Łukasz Mazur: Polscy trenerzy po prostu nie mają jaj (wywiad)

11.01.2012
Byli tacy, którzy za nim tęsknili, bo w dosadny, cierpki sposób wypowiadał się na wiele ciekawych tematów. Łukasz Mazur wraca do zarządzania piłką. Będzie pomagał "Cidrom". Górnikowi wciąż kibicował.
Ciągnęło wilka do lasu, stąd obecność w zarządzie Ruchu Radzionków?
- Szczerze? Robię to na prośbę Tomka Barana. To człowiek, który ma pomysły na piłkę i chce je wprowadzić w życie. A że mieszkam blisko i nie koliduje to z moimi obowiązkami zawodowymi, to się zgodziłem.

Skoro ma się pan zająć sferą sportową, naprawdę nie obawia się pan, że doba może się okazać zbyt krótka?
- Po tym, co przeżyłem w Górniku, będę się nudził! W Zabrzu byłem cały czas w biegu. To najbardziej wyczerpujący okres w moim życiu. A teraz? Nie obiecam, że będę każdego dnia w Radzionkowie. Obowiązki i zadania będziemy dzielić z Tomkiem w elastyczny sposób. Zależy nam na tym, aby ten klub utrzymał się na powierzchni.

Rozumiem, że do obracania papierów nikt pana w Ruchu nie zmusi?
- Nie ma co ukrywać, nie czuję się dobrze w sprawach papierkowych. Niech tym zajmują się księgowi i prawnicy. Ja mam zamiar rozmawiać z ludźmi.

Sumy pieniężne będą znacznie mniejsze od tych, z którymi się pan stykał w Zabrzu...
- Ale realia będą łatwiejsze. Naprawdę! Ruch jest najlepszym przykładem w Polsce, że nasi młodzi piłkarze mają talent. Problem w tym, że trenerzy nie mają jaj, aby na nich postawić. W Radzionkowie był po części przymus, aby tak robić, a po części taka była strategia funkcjonowania klubu. To nie przypadek, że w ciągu roku udało się do ekstraklasy wypromować trzech młodych chłopaków, a jest jeszcze na przykład Paweł Giel, który też budzi zainteresowanie.

Poza tym w Ruchu cenne doświadczenie zbierają na przykład zawodnicy Górnika. Nie boi się pan, że pana osoba w zarządzie wpłynie na kształt umowy współpracy między oboma klubami? Jest pan przecież postrzegany jako persona non grata przez niektóre osoby z władz Górnika...
- Ta współpraca już ucierpiała, o czym świadczą powroty Damiana Michalika i Bartosza Kopacza. Szczególnie decyzja odnośnie tego drugiego zawodnika jest głupotą. Bartek w Radzionkowie nadal by się rozwijał, a tak? Nie mam wątpliwości, że to Górnik odniósł więcej korzyści na tej współpracy. To dzięki niej ma teraz świetnego bramkarza, którym już interesują się bogatsze kluby.



Jest w szerokiej kadrze Górnika nazwisko, które chciałby pan ściągnąć do Radzionkowa?
- Jestem wielkim miłośnikiem talentu Maćka Mańki, tak jak jestem wielkim orędownikiem Bartka Kopacza. A czy ktoś z Zabrza do nas trafi? To zależy w dużej mierze od samych zawodników. Tego, czy postanowią inwestować w siebie, czy stwierdzą, że już teraz najważniejsze są pieniądze. OK, każdy chce zarabiać jak najwięcej, ale na wysoką pensję przychodzi odpowiedni czas.

Górnik wczoraj pożegnał przynajmniej na kilka miesięcy Pawła Strąka. Pan dążył do tego przez cały okres swojej prezesury. Zadowolony zatem?
- Bardzo mnie cieszy, że ktoś w końcu Pawła chce. Inna sprawa, że tak naprawdę trafił do klubu swojego menedżera, który pół roku temu jeszcze nie był nim zainteresowany. Ale co tam... Niech się chłopak promuje! Młody, ambitny jest...

Co prawda nie ze Strąkiem, ale jest pan umówiony na spotkanie z Michaelem Muellerem. Co prawda nie przy kawie, a przed obliczem sądu, ale chyba na to pan czekał?
- Tak, udało się po kilku miesiącach doprowadzić do sytuacji, że spotkamy się na sali sądowej.

Dlaczego?
- Nie pozwolę, by takie osoby, które mają marne pojęcie, wycierały sobie gębę moim nazwiskiem. Trzeba się szanować. To człowiek, który posługiwał się zwykłymi kłamstwami. Ręki mu nie podam. Dlatego nie zależy mi na tym, aby osobiście pojawił się na sali sądowej. Ważne, by zapadł wyrok, a Michael Mueller wpłacił pewną kwotę na dobry cel. Wina musi boleć.

Rozmawiał Krzysztof Kubicki
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również