Kowalczyk pokłóciła się kiedyś z trenerem i... tak zaczęła się jej pasja

13.02.2011
Justyna Kowalczyk ma słabość do... pluszowych osiołków. Od kilku lat zbiera maskotki w tej postaci, które podróżują wraz z nią po świecie i towarzyszą w kolejnych startach i zgrupowaniach.
W samochodzie, którym porusza się zawodniczka i jej trener, mają one swoje specjalne miejsce. Był nawet taki czas, że na jednym z siedzeń podróżował jeden szczególnie dużych rozmiarów osiołek. Jak się jednak okazuje, kilka bardzo dużych okazów czeka też na Justynę w Polsce.

- Mam kilka tak dużych, że nie bardzo jest jak je zabrać. Jeden dostałam od sponsora - firmy Rafako - i jest wielkości dorosłego człowieka i waży chyba ze 20 kilogramów. Poza tym reszta jest ze mną w trasie. Myślę, że może ich być około trzydziestu - Kowalczyk.

Zawodniczka z Kasiny Wielkiej nawet na samochodzie, którym jeździ na zawody, ma przyklejone naklejki z wizerunkiem osiołków podkreślające jej sympatię do tych zwierząt. Skąd u mistrzyni olimpijskiej taka pasja?

- Zaczęła się od sporu z trenerem. Kilka lat temu, będąc na Białorusi, o coś się posprzeczaliśmy, a że oboje jesteśmy uparci, to przez kilka dni nie odzywaliśmy się do siebie. Po kilku dniach dostałam od trenera ślicznego, pluszowego osła, z komentarzem, że jestem taka uparta jak osioł. Choć wbrew pozorom osły to ponoć bardzo mądre zwierzęta. No i tak się wszystko zaczęło - opowiada narciarka.

- Tamten osiołek od trenera był naprawdę śliczny. Wszyscy pytali, skąd go mam. Opowiadałam więc jego historię i od tego czasu albo rodzice, albo ktoś inny z rodziny kupował mi osiołka. Zdarzało się i tak, że ja sama gdzieś zobaczyłam jakiegoś fajnego. Ale przyznam, że kiedyś nie było tak łatwo o takie maskotki. Teraz, po sukcesie Shreka, osłów jest sporo, ale pamiętam, że kiedyś to był wyczyn znaleźć takiego sympatycznego osiołka - kończy Justyna.
źródło: justyna-kowalczyk.pl

Przeczytaj również