Kto zawinił przy bramce dla Jagiellonii? Kolega broni Zahorskiego

04.10.2010
Lider z Białegostoku szczęśliwie wyjechał z Zabrza z trzema punktami. Jedyna bramka meczu padła w doliczonym czasie gry. - To był błąd całego zespołu - mówi o pechowej akcji Adam Stachowiak.
W 91. minucie Jagiellonia Białystok wykonywała rzut rożny. Do bitej przez Marcina Burkhardta piłki wyskoczył Andrius Skerla, który strzałem głową pokonał Adama Stachowiaka. Jak wykazały telewizyjne powtórki, w tej sytuacji zawinił Tomasz Zahorski. - To był błąd całego zespołu. Przy stałym fragmencie gry bronią wszyscy - przekonuje bramkarz Górnika. - Zresztą powinniśmy wcześniej przerwać akcję "Jagi". Wtedy nie byłoby strzału, rożnego i bramki - dodaje.

Po porażce z Lechią Gdańsk piłkarze za wszelką cenę chcieli się zrehabilitować. I gdyby nie słaba skuteczność, to trzy punkty mogłyby zostać przy Roosevelta. - Równie dobrze my mogliśmy wygrać. W tym meczu szczęście dopisało liderowi. Jak się jest na fali, to tak czasami bywa - mówi Stachowiak. - Mieliśmy lepsze sytuacje niż goście. Skuteczności nie da się wypracować. Zabrakło nam konsekwencji do ostatniej minuty - ocenia Mariusz Przybylski.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również