"Kolejorz" odjeżdża z czołówką. Górnik dopiero piąty

07.04.2018
Gdyby przed sezonem ktoś zaproponował Górnikowi 5. miejsce na finiszu sezonu zasadniczego przy Roosevelta propozycję pewnie przyjęliby w ciemno. Mając jednak w pamięci kapitalną jesień w wykonaniu podopiecznych trenera Marcina Brosza fani zabrzan mogą czuć się odrobinę rozczarowani.
Rafał Rusek/PressFocus
Starcie z Lechem w Poznaniu miało dla obu drużyn sporą stawkę. Lechici w przypadku wygranej mogli liczyć na zajęcie "pool position" przed decydującą fazą walki o mistrzowski tytuł. Górnicy w przypadku porażki nie tylko definitywnie tracili kontakt ze ścisłą czołówką, ale musieli liczyć się też z osunięciem do drugiej "połówki" grupy mistrzowskiej.

Na nieszczęście Górników ziścił się dokładnie taki scenariusz. Początek spotkania należał do... kibiców. Fani na obiekcie w Poznaniu regularnie przerywali grę wyrzucanymi w ramach ogólnopolskiego protestu serpentyny, przez co przez 15 minut gry w piłkę zbyt wiele nie było. Kiedy uwagę można było skupić już wyłącznie na boisku, zarysowała się wyraźna przewaga dążących do zwycięstwa gospodarzy. Nie przekładało się to jednak na klarowne okazje pod którąś z bramek. Przez całą, trwającą w sumie prawie godzinę (!) pierwszą połowę warte odnotowania były dwa momenty - najpierw po uderzeniu 18-letniego Tymotuesza Klupsia piłka odbiła się od słupka bramki Tomasza Loski, a w 45. minucie bramkarz zabrzan musiał już sięgnąć po piłkę do bramki po tym jak w sytuacji sam na sam pokonał go Kamil Jóźwiak. Do wyrównania tuż przed przerwą mógł doprowadzić Damian Kądzior, ale Matus Putnocky bezbłędnie interweniował.

Lechici wiedzieli, że w trwającym równolegle meczu w Białymstoku Wisła Płock sensacyjnie prowadzi z Jagą, więc nie zamierzali wypuścić z rąk okazji na objęcie pierwszego miejsca w stawce. Po zmianie stron wciąż zdawali się kontrolować przebieg gry, a jedyne zagrożenie pod bramką Matusa Putnockiego było pochodną stałych fragmentów gry egzekwowanych przez Rafała Kurzawę. Po drugiej stronie okazje na poprawę rezultatu mieli Maciej Gajos, a później Christian Gytkjaer, ale poznaniacy wciąż mieli raptem jednobramkową zaliczkę. Tymczasem przyjezdni coraz śmielej zaglądali w pole karne przeciwników i na kwadrans przed końcem udało im się doprowadzić do wyrównania. Wprowadzony chwilę wcześniej na plac gry Niklas Barkroth zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, a z "jedenastki" nie pomylił się Damian Kądzior.

Gol reprezentanta Polski podziałał na "Kolejorza" jak płachta na byka. Ekipa Nenada Bjelicy rzuciła się do ratowania wygranej. Tomasz Loska poradził sobie jeszcze z uderzeniem Kostewycza, ale piłki uderzonej z narożnika pola karnego przez Łukasza Trałkę nie był już w stanie zatrzymać. Kropkę nad "i" gospodarze mogli postawić po uderzeniu Chobłenki, ale piłka poleciała nad poprzeczką. W 4. minucie doliczonego czasu gry było już jednak po zawodach - wynik na 3:1 strzałem z linii pola karnego ustalił Radosław Majewski.

Lech Poznań - Górnik Zabrze 3:1 (1:0)
1:0 - Kamil Jóźwiak 45'
1:1 - Damian Kądzor 75'-k
2:1 - Łukasz Trałka 81'
3:1 - Radosław Majewski 90'

Lech: Putnocky – Gumny, Dilaver, Vujadinović, Kostewycz - Trałka, Gajos - Klupś (74' Barkroth), Majewski, Jóźwiak (78' Chobłenko) - Gytkjaer (87' Tomasik). Trener: Nenad Bjelica.

Górnik: Loska - Wieteska, Suarez, Bochniewicz, Gryszkiewicz - Kądzior, Matuszek (89' Pawłowski), Hajda (67' Ambrosiewicz), Kurzawa - Żurkowski, Urynowicz (89' Olszewski). Trener: Marcin Brosz.
autor: ŁM

Przeczytaj również