Łukasz Skorupski: Nie lubię, gdy mnie chwalą... (wywiad)
Czego pragnie pan bardziej - zagrać na nowym stadionie Górnika czy może grać regularnie na boiskach Bundesligi?
- Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, bo z jednej strony - jestem wychowankiem Górnika. Wcześniej grałem w piłkę u siebie na dzielnicy, w Zabrzu, i jestem związany z tym miejscem. Bardzo bym się cieszył, gdybym miał możliwość zagrać na nowym stadionie. Ale z drugiej strony… Bundesliga to fajne wyzwanie. Gdybym miał okazję wyjechać to na pewno bym ją rozważył. W ekstraklasie mamy wysoki poziom, ale nie da się go porównać do poziomu niemieckiej ligi.
To może wyjazd do Niemiec warto sobie zaplanować dopiero po zakończeniu budowy stadionu w Zabrzu i rozegraniu tu kilku spotkań?
- Jest to jakieś wyjście (śmiech). Ale tak naprawdę - może tak właśnie będzie...
Pytam o tę Bundesligę nie bez powodu. W odniesieniu do pana osoby padają coraz to nowe nazwy klubów. Słyszeliśmy już o Freiburgu, Hannoverze 96 i Hoffenheim. Ten transfer może wydarzyć się już naprawdę niedługo.
- Tak, słyszałem o tym, czytałem w prasie… ale szczerze mówiąc, staram się o tym nie myśleć. Jedyne na czym się skupiam to treningi. Mam tutaj do wykonania robotę i to nią się zajmuje, a nie czekaniem na lato i transfer. Jestem w Górniku i pracuje tu najlepiej jak potrafię.
Liga niemiecka to pana liga marzeń?
- Bundesliga to jedna z najlepszych lig świata i fajnie byłoby wyjechać, aby grać właśnie w niej, ale przede wszystkim chciałbym aby usłyszano o mnie za granicą. Jednak to jest plan dopiero na przyszłość. Teraz pracuję nad tym, aby być jednym z najlepszych bramkarzy w ekstraklasie.
Rozmawiałem ostatnio z prezesem Jankowskim i wiem, że gdyby wyłożono za pana, powiedzmy milion - półtora miliona euro, to Górnik nie mógłby odrzucić takiej oferty…
- Finanse nie zależą ode mnie. Wiadomo, że w Górniku nie jest najlepiej z pieniędzmi, ale my nie narzekamy. Robimy swoje. Jeśli klub będzie chciał na mnie zarobić - w porządku, ale tak jak mówię, to nie moja decyzja. Zresztą, mi na pieniądzach aż tak nie zależy. Ja chcę przede wszystkim się rozwijać, iść jak najdalej i wykorzystać swoje pięć minut.
I wygląda na to, że wykorzystuje pan. W końcu pozytywne słowa o Skorupskim padają zewsząd. Chwalą pana kibice, trenerzy, działacze, dziennikarze…
- Staram się nie słuchać tych opinii. Jestem taką osobą, która nie lubi słodzenia i głaskania. Wolę, aby ludzie zachowali zdanie na mój temat dla siebie, nawet to pozytywne. Trenerzy i koledzy z drużyny już wiedzą, że nie lubię, gdy wypowiadają się o mojej formie. To jest tak, że ludzie potrafią jednego dnia mówić, że zagrałem dobry mecz… a później pytają, skąd moja słaba dyspozycja. Teraz jest fajnie, wszyscy mnie chwalą, ale ja naprawdę nie chcę tego słuchać. Do mnie należy tylko jak najlepsza gra i popełnianie jak najmniejszej ilości błędów. To praca jest ważna, a nie opinie.
Widzę, że stara się pan mieć bez przerwy „chłodną głowę”…
- Dokładnie tak. Staram się przenosić swój luz i dystans spoza boiska, na murawę. Niektórzy mówią, że wychodzą na mecz „na miękkich nogach”. Ja tak nie mam, uważam że stres tylko przeszkadza. Podam przykład - gdy zdarzy mi się błąd, czy to w meczu, czy na treningu - wyciągam wnioski i staram się go już nie popełniać. Gdybym się zbytnio stresował to ten błąd mógłby mnie „zablokować”.
Rozumiem, a co sądzi pan dotychczasowym rozwoju swojej kariery? Czy wszystko idzie tak, jak by pan sobie tego życzył?
- Myślę, że mam dobrych trenerów i opiekunów, dlatego moja kariera rozwija się odpowiednio. Gdy będę musiał podjąć ważną decyzję, iść dalej to oni mi doradzą. To dzięki nim gram teraz w ekstraklasie, rozwijam się i zbieram doświadczenie. Wiele zawdzięczam trenerom Adamowi Nawałce oraz Jarosławowi Tkoczowi. Ufam im i myślę, że pomogą mi również w przyszłości.
Rozmawiał Maciej Smolewski