Maciej Szmatiuk: Mecz z Górnikiem jest dla mnie szczególny (wywiad)
26.02.2012
Po tylu latach od odejścia z Zabrza mecz z Górnikiem jest jeszcze dla pana szczególnym wydarzeniem?
- Oczywiście, że tak, bo 15 lat mieszkałem w Sośnicy, skąd na stadion Górnika miałem 10 minut. W Zabrzu spędziłem tylko rok, ale był to fajny okres. To sprawia, że ten mecz na swój sposób jest szczególny. Ale myślę, że bardziej szczególny będzie dla całego naszego zespołu.
Mecz zapowiada się o tyle ciekawie, że obie drużyny w poprzedniej kolejce sprawiły pewne niespodzianki. Widział pan mecz Górnika z Legią?
- Tak, oglądałem. Może nie cały, ale jakąś jego część widziałem. Górnik pokazał to, z czego od jakiegoś czasu słynie, czyli wielką wolę walki, determinację, nieustępliwość. My też wiemy, że musimy się nastawić na bardzo ciężkie spotkanie.
Wygraliście w Poznaniu. Bełchatów jest tak dobrze przygotowany, czy jednak Lech taki słaby?
- Teraz oczywiście mogą być takie domysły, że to nie Bełchatów jest dobry, tylko Lech słaby. Może powie tak nawet większość obserwatorów, ale powiem, że bardzo solidnie przepracowaliśmy okres zimowy i myślę, że nasza gra i zwycięstwo z Lechem były tego efektem. Jasne, można mówić, że uśmiechnęło się do nas trochę szczęścia. Ale szczęście też trzeba mieć. Gdybyśmy sobie sami nie pomogli, to by go nie było. Wierzę, że w następnych spotkaniach to potwierdzimy i również będziemy punktować.
Pan znalazł się w Bełchatowie chyba trochę z konieczności. Wszak latem był temat powrotu do Bielska-Białej?
- Nie ma co spekulować, bo wyszło tak, jak wyszło. Powiedzmy, że coś się przewijało, jednak się rozmyło. Poza tym w Bełchatowie dobrze się czuję i naprawdę jest fajny, ciekawy zespół. Myślę, że nie pozostaje nic innego, jak grać i trenować. Ogólnie trudno na coś narzekać, choć wiadomo, że każdy oczekiwał, że będziemy mieć trochę więcej punktów, więc tu na pewno jest niedosyt. Ostatnio wszystko idzie w dobrym kierunku. Możemy iść w górę tabeli i nie patrzeć w dół.
Z Podbeskidziem nie udało się po raz kolejny, bo gdy odchodził pan z Podbeskidzia, mówiło się, że dzieje się to nie do końca z pana woli...
- Ja, odchodząc z Bielska do Gdyni, zdawałem sobie sprawę z tego, że dla mnie to był ostatni dzwonek, by zagrać w ekstraklasie, spróbować w niej sił. Wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, to z Podbeskidziem może kiedyś się uda awansować, a może nie. Oczywiście, spędziłem w Bielsku-Białej fajne sezony i na siłę nie chciałem odchodzić, ale gdy pojawiło się zainteresowanie ze strony Arki, to uczciwie przyznam, że długo się nie zastanawiałem, bo to był dla mnie sportowy awans. Każdy w swoim zawodzie chce robić to, co najlepiej potrafi na jak najwyższym poziomie. Nie miałem więc momentu zawahania odchodząc z Podbeskidzia. Podejrzewam, że gdybyśmy wówczas zrobili awans z bielską drużyną, to nawet bym się nie zastanawiał nad innymi ofertami. Ale niestety, wtedy zabrakło nam punktu i wyszło, jak wyszło. Ale kto wie, może jeszcze do Bielska wrócę? Nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy.
Z perspektywy czasu można stwierdzić, że podjął pan wówczas dobrą decyzję - mimo spadku Arki, panu udało się zadomowić w ekstraklasie...
- Nie da się ukryć, że udało mi się w miarę wypłynąć. Ostatni sezon w Arce był bardzo słaby i jego konsekwencją był spadek z ligi. Jednak te dwa lata spędzone na Pomorzu zaowocowały zainteresowaniem moją osobą i tak samo myślę, że owocują jeśli chodzi o postawę teraz w Bełchatowie.
Rozmawiał Michał Trela.
- Oczywiście, że tak, bo 15 lat mieszkałem w Sośnicy, skąd na stadion Górnika miałem 10 minut. W Zabrzu spędziłem tylko rok, ale był to fajny okres. To sprawia, że ten mecz na swój sposób jest szczególny. Ale myślę, że bardziej szczególny będzie dla całego naszego zespołu.
Mecz zapowiada się o tyle ciekawie, że obie drużyny w poprzedniej kolejce sprawiły pewne niespodzianki. Widział pan mecz Górnika z Legią?
- Tak, oglądałem. Może nie cały, ale jakąś jego część widziałem. Górnik pokazał to, z czego od jakiegoś czasu słynie, czyli wielką wolę walki, determinację, nieustępliwość. My też wiemy, że musimy się nastawić na bardzo ciężkie spotkanie.
Wygraliście w Poznaniu. Bełchatów jest tak dobrze przygotowany, czy jednak Lech taki słaby?
- Teraz oczywiście mogą być takie domysły, że to nie Bełchatów jest dobry, tylko Lech słaby. Może powie tak nawet większość obserwatorów, ale powiem, że bardzo solidnie przepracowaliśmy okres zimowy i myślę, że nasza gra i zwycięstwo z Lechem były tego efektem. Jasne, można mówić, że uśmiechnęło się do nas trochę szczęścia. Ale szczęście też trzeba mieć. Gdybyśmy sobie sami nie pomogli, to by go nie było. Wierzę, że w następnych spotkaniach to potwierdzimy i również będziemy punktować.
Pan znalazł się w Bełchatowie chyba trochę z konieczności. Wszak latem był temat powrotu do Bielska-Białej?- Nie ma co spekulować, bo wyszło tak, jak wyszło. Powiedzmy, że coś się przewijało, jednak się rozmyło. Poza tym w Bełchatowie dobrze się czuję i naprawdę jest fajny, ciekawy zespół. Myślę, że nie pozostaje nic innego, jak grać i trenować. Ogólnie trudno na coś narzekać, choć wiadomo, że każdy oczekiwał, że będziemy mieć trochę więcej punktów, więc tu na pewno jest niedosyt. Ostatnio wszystko idzie w dobrym kierunku. Możemy iść w górę tabeli i nie patrzeć w dół.
Z Podbeskidziem nie udało się po raz kolejny, bo gdy odchodził pan z Podbeskidzia, mówiło się, że dzieje się to nie do końca z pana woli...
- Ja, odchodząc z Bielska do Gdyni, zdawałem sobie sprawę z tego, że dla mnie to był ostatni dzwonek, by zagrać w ekstraklasie, spróbować w niej sił. Wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, to z Podbeskidziem może kiedyś się uda awansować, a może nie. Oczywiście, spędziłem w Bielsku-Białej fajne sezony i na siłę nie chciałem odchodzić, ale gdy pojawiło się zainteresowanie ze strony Arki, to uczciwie przyznam, że długo się nie zastanawiałem, bo to był dla mnie sportowy awans. Każdy w swoim zawodzie chce robić to, co najlepiej potrafi na jak najwyższym poziomie. Nie miałem więc momentu zawahania odchodząc z Podbeskidzia. Podejrzewam, że gdybyśmy wówczas zrobili awans z bielską drużyną, to nawet bym się nie zastanawiał nad innymi ofertami. Ale niestety, wtedy zabrakło nam punktu i wyszło, jak wyszło. Ale kto wie, może jeszcze do Bielska wrócę? Nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy.
Z perspektywy czasu można stwierdzić, że podjął pan wówczas dobrą decyzję - mimo spadku Arki, panu udało się zadomowić w ekstraklasie...
- Nie da się ukryć, że udało mi się w miarę wypłynąć. Ostatni sezon w Arce był bardzo słaby i jego konsekwencją był spadek z ligi. Jednak te dwa lata spędzone na Pomorzu zaowocowały zainteresowaniem moją osobą i tak samo myślę, że owocują jeśli chodzi o postawę teraz w Bełchatowie.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów