Mariusz Magiera: Powiedzieliśmy sobie, że wierzymy do końca

30.10.2011
Górnik Zabrze w końcu przełamał złą passę i po sześciu meczach bez zwycięstwa w lidze w końcu zdobył trzy punkty. - Jesteśmy super szczęśliwi - cieszył się Mariusz Magiera, który powrócił do wyjściowego składu.
Dla Magiery był to pierwszy mecz w wyjściowej jedenastce w meczu ligowym od 5 sierpnia. W spotkaniu z Widzewem Łódź obrońca nabawił się kontuzji. Po wyleczeniu urazu zawodnik zagrał w dwóch meczach Młodej Ekstraklasy oraz w spotkaniu Pucharu Polski z Gryfem Wejherowo.

- Nie byliśmy zadowoleni z sytuacji jaka nas zastała. Przez półtora miesiąca nie wygraliśmy. Byliśmy rozgoryczeni. Z każdym kolejnym meczem mówiliśmy: kiedy, jak nie teraz? Dlatego cieszymy się, że udało się teraz w nawet niezłym stylu - powiedział po meczu z Jagiellonią Magiera.

Górnik praktycznie od początku spotkania uzyskał przewagę i kontrolował przebieg gry. - Pierwsze minuty to wzajemne badanie się obu zespołów. My zobaczyliśmy, że przeciwnik nie chce nas zaatakować. Rozkręcaliśmy się z każdą minutą. Dobrze, że udało się to udokumentować dwoma bramkami - przyznał Magiera.

- Powiedzieliśmy sobie, że wierzymy do końca. Graliśmy konsekwentnie. Wiedzieliśmy, że w końcu wpadnie - powiedział Magiera. I faktycznie, wpadło. Najpierw do bramki trafił Prejuce Nakoulma, a kilka minut przed końcem spotkania wynik podwyższył Daniel Gołębiewski.

Obrońca Górnika miał udział przy drugiej bramce. - Wyrzuciłem piłkę z autu. Ona minęła obrońcę i odbiła się kozłem. Andrius Skerla zagrał głową i futbolówka przeszła bramkarza. Danielowi nie zostało nic innego, jak umieścić ją w bramce - relacjonował Magiera.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również