Legia - Górnik 3:1. "Autobus" popsuł się po 45 minutach

05.03.2016
Bronić się i kontratakować - to był plan Jana Żurka na Legię Warszawa. "Autobus" działał do 45. minuty. Na pocieszenie, Górnik Zabrze strzelił pierwszą bramkę w tym roku.
Norbert Barczyk/Pressfocus
Wydarzenie
Pierwszy gol Górnika w tym roku. Pierwszy od... 415 minut! Jose Kante zabrał piłkę Arielowi Borysiukowi, nie dał się powstrzymać obrońcom i w polu karnym zagrał do Sebastiana Stebleckiego, który świetnie ułożył stopę i bez przyjęcia uderzył w "okienko" bramki Arkadiusza Malarza.

Bohater
W środku pola rządził i dzielił Tomasz Jodłowiec, który chyba nie przegrał ani jednego pojedynku. Groźny pod bramką zabrzan, skuteczny w destrukcji.

Rozczarowanie
Plan Górnika miał jedną wadę - sprawdzał się do momentu, aż na prowadzenie wyszła Legia. Zabrzanie nie byli w stanie zagrozić bramce gospodarzy, gdy ci już prowadzili. Próby były, ale nieskuteczne.

Co ciekawego?
- Górnik prowadzenia nie utrzymał do końca pierwszej połowy. W doliczonym czasie gry gospodarze krótko rozegrali rzut rożny, Ondrej Duda wrzucił w pole karne, a Adam Hlousek z pięciu metrów głową doprowadził do wyrównania. Strzelca gola nie upilnował Steblecki.

- Przy drugiej bramce nie popisał się Łukasz Madej. To on odpuścił krycie Artura Jędrzejczyka, który urwał mu się po dośrodkowaniu Michała Kucharczyka. "Jędza" z bliska zdobył gola uderzeniem głową.

- Trzecia bramka dla gospodarzy padła po akcji obcokrajowców - Nemanja Nikolić świetnie zagrał między obrońców, a Aleksandar Prijović wygrał pojedynek biegowy z Danchem i strzałem po ziemi pokonał Radosława Janukiewicza.

- Przez praktycznie całe spotkanie zdecydowanie przeważała Legia, która miała wiele sytuacji strzeleckich. Raz piłkę z linii bramkowej wybił Przybylski.

- Trener Jan Żurek mocno zmienił skład Górnika. Zabrzanie zagrali czwórką w obronie z Mariuszem Magierą na lewej stronie obrony. W pomocy zagrał... Mariusz Przybylski (pierwszy raz od 30 października), który zimą został wystawiony na listę transferową. W ataku występowali Jose Kante i Sebastian Steblecki. Maciej Korzym nawet nie pojechał do Warszawy.

- Adam Danch miał sporo szczęścia, bo żaden z jego błędów nie zakończył się dla Górnika źle - a powinno. Najpierw sfaulował w polu karnym Nemanję Nikolicia, co umknęło uwadze sędziego. Później dał się wręcz zdemolować Tomaszowi Jodłowcowi w pojedynku główkowym, po którym piłka odbiła się od słupka i poprzeczki. Dwa razy zabrzanie mieli wielkie szczęście. W drugiej połowie kapitan "Trójkolorowych" kilka razy się zrehabilitował i przerwał kilka groźnych ataków.

- Najbardziej aktywnym zawodnikiem Górnika był Steblecki. Zanim wpisał się na listę strzelców, to trafił w poprzeczkę. Jeszcze wcześniej strzelił miminalnie obok bramki. Gdyby nie błąd w kryciu przy golu na 1:1, jego ocena byłaby bardzo wysoka.

- Podczas meczu wiele razy iskrzyło między Madejem a Jakubem Rzeźniczakiem.

- W Warszawie zameldowało się około 800 kibiców Górnika, którzy zaprezentowali oprawę - sektorówkę i pirotechnikę.

Legia Warszawa - Górnik Zabrze 3:1 (1:1)
0-1 - Steblecki, 38 min
1-1 - Hlousek, 45 min
2-1 - Jędrzejczyk, 63 min
3:1 - Prijović, 75 min

Legia: Malarz - Jędrzejczyk, Lewczuk, Rzeźniczak, Hlousek - Borysiuk, Jodłowiec - Duda (86. Masłowski), Prijović, Kucharczyk (90. Aleksandrow) - Nikolić. Trener: Stanisław Czerczesow.

Górnik: Janukiewicz - Widanow, Kopacz, Danch, Magiera (64. Kallaste) - Gergel, Przybylski, Kwiek (77. Kurzawa), Madej - Kante (64. Matuszek), Steblecki. Trener: Jan Żurek.

Żółte kartki: Kucharczyk - Madej.
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork).

Widzów: 23 358
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również