naderwaniu więzadeł krzyżowych. Poza tym, fizjoterapeutów niepokoił fakt dużego zakresu ruchu przy przyczepie bliższym kości piszczelowo-strzałkowej. Po badaniach przeprowadzonych już w Polsce, okazało się jednak, ze więzadła w kolanie są całe. Uszkodzona natomiast jest kość piszczelowo-strzałkowa. Efektem tego jest niestety przerwa w treningach z drużyną. Diagnozy lekarzy mówią o przerwie wynoszącej od czterech do sześciu tygodni - mówi obrońca zabrzan.
W tej chwili trudno jest odpowiedzieć na pytanie, kiedy Mariusz Magiera wróci na boisko. - Pewnych spraw nie da się przewidzieć ani przyśpieszyć. Mam tylko nadzieję, że okres rehabilitacje przebiegnie szybko i pozytywnie. Oby leczenie zakończyło się po mojej myśli - dodaje.
Piłkarz czuje się pechowcem. Kontuzja przydarzyła mu się w momencie, gdy piłkarze walczą o miejsce w kadrze pierwszego zespołu i miejsce w wyjściowej jedenastce. - Bardzo ciężko pracowałem podczas rehabilitacji przy ostatniej kontuzji. Miejsca w składzie nikt za darmo nie dostaje i musiałem mocno walczyć o nie na treningach. Kiedy poczułem się już w pełni sił, a po kontuzji nie zostało śladu, to sądziłem, że najgorsze za mną, a przede mną treningi z zespołem i walka o jak najwyższe cele. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo kolejna kontuzja pokrzyżowała moje plany... Ale takie jest życie. Nie zawsze układa sie tak jak byśmy chcieli. Trzeba brać, co przynosi i nie ma co sie nad sobą użalać. Od razu po powrocie zacząłem rehabilitację w gliwickim centrum rehabilitacji Fizjofit. Także nie załamuję sie, a wręcz przeciwnie - mam zamiar pracować jeszcze ciężej i z nadzieją patrzę w przyszłość. Jeśli tylko zdrowie będzie mi dopisywać, to cała reszta się ułoży - kończy gracz "Trójkolorowych".
W tej chwili trudno jest odpowiedzieć na pytanie, kiedy Mariusz Magiera wróci na boisko. - Pewnych spraw nie da się przewidzieć ani przyśpieszyć. Mam tylko nadzieję, że okres rehabilitacje przebiegnie szybko i pozytywnie. Oby leczenie zakończyło się po mojej myśli - dodaje.
Piłkarz czuje się pechowcem. Kontuzja przydarzyła mu się w momencie, gdy piłkarze walczą o miejsce w kadrze pierwszego zespołu i miejsce w wyjściowej jedenastce. - Bardzo ciężko pracowałem podczas rehabilitacji przy ostatniej kontuzji. Miejsca w składzie nikt za darmo nie dostaje i musiałem mocno walczyć o nie na treningach. Kiedy poczułem się już w pełni sił, a po kontuzji nie zostało śladu, to sądziłem, że najgorsze za mną, a przede mną treningi z zespołem i walka o jak najwyższe cele. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo kolejna kontuzja pokrzyżowała moje plany... Ale takie jest życie. Nie zawsze układa sie tak jak byśmy chcieli. Trzeba brać, co przynosi i nie ma co sie nad sobą użalać. Od razu po powrocie zacząłem rehabilitację w gliwickim centrum rehabilitacji Fizjofit. Także nie załamuję sie, a wręcz przeciwnie - mam zamiar pracować jeszcze ciężej i z nadzieją patrzę w przyszłość. Jeśli tylko zdrowie będzie mi dopisywać, to cała reszta się ułoży - kończy gracz "Trójkolorowych".
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów