Łukasz Mazur na temat ewentualnej fuzji, a także słów prezesa Ruchu...

13.07.2012
Były prezes Górnika przyznaje rację Dariuszowi Smagorowiczowi! - Co by nie powiedzieć o Ruchu, to panuje w nim stabilizacja - uważa Łukasz Mazur, którego pytaliśmy przede wszystkim o twór KP Katowice.
Doszła do nas plotka, jakoby miał pan zostać wiceprezesem KP Katowice. Bzdura czy prawda?
- (śmiech). Zapewniam, że nie rozmawiałem na ten temat ani z Józefem Wojciechowskim, ani z Ireneuszem Królem.

Zatem temat wyjaśniony. Zapytam inaczej - nowy klub piłkarski ma rację bytu w Katowicach?

- Klub może istnieć, o ile będzie miał finansowanie. Znajdą się też ludzie do kierowania nim. Nie wyobrażam sobie jednak, by KP Katowice miał zastąpić GKS. To nie do pomyślenia! Przecież największy majątek klubu sportowego stanowią kibice, o czym przekonali się w Grodzisku Wielkopolskim czy w innych Pniewach. Piłki bez kibiców nie da się robić na dłuższą metę, bo wpływy ze sprzedaży biletów i gadżetów powinny stanowić ważny punkt w budżecie. A żeby na trybunach byli kibice - musi być pewna ideologiczna podstawa.

Nawet Józef Wojciechowski poległ, choć w przypadku Polonii Warszawa jakieś fundamenty były...
- Szkoda tego klubu, bo w stolicy jest miejsce dla dwóch dobrych zespołów. Na Polonię zabrakło pomysłu. Zresztą tego pomysłu brakuje w większości polskich klubów. Brakuje inicjatyw, które będą integrowały środowisko byłych piłkarzy i trenerów. Właściciele wychodzą z założenia: pobawię się, zatrudnię szkoleniowca z nazwiskiem, zaufam kilku menedżerom... A wszystko to jest robione na chybcika.

Nasuwa się zatem pytanie, dlaczego milionerzy pompują pieniądze w coś, o czym nie mają pojęcia i w efekcie je tracą? Przecież to ludzie, którzy myśleć i kalkulować potrafią...
- Cóż, piłka po prostu bywa zachcianką osób bogatych. Ci, którzy mają sporo pieniędzy, kupują motory, jachty, a jeszcze inni kluby piłkarskie. To ich fanaberia. Oni ze sobą w pewien sposób konkurują. Z innej beczki... Kiedyś, jako prezes Górnika, złożyłem jednemu z najbogatszych ludzi w Polsce propozycję zainwestowania w klub z Zabrza. Odpowiedział, że nie jest zainteresowany, bo jego kolega przejął niedawno inną drużynę, a on nie chce być postrzegany jako ktoś, kto małpuje pomysły. Ja zawsze podkreślałem jedno - fakt, iż ktoś jest właścicielem - na przykład Górnika - nie oznacza, że ta marka jest jego własnością. Bo klub to nie jajko na targu.

Polscy biznesmeni nie zdają sobie z tego sprawy?
- Najwyraźniej nie, bo na Zachodzie nikt nie drwi z historii i nie łączy na przykład TSV 1860 Monachium z Bayernem. Tak jak nie handluje się wiarą, tak nie handluje się symbolami klubowymi. Właściciele muszą o tym pamiętać, bo bez tego założenia daleko nie zajdą.

Wspomniał pan, że w naszych klubach brakuje pomysłów na to, jak nimi zarządzać. Wczoraj prezes Ruchu Chorzów, Dariusz Smagorowicz, podkreślił, że ostatnie miesiące są dowodem na to, że przy Cichej pomysł mają. I przynosi on plony. Co pan na to?
- Zgodzę się. Co by nie powiedzieć o Ruchu, to panuje w nim stabilizacja. Klub ten został poukładany kilka lat temu przez Mariusza Klimka i ten model pracy jest ciągnięty. W zarządzaniu Ruchem nie ma fajerwerków, ale zarazem przy Cichej nie dochodzi co chwila do rewolucji kadrowych, nie są tam podejmowane nerwowe decyzje... A to w naszych realiach wystarcza. W dodatku w Ruchu trzymają się tradycji. To wszystko sprawia, że z pewną dozą zazdrości muszę panu Smagorowiczowi przyznać rację.

Rozmawiał Krzysztof Kubicki
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również