Mandrysz: Po zdobyciu bramki byłem spokojny o dalszy przebieg meczu
12.10.2011
- Po wyjściu na prowadzenie byłem spokojny o dalszy przebieg meczu, bo byliśmy lepszą drużyną. Gdybyśmy grali konsekwentnie do końca myślę, że moglibyśmy się pokusić o zdobycie kolejnych goli. Niestety, decyzja sędziego sprzed przerwy spowodowała, że musieliśmy zmienić taktykę i zdjąć z boiska rosłego napastnika, który dobrze wszedł w mecz - tłumaczył Piotr Mandrysz.
Trener tyszan nie był jednak szczęśliwy. - Zazwyczaj jak się gra ponad 50 minut w osłabieniu, to można być zadowolonym z jednego punktu, ale ja nie jestem ponieważ straciliśmy bramkę po raz trzeci w ten sam kuriozalny sposób w meczu wyjazdowym. Mogliśmy spokojnie z Kalisza wywieść zwycięstwo, bo przeciwnik oprócz naszego błędu nie miał żadnych klarownych sytuacji do zdobycia gola - dodał.
Natomiast punkt z radością przyjął Grzegorz Dziubek, trener gospodarzy. - Z takim rywalem, jakim jest GKS Tychy, zdobyty punkt cieszy. Jednak stracona przez nas bramka to kolejny wielbłąd bułgarskiego stopera. Dobrze, że tak szybko doszło do zmiany, bo pewnie strzeliłby jeszcze samobójczego gola. W drugiej połowie mimo przewagi jednego zawodnika grało się nam trudno, bo gości dobrze zagęścili bramkowe przedpole, a do tego odcięli nasze skrzydła. Nie da się ukryć, że widać było po nas również trudy niedzielnego meczu w Częstochowie - stwierdził szkoleniowiec Calisii.
Trener tyszan nie był jednak szczęśliwy. - Zazwyczaj jak się gra ponad 50 minut w osłabieniu, to można być zadowolonym z jednego punktu, ale ja nie jestem ponieważ straciliśmy bramkę po raz trzeci w ten sam kuriozalny sposób w meczu wyjazdowym. Mogliśmy spokojnie z Kalisza wywieść zwycięstwo, bo przeciwnik oprócz naszego błędu nie miał żadnych klarownych sytuacji do zdobycia gola - dodał.
Natomiast punkt z radością przyjął Grzegorz Dziubek, trener gospodarzy. - Z takim rywalem, jakim jest GKS Tychy, zdobyty punkt cieszy. Jednak stracona przez nas bramka to kolejny wielbłąd bułgarskiego stopera. Dobrze, że tak szybko doszło do zmiany, bo pewnie strzeliłby jeszcze samobójczego gola. W drugiej połowie mimo przewagi jednego zawodnika grało się nam trudno, bo gości dobrze zagęścili bramkowe przedpole, a do tego odcięli nasze skrzydła. Nie da się ukryć, że widać było po nas również trudy niedzielnego meczu w Częstochowie - stwierdził szkoleniowiec Calisii.
Polecane
II liga