Lechia - Górnik 1-0. Nie muszą zwracać pieniędzy...

21.03.2015
Górnik Zabrze zanotował pierwszą porażkę w tym roku. Lechia Gdańsk była lepsza i wygrała zasłużenie. "Trójkolorowi" spadli na siódme miejsce.
Norbert Barczyk/Pressfocus
Wydarzenie
Górnik Zabrze przegrał pierwszy mecz w tym roku. Trzeba powiedzieć - zasłużenie. Lechia Gdańsk zdominowała śląską drużynę już w pierwszych minutach spotkania, atakując raz za razem. Gdańszczanie mieli dużo miejsca w ofensywie i tylko słaba skuteczność spowodowała, że Lechia nie wygrała wyżej. Po przerwie było nieco lepiej, ale i tak to był najsłabszy występ "Trójkolorowych" w 2015 roku.

Bohater
Antonio Czolak mógłby grać z Górnikiem co tydzień. Strzelił zabrzanom dwa gole w rundzie jesiennej, strzelił i dzisiaj - centry z lewej strony nie zdołał przeciąć Błażej Augustyn i piłka spadła pod nogi Macieja Makuszewskiego, który miał na plecach Rafała Kosznika, ale i tak zdołał odegrać do Chorwata, który otworzył wynik spotkania. W drugiej połowie zszedł z boiska z powodu kontuzji.

Rozczarowanie
Niestety, po raz kolejny najbardziej rzucały się w oczy błędy Błażeja Augustyna. Zwłaszcza sytuacja z pierwszej połowy, gdy nie trafił w piłkę przed własnym polem karnym. Czolak pognał na bramkę Pavelsa Steinborsa, ale zmarnował wyśmienitą sytuację. Obrońca powinien zachować się lepiej także w kilku innych sytuacjach.

Co ciekawego?
- W spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała urazu nabawił się Wojciech Łuczak, który ostatnio trenował indywidualnie. Z tego powodu na "szpicy" grał Bartosz Iwan, a za jego plecami pojawił się Robert Jeż.

- Lechia przed przerwą mogła zdobyć więcej jak jednego gola. Sporo pracy miał Steinbors przy "centrostrzale" Jakuba Wawrzyniaka, minimalnie obok bramki uderzył głową Rafał Janicki. Do tego ten fatalny kiks Augustyna...

- Najgroźniejszą sytuację dla Górnika w pierwszej połowie stworzyła... obrona Lechii. Łukasz Madej przejął piłkę po błędzie Gersona, jednak źle uderzył na bramkę. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby podanie do nadbiegającego kolegi z drużyny.

- Pierwszy celny strzał Górnik oddał dopiero w 37. minucie. Uderzenie Romana Gergela było jednak bardzo słabe.

- Rafał Kosznik na mecz ze swoją byłą drużyną był chyba aż za mocno zmotywowany. W pierwszej połowie sędzia mógł go wyrzucić z boiska - dostał żółtą kartkę za uderzenie Grzegorza Wojtkowiaka. Minęło 10 minut i Kosznik... po raz kolejny trafił Wojtkowiaka. Tym razem sędzia uznał, że obejdzie się bez "żółtka". Wielu pewnie oceniłoby tę sytuację inaczej.

- Po przerwie Górnik przeszedł na grę czwórką obrońców - po prawej stronie grał Adam Danch, a po lewej Mariusz Magiera.

- Na początku drugiej połowy Górnik miał trzy rzuty rożne pod rząd. Po tym trzecim piłka wpadła do bramki po uderzeniu Augustyna. Obrońca był jednak na spalonym.

- W następnym meczu nie zagra Erik Grendel, który otrzymał czwartą w tym sezonie żółtą kartkę. W dodatku, defensywny pomocnik nabawił się kontuzji. Co więcej, czwartą żółtą kartkę otrzymał również Adam Danch. W tej sytuacji przy Roosevelta muszą zrobić wszystko, by postawić na nogi Radosława Sobolewskiego. Dodajmy, że następny pojedynek to Wielkie Derby Śląska.

- Po dośrodkowaniu Jeża z woleja strzelał Kosznik, piłka spadła pod nogi Oleksandra Szeweluchina, który jednak z bliska uderzył obok bramki.

- Górnik mógł liczyć na doping 752 kibiców.

- Klub z Gdańska zachęcał kibiców do przyjścia na mecz nową akcją marketingową - w razie porażki, kibice otrzymaliby darmowe wejściówki na spotkanie z Legią Warszawa, albo zwrot pieniędzy.

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 1-0 (1-0)
1-0 - Czolak, 10 min

Lechia: Bąk - Wojtkowiak, Janicki, Gerson, Wawrzyniak - Makuszewski, Borysiuk, Vranjes, Nazario (69. Freisenbichler) - Mila (90. Wiśniewski) - Czolak (58. Grzelczak). Trener: Jerzy Brzęczek.

Górnik: Steinbors - Szeweluchin, Augustyn, Magiera - Gergel, Danch, Grendel (65. Sadzawicki), Kosznik - Jeż (81. Kurzawa), Madej - Iwan (61. Skrzypczak). Trener: Józef Dankowski.

Żółte kartki: Janicki, Borysiuk - Kosznik, Augustyn, Grendel, Danch.
Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: 12493.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również