Krzysztof Bizacki: Marzę, by wprowadzić GKS Tychy do ekstraklasy!

07.08.2012
- Trener ma na razie inną koncepcję, ale ja się nie poddaję. Na treningach staram się udowadniać, że zasługuję na grę w pierwszym składzie - mówi blisko 40-letni napastnik GKS-u Tychy, beniaminka I ligi.

W niedzielę zespół Piotra Mandrysza rozegrał pierwszy mecz w I lidze. Spotkanie z Kolejarzem Stróże zakończyło się remisem, a w Tychach przyjęto to jako dobry znak przed następnymi kolejkami. "Bizon" pojawił się na murawie w końcówce spotkania.

Niewiele brakowało, a ogralibyście jedną z czołowych drużyn I ligi w sezonie 2011/2012. Jak pan oceni mecz z Kolejarzem Stróże?

Krzysztof Bizacki: - Myślę, że możemy być zadowoleni z tego wyniku. Mogliśmy oczywiście wygrać to spotkanie, ale patrząc na przebieg gry, to remis można uznać za sprawiedliwy wynik.

Większość spotkania spędził pan na ławce rezerwowych, bo na murawie zameldował się pan dopiero w 87. minucie. Konkurencja jest duża. Czy trochę pogodził się pan z tym, że może nie grać za wiele?

- Nic bardziej mylnego! Trener ma na razie inną koncepcję, ale ja się nie poddaję. Na treningach staram się udowadniać, że zasługuję na grę w pierwszym składzie.



Kiedy wracał pan do GKS-u w 2008 roku (wówczas IV-ligowego), powiedział pan w jednym z wywiadów, że chciałby pomóc klubowi w co najmniej dwóch awansach. Plany zostały spełnione z nadwyżką. To co, teraz awans do ekstraklasy?

- Takie cele sobie postawiłem i fajnie, że udało się je osiągnąć. Na pewno moim marzeniem jest, aby wprowadzić zespół z Tychów do ekstraklasy. Myślę jednak, że taki cel będzie można postawić nie w tym, a w przyszłym sezonie. Problemem jest na pewno brak stadionu. Bez tego o ekstraklasie nie ma co mówić...

Jakiś czas już gracie domowe mecze w Jaworznie. Czujecie się tam nieswojo?

- Wielki problem to może nie jest, ale też nam to nie pomaga. Poza tym, kibice mają trudniej. Trzeba liczyć na to, że stadion w Tychach kiedyś powstanie.

Rozmawiał Michał Knura

autor: Michał Knura

Przeczytaj również