Kto rządzi w szatni GKS-u Tychy? "Mówimy na niego Napoleon"
10.04.2013
GKS Tychy dzięki świetnemu startowi do rundy wiosennej nie musi już drżeć o ligowy byt. Ba, beniaminek zaliczany jest dziś do grona pretendentów do walki o awans do T-Mobile Ekstraklasy. - Podchodzimy do tego spokojnie. Głowy nam się nie grzeją. Nasza filozofia futbolu polega na tym, by przede wszystkim cieszyć się grą. Taktykę przygotowujemy indywidualnie pod każdego rywala, stąd naprawdę trudno jest nas rozpracować - przyznaje Piotr Rocki, pomocnik tyskiej drużyny.
- Częścią wspólną naszej taktyki jest to, że w każdym meczu nie my biegamy za piłką, tylko spokojnie ją rozgrywamy. Lubimy też wychodzić z szybką kontrą, to nas cieszy i dzięki temu możemy szafować siłami. Ten boiskowy optymizm przenosi się do szatni. Stworzyliśmy fajną pakę i wiemy, że to będzie procentować, bo mamy w kadrze wielu zawodników, i młodszych, i starszych, którzy dysponują sporym potencjałem. Chcemy dążyć do tego, by kibicom, którzy będą oglądać nasze mecze ręce same składały się do oklasków - przekonuje "Rocky".
Jeżeli tyszanie w dalszym ciągu będą prezentować się tak dobrze, to działacze GKS-u mogą mieć spore problemy z zatrzymaniem wielu czołowych graczy. Większości piłkarzy z końcem sezonu kończą się bowiem kontrakty. - Wielu chłopaków jest na dorobku i pracuje na swoją przyszłość. My się żadnym awansem nie podpalamy. Chcielibyśmy na spokoju dograć tę rundę, a latem zobaczymy co będzie dalej. Fajnie byłoby ten kręgosłup zespołu utrzymać, wzmocnić go latem kilkoma zawodnikami i w przyszłym sezonie pomyśleć o wyższych celach - ocenia weteran ekipy z Tychów.
- Wiem po sobie, że gra w klubach, w których się nie przelewa zawsze idzie na dobre, zwłaszcza młodszym zawodnikom. Miałem tego przykład w Radzionkowie, gdzie z finansami było ciężko, a wielu chłopaków i trener wybili się do ekstraklasy. W mniejszych klubach można wyrobić sobie charakter, ambicję i waleczność. To będzie potem procentować, co widać po braciach Mak, Gielach czy Miłoszu Przybeckim - wskazuje 39-latek.
Choć w kadrze GKS-u znajduje się kilku ligowych wyjadaczy, takich jak Rocki, Mariusz Masternak czy Krzysztof Bizacki, to lider tyskiej drużyny jest tylko jeden. - Wszyscy mamy wielki szacunek do trenera Piotra Mandrysza. Po cichu w szatni mówimy na niego "Napoleon", bo tak jak Bonaparte Francuzów tak on potrafił nas poprowadzić do pozycji, w jakiej się znajdujemy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zbudował on ten zespół z niczego. Nie tylko nieźle gramy w piłkę, ale też widać w naszej grze styl, jaki sobie wypracowaliśmy. Nikt z nas nie próbuje nawet podważać tego, kto jest prawdziwym liderem tego zespołu - puentuje charakterny zawodnik.
- Częścią wspólną naszej taktyki jest to, że w każdym meczu nie my biegamy za piłką, tylko spokojnie ją rozgrywamy. Lubimy też wychodzić z szybką kontrą, to nas cieszy i dzięki temu możemy szafować siłami. Ten boiskowy optymizm przenosi się do szatni. Stworzyliśmy fajną pakę i wiemy, że to będzie procentować, bo mamy w kadrze wielu zawodników, i młodszych, i starszych, którzy dysponują sporym potencjałem. Chcemy dążyć do tego, by kibicom, którzy będą oglądać nasze mecze ręce same składały się do oklasków - przekonuje "Rocky".
Jeżeli tyszanie w dalszym ciągu będą prezentować się tak dobrze, to działacze GKS-u mogą mieć spore problemy z zatrzymaniem wielu czołowych graczy. Większości piłkarzy z końcem sezonu kończą się bowiem kontrakty. - Wielu chłopaków jest na dorobku i pracuje na swoją przyszłość. My się żadnym awansem nie podpalamy. Chcielibyśmy na spokoju dograć tę rundę, a latem zobaczymy co będzie dalej. Fajnie byłoby ten kręgosłup zespołu utrzymać, wzmocnić go latem kilkoma zawodnikami i w przyszłym sezonie pomyśleć o wyższych celach - ocenia weteran ekipy z Tychów.
- Wiem po sobie, że gra w klubach, w których się nie przelewa zawsze idzie na dobre, zwłaszcza młodszym zawodnikom. Miałem tego przykład w Radzionkowie, gdzie z finansami było ciężko, a wielu chłopaków i trener wybili się do ekstraklasy. W mniejszych klubach można wyrobić sobie charakter, ambicję i waleczność. To będzie potem procentować, co widać po braciach Mak, Gielach czy Miłoszu Przybeckim - wskazuje 39-latek.
Choć w kadrze GKS-u znajduje się kilku ligowych wyjadaczy, takich jak Rocki, Mariusz Masternak czy Krzysztof Bizacki, to lider tyskiej drużyny jest tylko jeden. - Wszyscy mamy wielki szacunek do trenera Piotra Mandrysza. Po cichu w szatni mówimy na niego "Napoleon", bo tak jak Bonaparte Francuzów tak on potrafił nas poprowadzić do pozycji, w jakiej się znajdujemy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zbudował on ten zespół z niczego. Nie tylko nieźle gramy w piłkę, ale też widać w naszej grze styl, jaki sobie wypracowaliśmy. Nikt z nas nie próbuje nawet podważać tego, kto jest prawdziwym liderem tego zespołu - puentuje charakterny zawodnik.
Polecane
I liga