Kowalczyk: Jestem słabsza od czterech Norweżek i to dość wyraźnie

25.02.2013
Nadzieje kibiców były bardzo duże. Wszyscy liczyli, że Justyna Kowalczyk przywiezie z Val di Fiemme kilka medali mistrzostw świata. Teraz wiemy już, że Polka może wrócić z maksymalnie jednym krążkiem.
Po pechowym sprincie, w którym Kowalczyk zajęła szóstą pozycję, przybiegła na piątym miejscu podczas biegu łączonego na 15 km. Zawodniczka AZS-u AWF Katowice zdecydowanie przegrała z grupą Norweżek. - Jestem trochę poirytowana tym, jak układają się dla mnie te mistrzostwa - przyznaje Polka.

- Walczyłam bardzo mocno i dałam z siebie wszystko. Jestem słabsza od czterech Norweżek, i to dość wyraźnie, ale jestem też lepsza od reszty świata. Oczywiście chciałam być wyżej, marzyłam o medalu. Myślałam, że jestem na to gotowa - opowiada Kowalczyk.

Taktyka "Królowej nart" była prosta - uciec rywalkom podczas biegu techniką klasyczną. Nie udało się. Liderka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata nie miała sił, by zaatakować w drugiej części zawodów. - Nie myślałam o tym, bo walczyłam wtedy o życie. To, co zrobiły Norweżki, jest niesamowite - przyznaje.

Jutro odbędzie się kolejny bieg - na 10 km techniką dowolną. Kowalczyk postanowiła, że nie weźmie w nim udziału. - Start na 10 km po prostu nie ma sensu. Zostaje zatem jedna szansa. Przed nami bieg, do którego się przygotowywaliśmy, czyli 30 km "klasykiem" - mówi.

O tym, czy Kowalczyk przywiezie choć jeden medal, dowiemy się 2 marca.
źródło: SPORT

Przeczytaj również