Krzysztof Bizacki: Nie myślę o zakończeniu kariery

15.12.2011
Ma 38 lat, lecz nadal jest bardzo ważnym ogniwem walczącego o I ligę GKS-u Tychy. - O zakończeniu kariery na razie nie myślę i nie zastanawiam się, co będzie później - mówi Krzysztof Bizacki.
38-letni wychowanek tyskiego klubu zagrał jesienią w 19 meczach, w których strzelił pięć goli. Zmieniają się więc trenerzy, zawodnicy, a nawet... stadion, na którym gra GKS. Nie zmienia się tylko osoba Bizackiego w składzie. - Współpraca z trenerem Piotrem Mandryszem układa się dobrze. Na początku mieliśmy może trochę słabsze wyniki, ale to normalne, bo nowy szkoleniowiec ma swoją wizję i ustawienie, więc musi minąć trochę czasu, żeby to zaczęło funkcjonować. Był jednak taki moment, w którym "zaskoczyło" i zaczęliśmy regularnie punktować - tłumaczy "Bizak".

- Wszyscy będziemy jednak rozliczani pod koniec sezonu, kiedy zobaczymy, co udało się osiągnąć - dodaje. Wiadomo bowiem, że w Tychach marzą o awansie do I ligi. I właśnie to, że nie udało się go osiągnąć już w poprzednim sezonie, jest dla Bizackiego największym rozczarowaniem mijającego roku. - 2011 był udanym rokiem. Zakończyliśmy go bez porażki na wyjeździe i jesteśmy liderem rozgrywek, ale kiedy myśli się o poprzednim sezonie, na pewno jest niedosyt. Zwłaszcza, że nie awansowaliśmy na własne życzenie, głupio tracąc punkty na własnym boisku - przyznaje doświadczony piłkarz.

Czy więc tyszanie, bogatsi o tamte doświadczenia, będą na wiosnę mocniejsi niż rok temu?  Nie wiem, czy to tak działa. Jesteśmy podobną drużyną. Mamy zgranie, kolektyw, stabilizuje się trzon, choć na pewno przydałoby się jeszcze kogoś dokooptować. Jesteśmy jakimś tam faworytem i myślę, że GKS-owi niczego nie brakuje, by awansować - mówi zawodnik, który zaliczył już promocję m.in. z Koszarawą Żywiec.



Największe sukcesy Bizacki święcił jednak z Ruchem Chorzów, w którym zagrał 10 sezonów. To właśnie jako piłkarz "Niebieskich" zaliczył dwa epizody w reprezentacji Polski, na początku kadencji Jerzego Engela. - Do tego już nie wracam, bo to było dawno temu. Nie czuję też jakiegoś sentymentu - ucina gracz. - Ze swojej kariery jestem jednak zadowolony. Pewnie mogłem osiągnąć więcej, ale nie oglądam się na to co było. W ogóle, nie ma co jeszcze jej podsumowywać, bo jeszcze się nie skończyła - zaznacza Bizacki.

No właśnie, mimo 38 lat na karku napastnik cały czas imponuje formą i zaangażowaniem. - Jaki jest sekret mojej długowieczności? Nie wiem, nie mam pojęcia. Po prostu trenuję, lubię to co robię i omijają mnie kontuzje. Awans z GKS-em, w którym zaczynałem karierę, pewnie byłby ładnym ukoronowaniem, ale z drugiej strony, ja wcale nie myślę o tym, żeby się żegnać z piłką. Zobaczymy, kiedy to przyjdzie. Nie zastanawiam się też nad tym, co będę robił potem. Będzie, co życie przyniesie - mówi piłkarz.

W Tychach ma jednak zdolnych następców, którym na razie pola jednak nie ustępuje. - Jest kilku chłopaków, którzy na pewno mogą grać wyżej niż w I lidze i wzbudzą zainteresowanie eksraklasowych klubów. Ale też nie ma co ich promować na siłę. Na każdego trzeba stawiać... - kończy Krzysztof Bizacki. Kibice GKS-u nie muszą się więc specjalnie obawiać - człowiek-instytucja na wiosnę będzie pomagał w upragnionym awansie do I ligi.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również