"Mam nadzieję, że swoją grą zdołam przekonać do siebie pewne osoby"

23.02.2013
- Ten ostatni rok dał mi do zrozumienia, że chyba w Zabrzu klimat był mi najbardziej sprzyjający. Jestem bardzo zadowolony, że miałem możliwość powrotu - mówi Tomasz Zahorski.
Ostatni rok nie był dla Zahorskiego zbyt udany. Nie grał zbyt wiele w MSV Duisburg, nie wywalczył sobie też miejsca w Jagiellonii Białystok. W Niemczech media uznały go za piłkarza leniwego, a po pobycie w ekipie ze stolicy województwa podlaskiego, wypominają mu dużą podatność na kontuzje. Również i w Zabrzu, kibice przypominają mu m.in. walkę o zaległe pieniądze.

- Nie mam wpływu na komentarze pojedynczych ludzi. Ja na pewno nie będę się nikomu tłumaczył, to jest mój zawód. Byłem zobowiązany, by wypełnić kontrakt, klub tak samo. To moja prywatna sprawa, większość osób nie wie, jak się rozstałem z Górnikiem i jak poszedłem na rękę - odpowiada.

- Byłem tu na tyle długo, że potrzebowałem jakiegoś nowego klimatu. Ten ostatni rok dał mi do zrozumienia, że chyba w Zabrzu klimat był mi najbardziej sprzyjający. Jestem bardzo zadowolony, że miałem możliwość powrotu. Jestem zdrowy, mogę się rozwijać - mówi napastnik.

Podczas wczorajszej prezentacji część kibiców wygwizdała wchodzącego na scenę Zahorskiego. - Byłem przygotowany na różne zachowania. Jestem zadowolony, że reakcje były podzielone. Było trochę braw i trochę gwizdów. Podchodzę do tego spokojnie, mam nadzieję, że swoją grą w tym klubie zdołam przekonać do siebie pewne osoby - komentuje Zahorski. Oczywiście najłatwiej może przekonać bramkami, a że z formą strzelecką nie jest najgorzej, udowodnił w ostatnim meczu kontrolnym z Zagłębiem Sosnowiec, kiedy to dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Zabrzanie zapowiedzieli wczoraj, że interesują ich europejskie puchary. Niektórzy mówili nawet o mistrzostwie Polski. Czy w szatni faktycznie mówi się o tym, że można jeszcze wyprzedzić głównego faworyta w walce o tytuł, Legię Warszawa? - Nie musimy sztucznie się pompować. Zawsze dookoła balonik jest na tyle dmuchany, że "napinka" u nas w szatni nie jest potrzebna, ale jak najbardziej motywujemy się, żeby zrobić jak najlepszy wynik. Daj Boże, żeby dał on nam mistrzostwo Polski - kończy Zahorski.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również