Mandrysz: Byliśmy rewelacją rozgrywek, bo spełniliśmy plan maksimum

15.12.2012
- To zawsze jest miłe dla zespołu, jak również dla trenera, gdy inni ludzie z branży doceniają efekty wykonywanej pracy - mówi Piotr Mandrysz, szkoleniowiec GKS-u Tychy.
GKS Tychy po rundzie jesiennej na I- ligowych boiskach uplasował się na szóstym miejscu, tracąc do miejsca gwarantującego awans do ekstraklasy sześć punktów. - Wykonaliśmy plan maksimum - mówi Mandrysz.

Początki w wykonaniu tyszan na nowym froncie ligowym nie były jednak wymarzone. - W chwili ogłoszenia terminarza rozgrywek zdawaliśmy sobie sprawę, że pierwsze cztery spotkania gramy z zespołami, które w zeszłym sezonie do samego końca biły się o Ekstraklasę - zaczyna taktyk GKS-u.

- Może w mniejszym stopniu była to drużyna Floty Świnoujście, ale z doświadczenia wiem, że z nimi zawsze grało się ciężko. Tak więc te cztery mecze nie mogły należeć do łatwych, tym bardziej, że większość naszych piłkarzy debiutowała w I lidze. I już na początku musieli zmierzyć się z tak, jak wydawało się na papierze, wymagającymi przeciwnikami - kontynuuje.

Istotną rolę w rundzie jesiennej odgrywał blok defensywny. Co ciekawe, dopiero od czwartej kolejki tyszanie mieli obronę z prawdziwego zdarzenia, a mimo to stracili najmniej bramek w lidze. - W każdej z czterech pierwszych kolejek nasza linia obrony wyglądała inaczej. Wpływ na to miało jednak wiele czynników, jak czerwona kartka Maćka Mańki z Zawiszą Bydgoszcz, złamany nos Łukasza Kopczyka, czy też dylemat z obsadą lewego obrońcy. Sezon rozpoczął Kamil Łączek, a później zastąpił go Mateusz Mączyński, który przecież wiosną nie grał zbyt wiele - zauważa Mandrysz.

- W piątej kolejce wykrystalizowało nam się ustawienie, które potem było już takim żelaznym zestawieniem. Przez całą rundę ci podstawowi gracze musieli się mieć jednak na baczności, bo naciskali ich zawodnicy, który wówczas nie mieścili się do wyjściowego składu - zaznacza.
źródło: SportSlaski.pl/ gkstychy.info

Przeczytaj również