"Kilka kroków po starcie poczułam, że to nie jest mój dzień"

07.01.2013
Po czwartym z rzędu zwycięstwie w Tour de Ski, włoskie trasy bardzo dobrze kojarzą się Justynie Kowalczyk. To dobry znak przed mistrzostwami świata, które odbędą się w lutym w Val di Fiemme.
Chociaż podczas ostatniego etapu TdS Therese Johaug z każdą sekundą odrabiała stratę do Kowalczyk, Polka cały czas kontrolowała wyścig i odniosła... najłatwiejsze zwycięstwo w dotychczasowych startach w tym prestiżowym turnieju.

- Tę edycję dobrze zniosłam zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Najmniej mnie kosztowała energii, ale w niedzielę było naprawdę ciężko - przyznaje Kowalczyk. - Denerwowałam się przed tym etapem. Do poprzednich podchodziłam spokojnie. Wspinając się na Alpe Cermis przewaga nie ma znaczenia. Trzeba się z tą górą zmierzyć, a to jest bardzo bolesne. Poza tym już kilka kroków po starcie poczułam, że to nie jest mój dzień i będę się bardzo męczyła - opisuje zawodniczka AZS-u AWF Katowice.

Kowalczyk będzie jeszcze miała w tym roku okazję wrócić na włoskie trasy. W lutym odbędą się tam mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. O zwycięstwo, teoretycznie, powinno być trudniej bowiem do rywalizacji przystąpi już Marit Bjoergen. Polka jednak zamierza poprawić swój dorobek z poprzednich mistrzostw, kiedy to zdobyła dwa srebrne i jeden brązowy medal.

- Jeśli nie robię żadnych nerwowych ruchów, to naprawdę dobrze mi się tutaj biega. Mam nadzieję, że ich uniknę za półtora miesiąca. Zapewniam, że dla mnie Val di Fiemme to zupełnie inne miejsce niż arena poprzednich mistrzostw, czyli Oslo. Różnią się jak niebo i ziemia - mówi Kowalczyk.
źródło: SPORT / SportSlaski.pl

Przeczytaj również