Marcin Kuś chce sprawić, by trener Adam Nawałka miał ból głowy
31.03.2013
Kuś nie może jeszcze grać w barwach Górnika, ponieważ do Zabrza nie dotarł wciąż jego certyfikat. Problem ten wkrótce powinien zostać rozwiązany. - Rozmawiałem z prawnikiem, powiedział, że taka procedura trwa 7-10 dni. Mój poprzedni zespół raczej nie powinien mieć za dużo powiedzenia, bo sprawę rozstrzyga FIFA, a prawo jest po mojej stronie - zapewnia zawodnik, który spotkanie z Widzewem Łódź oglądał z trybun.
- Bardzo dobry wynik. Mogło nawet paść więcej bramek, bo były ku temu sytuacje. Wyglądało to bardzo pozytywnie - chwali swoich nowych kolegów Kuś. Zwycięstwo zabrzan, a także nieporadność rywali spowodowały, że Górnik ponownie znalazł się na podium ekstraklasy. W następnej kolejce "Trójkolorowi" jadą do Wrocławia, by sprawdzić się w pojedynku ze Śląskiem, który ma tylko dwa punkty mniej do ekipy z Roosevelta. - Ale ten jeden mecz nie może przesądzić o tym, czy Górnik będzie na podium czy nie - uspokaja defensor.
Nawet jeśli certyfikat Kusia dotrze do Zabrza, nie jest przesądzone, że były reprezentant Polski wybiegnie na murawę. - Dla mnie najważniejszy jest teraz trening i spowodowanie, by trener Adam Nawałka miał ból głowy przy ustalaniu składu. Kiedy to będzie? Nie chciałbym mówić o konkretnym terminie, bo każdy zawodnik ma inny organizm. Jeszcze trochę trzeba poczekać, abym był brany pod uwagę - przyznaje.
Kuś ma podpisany kontrakt z Górnikiem do końca tego sezonu. Czy zostanie w Zabrzu na dłużej? Nie wiadomo, jeśli się sprawdzi - ofert z innych klubów pewnie będzie miał sporo. Jeśli jednak zdecyduje się zostać przy Roosevelta, będzie miał okazję grać przy sporej liczbie widzów. Po raz pierwszy od bardzo dawna. W jego poprzednim klubie frekwencja była na dosyć mizernym poziomie.
- Bardzo słabo to wyglądało. Mieliśmy garstkę wiernych kibiców. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że to młody klub. Stambuł jest dużym miastem, w którym są trzy potężne kluby. A żeby zaskarbić sobie kibiców, trzeba wielu lat i sukcesów - zauważa Kuś.
- Bardzo dobry wynik. Mogło nawet paść więcej bramek, bo były ku temu sytuacje. Wyglądało to bardzo pozytywnie - chwali swoich nowych kolegów Kuś. Zwycięstwo zabrzan, a także nieporadność rywali spowodowały, że Górnik ponownie znalazł się na podium ekstraklasy. W następnej kolejce "Trójkolorowi" jadą do Wrocławia, by sprawdzić się w pojedynku ze Śląskiem, który ma tylko dwa punkty mniej do ekipy z Roosevelta. - Ale ten jeden mecz nie może przesądzić o tym, czy Górnik będzie na podium czy nie - uspokaja defensor.
Nawet jeśli certyfikat Kusia dotrze do Zabrza, nie jest przesądzone, że były reprezentant Polski wybiegnie na murawę. - Dla mnie najważniejszy jest teraz trening i spowodowanie, by trener Adam Nawałka miał ból głowy przy ustalaniu składu. Kiedy to będzie? Nie chciałbym mówić o konkretnym terminie, bo każdy zawodnik ma inny organizm. Jeszcze trochę trzeba poczekać, abym był brany pod uwagę - przyznaje.
Kuś ma podpisany kontrakt z Górnikiem do końca tego sezonu. Czy zostanie w Zabrzu na dłużej? Nie wiadomo, jeśli się sprawdzi - ofert z innych klubów pewnie będzie miał sporo. Jeśli jednak zdecyduje się zostać przy Roosevelta, będzie miał okazję grać przy sporej liczbie widzów. Po raz pierwszy od bardzo dawna. W jego poprzednim klubie frekwencja była na dosyć mizernym poziomie.
- Bardzo słabo to wyglądało. Mieliśmy garstkę wiernych kibiców. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że to młody klub. Stambuł jest dużym miastem, w którym są trzy potężne kluby. A żeby zaskarbić sobie kibiców, trzeba wielu lat i sukcesów - zauważa Kuś.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów