Kuriozalna sytuacja. Sprawa Lipskiego puszką Pandory?
25.10.2017
Patryk Lipski wniosek o rozwiązanie jego umowy z winy klubu złożył w kwietniu tego roku. Wniosek przeciwny przedstawili z kolei "Niebiescy". Izba do Spraw Rozwiązywania Sporów Sportowych PZPN w maju uznała rację piłkarza, co pozwoliło mu na zmianę klubu. Teraz w sprawie nastąpił nagły zwrot. W miniony czwartek druga instancja tego samego organu orzekła, że... to chorzowianie mieli rację. Problem w tym, że w międzyczasie 14-krotni Mistrzowie Polski spadli z Ekstraklasy, a "Lipa" jest już piłkarzem Lechii Gdańsk. - Właściwie nie wiemy jeszcze co to oznacza. Niewątpliwie stwierdzono jednak, że nasz wniosek - przeciwny do wniosku Lipskiego - był zasadny. Ale to póki co dość enigmatyczne - tłumaczy Witold Jajszczok, rzecznik prasowy chorzowian.
Ruch czeka na pisemne uzasadnienie decyzji Izby i dopiero po jej otrzymaniu będzie mógł oficjalnie się do niej odnieść. Logika podpowiada jednak, że jeśli stanowisko Ruchu - wprost przeciwne do stanowiska piłkarza - było zasadne, to rozwiązanie kontraktu Lipskiego nie powinno mieć miejsca. - Od początku twierdziliśmy, że Patryk Lipski nie ma podstaw do rozwiązania umowy. Uważaliśmy, że nie nastąpiły przesłanki pozwalające na taki ruch ze strony piłkarza bardzo obszernie argumentując nasze zdanie. Póki co nie mamy możliwości by zająć stanowisko wobec zwrotu sprawy. Czekamy na pisemne uzasadnienie - mówi Jajszczok. Nie wiadomo jednak, kiedy owe uzasadnienie do klubu dotrze. - Orzeczenie dostaliśmy w tym tygodniu, próbowaliśmy dociec co ono dla nas oznacza z punktu prawnego, ale póki co nie znaleźliśmy nikogo, kto pomoże wyjaśnić jak to wszystko interpretować - zdradza rzecznik Ruchu.
Sytuacja wygląda na absurdalną. Z jednej bowiem strony PZPN przyznaje, że Ruch miał rację w sporze z Lipskim, z drugiej zaznacza, że... "Niebiescy" nie mogą ubiegać się o odszkodowanie za poniesione straty. A te były przecież olbrzymie - Ruch nie tylko stracił możliwość sprzedania swojego bodaj najbardziej wartościowego gracza, ale też nie mógł korzystać z jego usług w kluczowej fazie zmagań o pozostanie w Ekstraklasie. - Otworzylibyśmy puszkę Pandory. To kuriozum samo w sobie. Teoretycznie odszkodowania moglibyśmy dochodzić od Związku, ale Związek sam zabezpiecza się postanowieniem które ma nam tego zabronić. Staje się więc sędzią we własnej sprawie. Rozumiem, że powinniśmy po prostu poczuć satysfakcję z posiadania racji oraz z tego, że być może przyczynimy się do zmiany orzecznictwa w podobnych sprawach na przyszłość - zastanawia się Jajszczok.
W PZPN póki co sprawy nie chcą komentować i również czekają na pisemne uzasadnienie decyzji Izby.
Ruch czeka na pisemne uzasadnienie decyzji Izby i dopiero po jej otrzymaniu będzie mógł oficjalnie się do niej odnieść. Logika podpowiada jednak, że jeśli stanowisko Ruchu - wprost przeciwne do stanowiska piłkarza - było zasadne, to rozwiązanie kontraktu Lipskiego nie powinno mieć miejsca. - Od początku twierdziliśmy, że Patryk Lipski nie ma podstaw do rozwiązania umowy. Uważaliśmy, że nie nastąpiły przesłanki pozwalające na taki ruch ze strony piłkarza bardzo obszernie argumentując nasze zdanie. Póki co nie mamy możliwości by zająć stanowisko wobec zwrotu sprawy. Czekamy na pisemne uzasadnienie - mówi Jajszczok. Nie wiadomo jednak, kiedy owe uzasadnienie do klubu dotrze. - Orzeczenie dostaliśmy w tym tygodniu, próbowaliśmy dociec co ono dla nas oznacza z punktu prawnego, ale póki co nie znaleźliśmy nikogo, kto pomoże wyjaśnić jak to wszystko interpretować - zdradza rzecznik Ruchu.
Sytuacja wygląda na absurdalną. Z jednej bowiem strony PZPN przyznaje, że Ruch miał rację w sporze z Lipskim, z drugiej zaznacza, że... "Niebiescy" nie mogą ubiegać się o odszkodowanie za poniesione straty. A te były przecież olbrzymie - Ruch nie tylko stracił możliwość sprzedania swojego bodaj najbardziej wartościowego gracza, ale też nie mógł korzystać z jego usług w kluczowej fazie zmagań o pozostanie w Ekstraklasie. - Otworzylibyśmy puszkę Pandory. To kuriozum samo w sobie. Teoretycznie odszkodowania moglibyśmy dochodzić od Związku, ale Związek sam zabezpiecza się postanowieniem które ma nam tego zabronić. Staje się więc sędzią we własnej sprawie. Rozumiem, że powinniśmy po prostu poczuć satysfakcję z posiadania racji oraz z tego, że być może przyczynimy się do zmiany orzecznictwa w podobnych sprawach na przyszłość - zastanawia się Jajszczok.
W PZPN póki co sprawy nie chcą komentować i również czekają na pisemne uzasadnienie decyzji Izby.
Polecane
I liga