Legia - Górnik 2-1. Dotrzymał słowa, lecz i tak był smutny...
31.10.2010
Górnikowi brakowało zwycięstwa z Legią, aby mieć imponujący dorobek - komplet wygranych z pięcioma najlepszymi drużynami ubiegłego sezonu. Lech, Wisła, Ruch i Bełchatów już zostały przez zabrzan odprawione z kwitkiem. I długo zanosiło się na to, że zawodnicy Adama Nawałki sprowadzą również na ziemię Legię Warszawa, która w ostatnich kolejkach odżyła.
Faworyt ze stolicy nie potrafił znaleźć sposobu na rozmontowanie obrony gości z Zabrza. W dodatku na początku drugiej połowy kapitalną akcję przeprowadził Marcin Wodecki. Poradził sobie z łatwością z Jakubem Rzeźniczakiem i wyłożył piłkę Danielowi Sikorskiemu. Napastnik, który wyszedł w pierwszym składzie, co prawda na raty, ale wpakował ją do siatki. Co ciekawe, Sikorski obiecał swojemu ojcu, że strzeli bramkę Legii. Słowa dotrzymał. - Ale ten gol się nie liczy, bo przegraliśmy - skwitował ze smutkiem.
Górnik długo mądrze się bronił. Rywal bił głową w mur. Zadziałały jednak zmiany, których dokonał Maciej Skorża. Zdjął graczy defensywnych, wprowadził tych, którzy dobrze czują się w ataku. Efekt? Adam Stachowiak przestał się nudzić. W pole karne wbiegali Manu i Miroslav Radović, lecz żaden z ich partnerów nie potrafił wykończyć ich podań. Stachowiak świetnie obronił strzał Serba.
Dramat Górnika rozpoczął się za sprawą Tomasza Kiełbowicza. Boczny obrońca Legii dwukrotnie dośrodkowywał z rzutów wolnych. Z podobnego miejsca na boisku. I dwukrotnie zrobił to tak dokładnie, że jego partnerzy przechytrzyli obrońców z Zabrza.
Legia tym samym wygrała czwarte spotkanie z rzędu i dogoniła Górnik w tabeli ekstraklasy.
Faworyt ze stolicy nie potrafił znaleźć sposobu na rozmontowanie obrony gości z Zabrza. W dodatku na początku drugiej połowy kapitalną akcję przeprowadził Marcin Wodecki. Poradził sobie z łatwością z Jakubem Rzeźniczakiem i wyłożył piłkę Danielowi Sikorskiemu. Napastnik, który wyszedł w pierwszym składzie, co prawda na raty, ale wpakował ją do siatki. Co ciekawe, Sikorski obiecał swojemu ojcu, że strzeli bramkę Legii. Słowa dotrzymał. - Ale ten gol się nie liczy, bo przegraliśmy - skwitował ze smutkiem.
Górnik długo mądrze się bronił. Rywal bił głową w mur. Zadziałały jednak zmiany, których dokonał Maciej Skorża. Zdjął graczy defensywnych, wprowadził tych, którzy dobrze czują się w ataku. Efekt? Adam Stachowiak przestał się nudzić. W pole karne wbiegali Manu i Miroslav Radović, lecz żaden z ich partnerów nie potrafił wykończyć ich podań. Stachowiak świetnie obronił strzał Serba.
Dramat Górnika rozpoczął się za sprawą Tomasza Kiełbowicza. Boczny obrońca Legii dwukrotnie dośrodkowywał z rzutów wolnych. Z podobnego miejsca na boisku. I dwukrotnie zrobił to tak dokładnie, że jego partnerzy przechytrzyli obrońców z Zabrza.
Legia tym samym wygrała czwarte spotkanie z rzędu i dogoniła Górnik w tabeli ekstraklasy.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów