Legendy Górnika wspominają europejski debiut. "To byli dzicy ludzie"
16.09.2011
Rywalem w debiucie PEMK był nie byle kto - mistrz i zdobywca Pucharu Anglii, jedna z najlepszych drużyn w Europie, Tottenham Hotspur. Mecz odbył się 13 września 1961 roku. - Nasz pierwszy start w rozgrywkach pucharowych wyniknął nie z tego, że byliśmy mistrzami Polski! Byliśmy na pierwszym miejscu, ale po rundzie wiosennej. Wtedy grało się systemem wiosna - jesień. Drużyna, która wygrała ligę, żeby grać w pucharach, musiała być w pierwszej trójce po pierwszej rundzie następnego sezonu. Ówczesny mistrz, Ruch Chorzów, tego warunku nie spełnił - tłumaczy Hubert Kostka.
Spotkanie na Stadionie Śląskim układało się pomyślnie dla Górnika. W 55. minucie zabrzanie prowadzili aż 4-0! Niestety, do czasu. Dwóch zawodników - Jan Kowalski i Jerzy Musiałek - doznało wkrótce kontuzji. - Ja bym nie powiedział, że oni to specjalnie zrobili, tak jak pisała prasa. Wiadomo jak grają Anglicy. Ostro i twardo. My też tak graliśmy. Nie zeszliśmy jednak z boiska, tylko statystowaliśmy do końca spotkania - mówi Kowalski. A dlaczego kontuzjowani gracze nie zeszli? Zabraniały tego przepisy…
- Gdyby nie ten śmieszny regulamin, jestem przekonany, że strzelilibyśmy kolejne bramki - wspomina Stanisław Oślizło. A tak, dwa razy Kostkę pokonali Anglicy. Rewanż na White Hart Lane odbył się tydzień później. Do Anglii wyruszyło zaledwie 15 zawodników. W tym dwójka, która w pierwszym meczu doznała kontuzji. - Ale za to poleciało aż 16 działaczy, których widzieliśmy tylko podczas przylotu i odlotu - śmieje się Kostka.
- Wizy trzeba było załatwić dwa miesiące przed odlotem. Ja i Jurek Musiałek byliśmy w gipsie. Władze Tottenhamu i kibice myśleli, że my specjalnie przyjechaliśmy pokazać, jak Anglicy brutalnie grali. Później musieliśmy im tłumaczyć całą sytuację - opisuje Kowalski.
- Pojechaliśmy w "kolarkach" (buty dla kolarzy). Korki przybijał nam szewc. Obuwie piłkarskie było już dostępne, ale nie dla nas - przypomina Kostka. - Najwięcej we znaki dał się Robert Smith, W każdej drużynie angielskiej był jeden zawodnik na środku ataku, ze słabymi umiejętnościami. Musiał mieć za to dwa metry wzrostu, ważyć 100 kilogramów i świetnie grać głową. Mam kilka zdjęć z tego spotkania. Wyglądałem przy nim jak trampkarz - mówi bramkarz Górnika.
Osłabienia kadrowe oraz utrudnienia stwarzane przez gospodarzy (m.in. zakaz trenowania na głównej murawie) sprawiły, że zabrzanie polegli w rewanżu aż 1-8. Sporo kontrowersji sprawiło zachowanie graczy Tottenhamu. - Po tygodniu to byli całkiem inni piłkarze. Normalnie dzicy ludzie! Na koksie jechali podobno - w swoim stylu opisuje Erwin Wilczek.
- Trzeba otwarcie powiedzieć, że tak na dobrą sprawę, to nie wiedzieliśmy, jaki styl prezentuje ten rywal. W tamtych czasach Ne jeździło się podglądać przeciwnika. Nie było banku informacji - informuje Kostka. Premierowy sezon Górnika w europejskich pucharach zakończył się już na pierwszej rundzie.
Spotkanie na Stadionie Śląskim układało się pomyślnie dla Górnika. W 55. minucie zabrzanie prowadzili aż 4-0! Niestety, do czasu. Dwóch zawodników - Jan Kowalski i Jerzy Musiałek - doznało wkrótce kontuzji. - Ja bym nie powiedział, że oni to specjalnie zrobili, tak jak pisała prasa. Wiadomo jak grają Anglicy. Ostro i twardo. My też tak graliśmy. Nie zeszliśmy jednak z boiska, tylko statystowaliśmy do końca spotkania - mówi Kowalski. A dlaczego kontuzjowani gracze nie zeszli? Zabraniały tego przepisy…
- Gdyby nie ten śmieszny regulamin, jestem przekonany, że strzelilibyśmy kolejne bramki - wspomina Stanisław Oślizło. A tak, dwa razy Kostkę pokonali Anglicy. Rewanż na White Hart Lane odbył się tydzień później. Do Anglii wyruszyło zaledwie 15 zawodników. W tym dwójka, która w pierwszym meczu doznała kontuzji. - Ale za to poleciało aż 16 działaczy, których widzieliśmy tylko podczas przylotu i odlotu - śmieje się Kostka.
- Wizy trzeba było załatwić dwa miesiące przed odlotem. Ja i Jurek Musiałek byliśmy w gipsie. Władze Tottenhamu i kibice myśleli, że my specjalnie przyjechaliśmy pokazać, jak Anglicy brutalnie grali. Później musieliśmy im tłumaczyć całą sytuację - opisuje Kowalski.
- Pojechaliśmy w "kolarkach" (buty dla kolarzy). Korki przybijał nam szewc. Obuwie piłkarskie było już dostępne, ale nie dla nas - przypomina Kostka. - Najwięcej we znaki dał się Robert Smith, W każdej drużynie angielskiej był jeden zawodnik na środku ataku, ze słabymi umiejętnościami. Musiał mieć za to dwa metry wzrostu, ważyć 100 kilogramów i świetnie grać głową. Mam kilka zdjęć z tego spotkania. Wyglądałem przy nim jak trampkarz - mówi bramkarz Górnika.
Osłabienia kadrowe oraz utrudnienia stwarzane przez gospodarzy (m.in. zakaz trenowania na głównej murawie) sprawiły, że zabrzanie polegli w rewanżu aż 1-8. Sporo kontrowersji sprawiło zachowanie graczy Tottenhamu. - Po tygodniu to byli całkiem inni piłkarze. Normalnie dzicy ludzie! Na koksie jechali podobno - w swoim stylu opisuje Erwin Wilczek.
- Trzeba otwarcie powiedzieć, że tak na dobrą sprawę, to nie wiedzieliśmy, jaki styl prezentuje ten rywal. W tamtych czasach Ne jeździło się podglądać przeciwnika. Nie było banku informacji - informuje Kostka. Premierowy sezon Górnika w europejskich pucharach zakończył się już na pierwszej rundzie.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów