Łukasz Mazur mówi o firmie Allianz, naprawie finansów i błędach

12.04.2011
Łukasz Mazur podkreślał dziś, że nie chce "prać brudów", a tylko odpowiedzieć na zarzuty, które pod jego adresem wygłosił Michael Mueller z zarządu Allianz Polska. Oto pierwsza część materiału...
Przeczytaj drugą część spowiedzi Łukasza Mazura >

O konflikcie z Michaelem Muellerem

Kłamstwem jest, że obiecywałem naprawę finansów klubu w rok. To rzecz niemożliwa do wykonania! Przedstawiłem wieloletni plan działania. Przez ostatnie pół roku nie rozmawiałem z panem Muellerem, nie odbierał moich telefonów, choć proponowałem, byśmy się spotkali jak mężczyźni i powiedzieli sobie wszystko prosto w oczy, przy kolacji i piwie.

Zszokowała mnie za to wypowiedź Muellera, że zawodnicy wydzwaniają do niego w temacie zaległości. Otóż, napisali oni maila, w którym zaproponowali spotkanie Muellerowi w Warszawie przy okazji meczu z Polonią. Otrzymali odpowiedź, że Mueller nie ma czasu. Nikt się z nimi nie spotkał, nie wytłumaczył sytuacji. A jak jest ona tak trudna, to nie tylko zarząd, ale i właściciel powinien przedstawić, swoją wizję.

19 kwietnia 2010 roku pierwszy raz pomyślałem o odejściu z Górnika. Na skutek konfliktu z Michaelem Muellerem, który poczuł się urażony wywiadem, w którym powiedziałem, że "Górnik w przeszłości zgrzeszył pychą".

Dodam, że Rada Nadzorcza i Michael Mueller byli na bieżąco informowani o problemach związanych z licencją. Co ciekawe, miałem zostać odwołany kilka dni wcześniej niż to się stało. Zadzwoniłem do jednego z członków Rady Nadzorczej i powiedziałem, że jak tak się stanie, to zrobią rzecz idiotyczną, bo miało do tego dojść na cztery dni przed złożeniem dokumentacji licencyjnej. Przecież ktoś musiał jeszcze na spokojnie te dokumenty przejrzeć i podpisać. Dlatego też odwołany zostałem 7 kwietnia, a nie pod koniec marca.

O dymisji...

Nie byłem zaskoczony tym, że żaden członek Rady Nadzorczej nie stanął w mojej obronie. Jeśli chodzi o przedstawicieli firmy Allianz, to nie mieli oni nic do powiedzenia. A jeśli chodzi o ludzi z miasta? Byłem przedmiotem handlu, a nie podmiotem.

Moim marzeniem jest, by struktura właścicielska w Górniku była podobna do tej, która jest zastosowana w wielu klubach niemieckich czy hiszpańskich, w których właścicielami są stowarzyszenia kibiców, a nie korporacje.

O naprawie finansów
Nie pozwolę, by zarzucono mi, że przeze mnie klub wpadł w zapaść finansową. Rozpocznę od tego, że nasze działania związane z poprawą finansów opierały się na cięciu kosztów. Przykłady? Gdy przychodziłem, dział finansowo-księgowy kosztował 500 tysięcy złotych rocznie, a teraz kosztuje 150 tysięcy złotych. Najdroższy latem zakontraktowany zawodnik był raptem dziewiąty na liście płac Górnika.

Istotnie, koszty wzrosły, ale było to związane z kosztami restrukturyzacji. W każdym takim przedsiębiorstwie, jeśli ktoś odchodzi, należy mu wypłacić odprawę. Niektórym osobom przysługiwała odprawa będąca równowartością 2 tygodni pracy. Poprzedni zarząd podpisał jednak z tymi osobami porozumienia, na mocy których okres ten wydłużony został do... 6 miesięcy.

Niestety, nie udało się w znacznym stopniu obciąć kosztów dotyczących piłkarzy, choć pierwsza drużyna jest tańsza w sposób zdecydowany. I wliczam do niej zawodników, z którymi nie udało się rozwiązać kontraktów, a którzy zostali przesunięci do drugiego zespołu.

Robi mi się zarzuty, że nie znalazłem sponsorów, a tymczasem 15 grudnia ubiegłego roku Michael Mueller w jednym z wywiadów powiedział, że Allianz szuka sponsora od dłuższego czasu. Widać wcale to nie takie łatwe, skoro taka duża firma również go dotąd nie znalazła.

O swoich zasługach...
Osiągnęliśmy zyski większe od tych, które zakładał plan poprzedniego zarządu. Pierwszym naszym zadaniem było przywrócenie stadionu do użyteczności. Kiedy rozpoczynałem pracę mógł on pomieścić 7 tysięcy osób, bo niektóre sektory zostały wyłączone z użytku. Bez poniesienia dodatkowych kosztów w miesiąc udało się podwyższyć pojemność do 9 tysięcy. Teraz jest jeszcze lepiej. Pytanie, ile straciliśmy pieniędzy z tytułu sprzedaży biletów?

Górnik w momencie mojego przyjścia musiał płacić za sprzęt sportowy. Pozyskaliśmy partnera, firmę Erima, która ubiera naszych piłkarzy od stóp do głów za kwotę kilkuset tysięcy złotych rocznie.

25 stycznia przejąłem dział sprzedaży, który zajmował się poszukiwanie sponsorów. Pomimo procesu licencyjnego i operacji kolana, którą przeszedłem, udało się pozyskać kilku partnerów, że wymienię Totolotek i Wieliczkę.

Górnik długo miał "złą prasę”, co sprawiało, że negatywnie postrzegali nas potencjalni sponsorzy. Kiedy pojechaliśmy na pierwszą rozmowę, to usłyszeliśmy w jednej z firm: - Po co wam nasze grosze? Przecież rozdajecie pieniądze na lewo i prawo!

Teraz klub prowadzi wreszcie przemyślaną i spójną strategię marketingową. W miesiącu czerwcu, jako beniaminek, byliśmy pod względem medialności na drugim miejscu w kraju! Przed Lechem, Wisłą czy Ruchem. Na drugim miejscu za Polonią Warszawa. Średnio jest 100 publikacji tygodniowo na temat Górnika w najważniejszych portalach.

Swoją drogą, gdy przyszedłem do klubu, pan Staszek Oślizło miał mały pokoik na końcu korytarza. Był de facto odsunięty. Dziś udało przywrócić tożsamość Górnikowi Zabrze. Nawet usłyszałem zarzut jednego z członków Rady Nadzorczej, że w delegacji klubu jest zbyt wielu byłych piłkarzy. Śmieszne.

O swoich błędach...
Moim wielkim błędem było to, że podczas podpisywania umowy z Górnikiem nie postawiłem właścicielowi warunków brzegowych. Poniosła mnie "młodzieńcza fantazja", byłem zadowolony, że w ogóle dostałem taką propozycję. Powinienem był zażyczyć sobie 3-letni kontrakt. Nie zrobiłem tego, więc teraz odbiło się to czkawką. Poza tym nie poprosiłem o sprawozdanie finansowe. Nie miałem też PR-u korporacyjnego, jak to ładnie się nazywa. Uważam po prostu, że człowiek musi mówić to, co myśli. Starałem się być zawsze takim prezesem, jakiego sam bym chciał. 

Przeczytaj drugą część spowiedzi Łukasza Mazura >
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również