Ludzie pozytywnie zakręceni, czyli najwięksi fani Górnika i "Górali"
26.04.2012
Łukasz Podolski, Jerzy Dudek, Czesław Mozil… Większość osób wie, że sympatyzują z Górnikiem. Wymienieni sympatycy zabrzańskiego klubu ustępują miejsca Stanisławowi Sętkowskiemu – najbardziej znanemu kibicowi "Trójkolorowych".
"Leon" z Górnikiem związany jest od zawsze. Jest na każdym meczu przy Roosevelta, najlepszemu zawodnikowi spotkania wręcza koguta (bądź kurę, indyka, kiedyś była nawet… świnka). - Postanowiłem, że będę zawodnikom dostarczał zdrowe, świeże mięso. Komu wręczyłem pierwszą nagrodę? Tego już nie pamiętam… - mówi pan Stanisław. Drób pochodzi z prywatnej fermy Sętkowskiego. - Dlatego proszę się nie obawiać, kurczaków nie zabraknie! - uśmiecha się.
Znakiem rozpoznawczym "Leona" jest charakterystyczny dzwonek (z Jasnej Góry), którym motywuje zabrzańskich zawodników, nie tylko w Zabrzu. Pan Stanisław jeździ po Polsce za Górnikiem i przeważnie zasiada… na sektorach gospodarzy. - Przeważnie nie mam z tym problemów. Ludzie podchodzą, chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie - mówi.
Sętkowski jest także widoczny na ulicach. Wszyscy kibice Górnika dobrze znają Poloneza, którym przemieszcza się kibic zabrzan. Znakiem charakterystycznym wozu "Leona" (oprócz twórczego bałaganu na tylnym siedzeniu) są… postawione na sztorc wycieraczki. Wóz ten codziennie można spotkać na klubowym parkingu bowiem pan Stanisław dzień w dzień melduje się w klubie i pomaga w pracy. Coś się zepsuło? Trzeba zawieźć pocztę? "Leon" już się za to bierze...
Podbeskidzie nie jest jednak w tej kwestii gorsze i również ma swojego najbardziej znanego kibica. Fakt, że sympatyk zasiadający praktycznie od powstania klubu na sektorze D trybuny krytej, popularnością ustępuje Sętkowskiego, ale zauważają go wszyscy, którzy choć raz pojawią się na stadionie miejskim. Jedni nazywają go "Skrzydło" inni "Razem". Wszystko od charakterystycznych zawołań, których nie sposób nie usłyszeć w czasie spotkań. Ten człowiek jest na punkcie Podbeskidzia pozytywnie zakręcony, więc w trakcie gry motywuje bielszczan i... demotywuje przeciwników poprzez... błędne podpowiedzi. "Graj do tyłu do Michała!" - krzyczy, gdy rywal atakuje bramkę. Gdy zaś wyskakuje do piłki, z sektora D może usłyszeć "Moja!". A "skrzydło", woła gdy przeciwnik jest niepilnowany właśnie na boku boiska...
To byłoby tylko zabawne i nic więcej. Najbardziej znany kibic ma jednak spory wkład dla klubu. To on bowiem od wielu lat, konsekwentnie aktywizuje najmniej chętny do dopingu sektor stadionu. Pseudonim "Razem" wziął się od tego, że przy rzutach rożnych dla "Górali" zachęca do wspólnego klaskania. To on rozpoczyna przyśpiewki wykonywane na dwie strony, a ociągających się potrafi poważnie ochrzanić. Na trybunach ten pracownik kolektury Lotto cieszy się niezmienną od lat sympatią. Gdyby jeszcze wręczał koguty...
"Leon" z Górnikiem związany jest od zawsze. Jest na każdym meczu przy Roosevelta, najlepszemu zawodnikowi spotkania wręcza koguta (bądź kurę, indyka, kiedyś była nawet… świnka). - Postanowiłem, że będę zawodnikom dostarczał zdrowe, świeże mięso. Komu wręczyłem pierwszą nagrodę? Tego już nie pamiętam… - mówi pan Stanisław. Drób pochodzi z prywatnej fermy Sętkowskiego. - Dlatego proszę się nie obawiać, kurczaków nie zabraknie! - uśmiecha się.
Znakiem rozpoznawczym "Leona" jest charakterystyczny dzwonek (z Jasnej Góry), którym motywuje zabrzańskich zawodników, nie tylko w Zabrzu. Pan Stanisław jeździ po Polsce za Górnikiem i przeważnie zasiada… na sektorach gospodarzy. - Przeważnie nie mam z tym problemów. Ludzie podchodzą, chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie - mówi.
Sętkowski jest także widoczny na ulicach. Wszyscy kibice Górnika dobrze znają Poloneza, którym przemieszcza się kibic zabrzan. Znakiem charakterystycznym wozu "Leona" (oprócz twórczego bałaganu na tylnym siedzeniu) są… postawione na sztorc wycieraczki. Wóz ten codziennie można spotkać na klubowym parkingu bowiem pan Stanisław dzień w dzień melduje się w klubie i pomaga w pracy. Coś się zepsuło? Trzeba zawieźć pocztę? "Leon" już się za to bierze...
Podbeskidzie nie jest jednak w tej kwestii gorsze i również ma swojego najbardziej znanego kibica. Fakt, że sympatyk zasiadający praktycznie od powstania klubu na sektorze D trybuny krytej, popularnością ustępuje Sętkowskiego, ale zauważają go wszyscy, którzy choć raz pojawią się na stadionie miejskim. Jedni nazywają go "Skrzydło" inni "Razem". Wszystko od charakterystycznych zawołań, których nie sposób nie usłyszeć w czasie spotkań. Ten człowiek jest na punkcie Podbeskidzia pozytywnie zakręcony, więc w trakcie gry motywuje bielszczan i... demotywuje przeciwników poprzez... błędne podpowiedzi. "Graj do tyłu do Michała!" - krzyczy, gdy rywal atakuje bramkę. Gdy zaś wyskakuje do piłki, z sektora D może usłyszeć "Moja!". A "skrzydło", woła gdy przeciwnik jest niepilnowany właśnie na boku boiska...
To byłoby tylko zabawne i nic więcej. Najbardziej znany kibic ma jednak spory wkład dla klubu. To on bowiem od wielu lat, konsekwentnie aktywizuje najmniej chętny do dopingu sektor stadionu. Pseudonim "Razem" wziął się od tego, że przy rzutach rożnych dla "Górali" zachęca do wspólnego klaskania. To on rozpoczyna przyśpiewki wykonywane na dwie strony, a ociągających się potrafi poważnie ochrzanić. Na trybunach ten pracownik kolektury Lotto cieszy się niezmienną od lat sympatią. Gdyby jeszcze wręczał koguty...
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów