Klasyk przy Roosevelta już bywał decydujący. Nie zawsze było czysto

15.05.2017
Wielkie znaczenie w kontekście walki o awans do Ekstraklasy będą mieć wtorkowe derby Górnika z katowickim GKS-em. Na 4 kolejki przed końcem sezonu zdecydowanie większe nadzieje na elitę mają w Katowicach. Okazuje się, że losy "GieKSy" nie pierwszy raz mogą zostać przesądzone właśnie przy Roosevelta.
Łukasz Laskowski/PressFocus
Sekundy od utrzymania

Nigdy nie chodziło "tylko" o awans do Ekstraklasy. Stawka była znacznie wyższa. 15 maja 2004 roku, cztery kolejki przed końcem sezonu katowiczanie rozpaczliwie walczyli o utrzymanie ekstraklasowego bytu. Wygrana w Zabrzu  z pewnym już utrzymania Górnikiem załatwiała sprawę. - Prasa już przesądziła wynik w Zabrzu i napisała, że na Roosevelta musimy zrobić trzy punkty. Nie dajmy się zwariować! – irytował się trener GieKSy Lechosław Olsza.
 
Prezes Piotr Dziurowicz przyjechał na stadion z gotówką, by zawodnicy zobaczyli, że obiecana premia za wygraną lub remis nie jest tylko pustą obietnicą. W 69. minucie wydawało się, że katowiczanie dopną swego, kiedy to swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie strzelił wprowadzony 60 sekund wcześniej na boiska Dawid Plizga. Gdy do końca meczu pozostawały już tylko sekundy z doliczonego czasu gry, do wyrównania doprowadził  Brazylijczyk Joao Paulo. Pewne, wydawało się, zwycięstwo w ostatniej chwili wymknęło się katowiczanom z rąk. Po meczu katowiccy piłkarze długo siedzieli na murawie ze zwieszonymi głowami, ale ostatecznie kolejkę przed końcem zapewnili sobie ostatnie dotychczas utrzymanie w ekstraklasie.

Puchary za 60 000 zł
 
Jedyne zwycięstwo (i ostatnie jak do tej pory z rozegranych przez GKS meczów w Zabrzu) ze spotkań tu opisywanych katowiczanie odnieśli rok wcześniej w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Ale po kolei. W sezonie 2002/03 GieKSa po raz ostatni stanęła na podium mistrzostw Polski. Jednym z kluczowych spotkań w drodze po brąz był właśnie kolejny pojedynek z Górnikiem przy Roosevelta rozegrany w 25. kolejce. Wprawdzie  podopieczni Waldemara Fornalika zajmujący szóste miejsce w tabeli nie mieli już większych szans na dogonienie czołówki (9 punktów straty do GKS), ale wiosną zabrzanie radzili sobie rewelacyjnie. Wystarczy wspomnieć, że w tej rundzie Górnik przegrał tylko raz - z Wisłą Kraków, a na własnym stadionie nie tracił bramki przez 870 minut. Przed pierwszym gwizdkiem katowiczanie znali już wyniki bezpośrednich rywali  i wiedzieli, że ewentualna wygrana pozwoli im powrócić na drugie miejsce w tabeli. Wynik śląskich derbów „otworzył” w 36 minucie Marcin Bojarski, który strzałem z 12. metrów pokonał dobrze znanego na Bukowej Piotra Lecha. Po przerwie na boisku pojawił się Adrian Sikora i to on w 50. minucie wyrównał stan zawodów. Dziesięć minut później Piotr Gierczak zagrał długą piłkę, a filigranowy napastnik Górnika w sytuacji sam na sam został sfaulowany przez Jacka Kowalczyka. Kara mogła być tylko jedna – czerwona kartka dla „Kowala”. To jednak nie przeszkodziło gościom w odniesieniu zwycięstwa. W 71. minucie po zagraniu Stanisława Wróbla Grzegorz Lekki trącił piłkę ręką w polu karnym i sędzia wskazał na jedenasty metr. Marcin Bojarski strzelił, ale Piotr Lech obronił to uderzenie nogami. Na szczęście dla katowiczan piłka dostała takiej rotacji, że jednak wpadła do siatki. Pięć minut przed końcem spotkania Robert Sierka lobem pokonał Lecha i GKS wygrał na stadionie przy ul. Roosevelta po raz pierwszy od marca 1996 roku. 

- Szkoda po takim meczu cokolwiek mówić. Znowu będą głosy, że sprzedaliśmy. – mówił dziennikarzom Adam Kompała, ale dwa lata później Piotr Dziurowicz przyznał, że jednak zabrzanie za 60 000 złotych ten mecz GieKSie „puścili”...
 
To oczywiście nie był jedyny przypadek w historii, kiedy pojedynki katowicko – zabrzańskie rozstrzygały się nie tylko na boisku.

Klęczący "Bolek"

Tak było chociażby w sezonie 1996/97, kiedy to na samym finiszu GieKSa dała się wyprzedzić Odrze Wodzisław i tym samym została „wypchnięta” poza wydawało się już pewne europejskie puchary. O takim przebiegu wydarzeń zdecydował m.in. mecz przy  Roosevelta. 
Kolejkę przed końcem, Górnik z GKS rozegrały między sobą zaległy mecz i miały los w swoich rękach. Obie drużyny interesowała tylko wygrana, która zabrzanom dawała pewne utrzymanie, a katowiczanom zapewniała trzecie miejsce. Wydawało się, że kości będą trzeszczały i zapowiadało się wielkie widowisko. W trakcie spotkanie okazało się, że nie wszystkim tak samo zależy na wygranej. Już w 9. minucie zabrzanie za sprawą Marcina Kuźby, który wykorzystał zamieszanie pomiędzy Arturem Adamusem a Januszem Jojką, objęli prowadzenie. Po przerwie na murawie pojawił się Jan Furtok i już cztery minuty później strzelił wyrównującą bramkę. Był to pierwszy i zarazem ostatni celny strzał na bramkę w wykonaniu zawodników GKS!  Mimo wszystko remis utrzymywał się aż do 77. minuty, kiedy to Tomasz Hajto silnym strzałem z narożnika pola karnego zaskoczył Jojkę. Minutę przed końcowym gwizdkiem Kuźba ustalił wynik na 3:1 dla Górnika. Po spotkaniu legendarny rzecznik prasowy zabrzańskiego klubu „Bolek” Niesyto, tak jak sobie obiecał, w geście dziękczynnym ukląkł po konferencji prasowej za stołem, za którym zasiedli trenerzy.
 
Kilka lat później na łamach klubowej monografii Jan Furtok uchylił rąbka tajemnicy, dlaczego katowiczanie zagrali w tak ważnym meczu tak słabo: - Przed meczem z Górnikiem byliśmy na zgrupowaniu na Ceglanej i tam, w tym samym czasie, był jakiś zjazd PZPN. W wejściu spotkałem trenera Jezierskiego, który mi powiedział: nie jedź tam, bo i tak przegracie. Odpowiedziałem: trenerze czy przegramy czy nie, ale ja strzelam bramkę. Usłyszałem tylko: ale to i tak wam nie pomoże. Rozpocząłem na ławce i widzę, że ten mecz jest jakiś dziwny. Widzę, że ten, który miał „robić” grę stoi pod naszą chorągiewką, inny też nie tam, gdzie powinien, itd. Przegrywaliśmy w pierwszej połowie 0:1 i mówię do „Orzecha”: Piotrek wchodzę po przerwie, bo to już nie idzie patrzeć na to co się dzieje.
 
Początek drugiej połowy, strzelam bramkę na 1:1, a tu konsternacja. Nikt się nie cieszy, tylko Bała do mnie leci, potem jeszcze trzech podeszło. Pomyślałem: Co tu jest grane? Ale potem już wiedziałem. Po meczu na spotkaniu z drużyną prezes Król wyrzucił telewizor przez okno. Bo doskonale było widać, co się działo.

Pogrzebane mistrzostwo
 
Siedem lat wcześniej trzy kolejki przed końcem GieKSa jechała do Zabrza po zwycięstwo, które dawało nadzieję na mistrzostwo Polski. Katowiczanie w poprzedniej kolejce zremisowali bezbramkowo u siebie z Zagłębiem Sosnowiec (pamiętny występ Marka Bębna) i nie mogli już sobie pozwolić na kolejne potknięcia, bo mający tyle samo punktów poznański Lech wygrywał w tej rundzie niespodziewanie często. Niestety GieKSa kompletnie zawiodła. Jedynego gola w meczu zdobył w 45 min. Dariusz Koseła. Podopieczni Oresta Lenczyka, nie potrafili odrobić strat nawet grając ostatnie 20 minut z przewagą jednego zawodnika (boisko opuścił kontuzjowany Piotr Jegor, a zabrzanie wykorzystali już limit zmian). - Zremisowany mecz z Zagłębiem podciął nam skrzydła i trzy dni później w Zabrzu zagraliśmy słabo - przyznał po latach Krzysztof Walczak. -Byliśmy psychicznie zdołowani, a przecież do Zabrza jechaliśmy ze świadomością, że musimy wygrać - potwierdzał te słowa Zdzisław Strojek.

Andrzej Lesiak opowiadał natomiast o dziwnym zachowaniu niektórych działaczy. - Po meczu z Górnikiem kilku z nas usłyszało: prezes wam mecz kupił, a wy go nie potraficie wygrać. Popatrzyliśmy zdziwieni pytając samych siebie o co tutaj chodzi?

Jeden ze świadków tamtych wydarzeń zdradził jednak na łamach monografii GieKSy, że niemal w ostatniej chwili prezes Dziurowicz postanowił mecz z Górnikiem „kupić”. Było już jednak za późno. Zabrzanie nie przyjęli oferty i na koniec sezonu tytuł zamiast do Katowic powędrował do Poznania.
 
Jak widać z tego krótkiego zestawienia (a można by przytoczyć jeszcze kilka innych przykładów), istotne dla GieKSy mecze rozgrywane pod koniec sezonu na stadionie zabrzańskiego Górnika, raczej nie kończyły się dla drużyny z Katowic pozytywnie i co gorsza, w ich wyniku katowiczanie tracili szansę na końcowy sukces. Czy we wtorek będzie inaczej? 
źródło: Monografia sekcji piłkarskiej GKS Katowice/SportSlaski.pl
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również