Kowalczyk: W Norwegii gonią łosie, ale w Wihstler jest jeszcze trudniej

27.02.2010
Dzisiejszy bieg na 30 km jest ostatnią szansą Polki na zdobycie złotego medalu w Kanadzie. Dystans i klasyczny styl przemawia na jej korzyść, mniej odpowiada scenariusz biegu.
Trasa biegu składa się z dwóch pętli: czerwonej i niebieskiej. Ta pierwsza jest trudniejsza i bardziej odpowiada zawodnicze AZS AWF Katowice. - Kończyć bieg będzie niestety na łatwiejszej, pełnej zakrętów i zjazdów - żałuje jej trener, Aleksander Wierietielny.

Możliwe więc, że Kowalczyk przyjmie ryzykowną taktykę. - Im bardziej zmęczy wcześniej rywalki, tym większe szanse będzie mieć w decydującej fazie - wyjaśnia Wierietielny na łamach "Rzeczpospolitej".

Dwukrotna już medalistka igrzysk w Vancouver lubi się ścigać na dystansie 30 kilometrowym. Cztery lata temu w Turynie w takim biegu zdobyła brązowy medal. Dwa dni temu w sztafecie, w której wymagana jest technika klasyczna, rywalki wręcz zdeklasowała.

- Tyle że to było 5 km, dziś jest 30 - mówi dla "RZ" Kowalczyk, która tak porównuje trasę olimpijską w Kanadzie z innymi, gdzie wygrywała: - W Turynie było bardzo ciężko. Podobnie jak w Holmenkollen, gdzie biegnie się daleko, daleko w las, aż łosie gonią. Ale najtrudniej będzie tu, w Whistler, bo na tych trasach jest wszystko, czego najbardziej nie lubię - podkreśla.

Transmisja zawodów w TVP2 od 20:40.
źródło: Rzeczpospolita / SportSlaski.pl

Przeczytaj również