Łukasz Kruczek: Nie ma żadnych celów na TCS, by się potem nie frustrować

27.12.2012
W drugi dzień świąt polscy skoczkowie sprawdzili formę przed zbliżającym się Turniejem Czterech Skoczni. Po udanym dla naszych kadrowiczów konkursie, rozmawialiśmy z ich trenerem - Łukaszem Kruczkiem.
Miejsca od pierwszego do piątego zajęli w świątecznym konkursie skoczkowie, którzy zostali wybrani do kadry na Turniej Czterech Skoczni, jedynie Piotr Żyła spisał się trochę słabiej. Zawody pokazały, że wybrał Pan dobrych ludzi.

Łukasz Kruczek, trener kadry A:
- Jest taka grupka ośmiu-dziesięciu zawodników, którzy zdecydowanie odstają od pozostałych. Są to zawodnicy kadry młodzieżowej, którzy przygotowują się do mistrzostw świata juniorów, jak i skoczkowie, którzy jadą na najbliższe zawody Pucharu Świata. Pokazali się oni z bardzo dobrej strony, bo zdecydowanie odskoczyli konkurencji.

Jest jakiś plan minimum, który zakłada Pan przed rozpoczęciem turnieju?

- Nic takiego nie mam. W ogóle nie myślimy o wynikach i pod tym względem tych startów nie rozpatrujemy. Jedziemy po prostu dobrze skakać.  Myślę, że lepiej tak postawić sprawę: mieć dobre skoki i cieszyć się potem z wyników, niż stawiać cele i później frustrować się, jak coś nie wyjdzie. Jedziemy tam więc spokojnie startować.

Nie powiem nic odkrywczego, że wiele będzie zależało od pierwszych zawodów, kiedy wyłoni się pierwsza czołówka całego turnieju...

- Pierwsze zawody, a nawet kwalifikacje, mogą ustawić Turniej Czterech Skoczni, bo startuje się systemem KO. Bardzo często te pierwsze dni rzutują na obraz całego turnieju. Mamy nadzieję, że pogoda dopisze i nie będzie loterii.

Trudno wskazać faworyta rywalizacji na skoczniach w Niemczech i Austrii. Pan się pokusi o jakiś typ?

- Bardzo trudno wskazać takiego skoczka, bo jest przynajmniej kilku takich, którzy mogą pokusić się o wygraną. Tym bardziej, że mamy do czynienia z czterema różnymi skoczniami.

Do tej pory tylko Sven Hannawald - w sezonie 2001/2002 - zdołał zwyciężyć we wszystkich konkursach turnieju. Prawdopodobieństwo, że ktoś powtórzy jego wyczyn - mając na uwadze bonusy punktowe za wiatr i zmianę belki - jest chyba jeszcze mniejsze, niż przed kilkoma laty?

-
Nie można tego wykluczyć w stu procentach, ale myślę, że nie... Za dużo jest zmiennych, naprawdę będzie bardzo ciężko.

Dopracowaliście już sprawy sprzętowe przed PŚ w Engelbergu. Szykujecie coś ekstra, jak szersze rękawiczki, które mogłyby odrobinę pomóc w dalszym lataniu?

- Na tę chwilę nie. Zawodnicy coś kombinowali, natomiast jest to aktualnie zawieszone. Bawimy się tymi klockami, które znamy.

Kiedy udajecie się do Niemiec?

-
Mamy zaplanowane, by być tam w piątek, w godzinach popołudniowych. Jedni skoczkowie lecą samolotem, inni jadą do Oberstdorfu. Wszyscy spotkamy się na miejscu.

W piątek rusza dziewiąta edycja LOTOS CUP dla młodych skoczków. Jak pan oceni skuteczność tego programu?

-
Dzięki LOTOS CUP, co rok-dwa pojawia się zawodnik, który jest oddawany w objęcia trenera kadry młodzieżowej. Jak popatrzymy na zawodników pierwszej kadry, to jedynym skoczkiem, który nie był objęty takim programem jest Kamil Stoch. On był stypendystą LOTOS-u, ale nie było wtedy całej tej akcji. Można powiedzieć, że jest to wylęgarnia talentów.

W Wiśle rozmawiał Michał Knura.
autor: Michał Knura

Przeczytaj również