Łukasz Madej o swojej karierze: Nie narzekam, ale lekki niedosyt jest

12.07.2013
- Zdaję sobie sprawę, że przy odpowiednim prowadzeniu jestem w stanie grać na dobrym poziomie przez najbliższe kilka lat. Mam szansę dalej być ważną postacią w niejednym zespole - mówi Łukasz Madej.
Mimo że Madej ma na koncie sukcesy nie tylko na krajowym podwórku (Puchar i Superpuchar z Lechem Poznań, mistrzostwo Polski ze Śląskiem Wrocław), ale też i międzynarodowym (wicemistrzostwo Europy do lat 16 i mistrzostwo Europy do lat 18), to jednak czuje pewien niedosyt. - Zabrakło wszystkiego po trochu. Mogłem na dłużej zadomowić się w kadrze narodowej, pograć trzy-cztery sezony na Zachodzie. Umiejętności i ciężka praca to jednak nie wszystko. W tym najważniejszym momencie potrzebna jest też odrobina szczęścia. Mi go zabrakło. Nie narzekam, ale lekki niedosyt jest na pewno - przyznaje nowy zawodnik Górnika.

Madej ma 31 lat i liczy, że jeszcze uda mu się wywalczyć w piłce sukces. - Zdaję sobie sprawę, że przy odpowiednim prowadzeniu jestem w stanie grać na dobrym poziomie przez najbliższe kilka lat. Może nie mam już takich perspektyw, co zawodnik w wieku 20 lat, który może jeszcze przenieść góry i grać w topowych europejskich klubach, ale mam szansę dalej być ważną postacią w niejednym zespole i mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Odpukać, urazy mnie omijają - mówi zawodnik, który ostatnio spadł do I ligi z GKS-em Bełchatów. Tego okresu nie zamierza jednak wymazywać z pamięci.

- Trudno mi powiedzieć, czy gra w GKS-ie była dla mnie krokiem w tył. Po mistrzostwie zdobytym ze Śląskiem Wrocław byłem blisko jednego czy drugiego klubu zagranicznego. Nie udało się jednak doprowadzić do transferu. Obudziłem się w pewnym momencie bez klubu i skorzystałem z oferty Bełchatowa. Z perspektywy czasu nie był to dla mnie zły okres. Pracowałem z dobrymi trenerami, Michałem Probierzem i później z Kamilem Kieresiem. Dzięki ciężkiej pracy udało nam się wiosną zdobyć 25 punktów. Byliśmy dobrze przygotowania motorycznie, graliśmy szybko piłką, sam byłem z niezłej dyspozycji.  Stworzyliśmy po prostu coś z niczego. Możemy więc tylko żałować, że mieliśmy tak ogromnego pecha i spadliśmy. Nie pamiętam bowiem, żeby w ostatnich latach zespół, który miał na koncie 31 punktów musiał pożegnać się z ligą. Mimo spadku, grę w Bełchatowie będę wspominał więc z sentymentem - twierdzi Madej.
źródło: gornikzabrze.pl

Przeczytaj również