Kiedyś to były wyjazdy! Amerykańskie tournee Górnika
28.01.2018
Górnik Zabrze sześciokrotnie ruszał za ocean w trakcie ligowej przerwy. Po raz pierwszy latem 1963 roku, by wziąć udział - jako pierwsza polska drużyna - w Interlidze, w której grały głównie europejskie drużyny. Były to rozgrywki w Stanach Zjednoczonych, które miały na celu popularyzację piłki nożnej w tym kraju. Zabrzanie wygrali swoją grupę (m.in. z Ujepstem Budapeszt, Real Valladolid i Dinamo Zagrzeb), ku zdziwieniu... organizatorów, którzy już wcześniej zabukowali śląskiej drużynie bilety na powrót do Polski. W finale - rozgrywanym w Nowym Jorku - Górnik zmierzył się z West Hamem United, w którym grał m.in. Boby Moore. Mecz zakończył się wynikiem 1:1, więc potrzebne było dodatkowe spotkanie, które miało niecodzienny przebieg. Sędzia nie uznał dwóch goli dla Górnika, co spowodowało reakcję kibiców, którzy... wtargnęli na boisko. Pojedynek udało się dokończyć. Wygrały "Młoty", 1:0.
Piłkarze Górnika swój pierwszy wypad do Ameryki Północnej wspominają do dzisiaj. Dla nich był to kontakt praktycznie z nowym światem. Wysokie wieżowce, supermarkety czy też westerny w telewizji były dla nich nowością. - Przez pierwsze dni w wolnym czasie nie robiliśmy nic innego, tylko oglądaliśmy western za westernem - wspomina Hubert Kostka w książce "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" autorstwa Pawła Czado. - Doskonale pamiętam pierwsze noce po przylocie. Nie mogłem oderwać oczu od okna w hotelu w Nowym Jorku. Te samochody, światła, wieżowce - dopowiada Włodzimierz Lubański. Oprócz Nowego Jorku, zawodnicy zobaczyli m.in. Chicago i Detroit.
Kolejna wielka podróż - tym razem do Ameryki Południowej - miała miejsce latem 1968 roku. Zanim jednak zabrzanie dolecieli do Kolumbii, pojawili się w "Wietrznym mieście", gdzie towarzysko zagrali z Chicago Mustangs. W Bogocie wzięli udział w turnieju Hexagonal, gdzie zmierzyli się m.in. z olimpijską reprezentacją Kolumbii. Po zawodach "Trójkolorowi" kontynuowali podróż i rozegrali jeszcze cztery sparingi, m.in. z Salwadorem. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, ale wynik ten... ustalono po spotkaniu! Już po sparingu sędzia anulował bramkę dla Salwadoru.
Kilka miesięcy później - w styczniu i lutym 1969 roku - Górnik znów ruszył w daleką podróż po Kolumbii, Ekwadorze i Kostaryce. Łącznie 46 dni, podczas których zabrzanie zagrali 13 meczów. Pierwsze trzy w ramach Pucharu Bogoty. Po pokonaniu Santa Fe i Los Milionarios zabrzanie zmierzyli się z olimpijską reprezentacją Węgier. W trakcie spotkaniu kontuzji nabawił się jedyny bramkarz - Jan Gomola (Hubert Kostka już wcześniej był kontuzjowany). Śląski zespół uratowali rywale, którzy... "pożyczyli" swojego rezerwowego bramkarza. Mecz zakończył się remisem, co spowodowało, że to Węgrzy wygrali turniej. Później "Trójkolorowi" grali jeszcze m.in. dwa razy z reprezentacją Kolumbii. Podczas całego tournee Ślązacy przegrali tylko raz - w ostatnim pojedynku z CS Herediano.
Kolejny rok - kolejne wojaże. Tym razem do Kolumbii na Puchar Medellin, gdzie zabrzanie pokonali olimpijską reprezentację tego kraju, Independiente Medellin i Atletico Nacional Medellin. Następnie Górnik zawitał jeszcze do Ekwadoru, Peru (sparing z reprezentacją tego kraju, 2:2) i Chile, gdzie wygrał międzynarodowy turniej w Concepcion. Z kolei tournee z 1973 roku Górnik rozpoczął od wizyty w Meksyku i meczu z reprezentacją tego kraju (1:2), przy 50 tysiącach widzów. Znów zespół z Zabrza pojawił się na turnieju w Medellin, po którym ponownie ruszył do Ekwadoru.
Po raz ostatni za oceanem Górnik był w 1983 roku. Ciekawiej niż na murawach w Gwatemali, Hondurasie, Salwadorze i Peru było poza nimi. W drodze na tournee, w Amsterdamie, od zespołu chciał odłączyć Andrzej Pałasz, ale kolega z drużyny Aleksander Famuła przekonał go, by tego nie robił. W drodze powrotnej, we Frankfurcie drużyna jednak uszczupliła się, bo zaginął... Famuła. Odnalazł się w następnym sezonie, ale już w innym klubie - SG Heidelberg-Kirchheim, z którego później trafił do Karlsruher SC, gdzie o miano bramkarza nr 1 rywalizował - skutecznie - z młodym Olivierem Kahnem. Nieciekawie było w Salwadorze. W trakcie pobytu w tym kraju trwała akurat wojna domowa i w efekcie przez 10 dni zabrzanie nie mogli opuszczać hotelu.
Łącznie na zachodniej półkuli Górnik spędził kilka miesięcy i rozegrał kilkadziesiąt meczów - i warto podkreślić, że większość z nich wygrał. Wygrali też sami piłkarze, którzy w czasach, w których trudno było wyjechać z kraju choćby na chwilę, mieli okazję zwiedzać egzotyczne zakątki świata.
Piłkarze Górnika swój pierwszy wypad do Ameryki Północnej wspominają do dzisiaj. Dla nich był to kontakt praktycznie z nowym światem. Wysokie wieżowce, supermarkety czy też westerny w telewizji były dla nich nowością. - Przez pierwsze dni w wolnym czasie nie robiliśmy nic innego, tylko oglądaliśmy western za westernem - wspomina Hubert Kostka w książce "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" autorstwa Pawła Czado. - Doskonale pamiętam pierwsze noce po przylocie. Nie mogłem oderwać oczu od okna w hotelu w Nowym Jorku. Te samochody, światła, wieżowce - dopowiada Włodzimierz Lubański. Oprócz Nowego Jorku, zawodnicy zobaczyli m.in. Chicago i Detroit.
Kolejna wielka podróż - tym razem do Ameryki Południowej - miała miejsce latem 1968 roku. Zanim jednak zabrzanie dolecieli do Kolumbii, pojawili się w "Wietrznym mieście", gdzie towarzysko zagrali z Chicago Mustangs. W Bogocie wzięli udział w turnieju Hexagonal, gdzie zmierzyli się m.in. z olimpijską reprezentacją Kolumbii. Po zawodach "Trójkolorowi" kontynuowali podróż i rozegrali jeszcze cztery sparingi, m.in. z Salwadorem. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, ale wynik ten... ustalono po spotkaniu! Już po sparingu sędzia anulował bramkę dla Salwadoru.
Kilka miesięcy później - w styczniu i lutym 1969 roku - Górnik znów ruszył w daleką podróż po Kolumbii, Ekwadorze i Kostaryce. Łącznie 46 dni, podczas których zabrzanie zagrali 13 meczów. Pierwsze trzy w ramach Pucharu Bogoty. Po pokonaniu Santa Fe i Los Milionarios zabrzanie zmierzyli się z olimpijską reprezentacją Węgier. W trakcie spotkaniu kontuzji nabawił się jedyny bramkarz - Jan Gomola (Hubert Kostka już wcześniej był kontuzjowany). Śląski zespół uratowali rywale, którzy... "pożyczyli" swojego rezerwowego bramkarza. Mecz zakończył się remisem, co spowodowało, że to Węgrzy wygrali turniej. Później "Trójkolorowi" grali jeszcze m.in. dwa razy z reprezentacją Kolumbii. Podczas całego tournee Ślązacy przegrali tylko raz - w ostatnim pojedynku z CS Herediano.
Kolejny rok - kolejne wojaże. Tym razem do Kolumbii na Puchar Medellin, gdzie zabrzanie pokonali olimpijską reprezentację tego kraju, Independiente Medellin i Atletico Nacional Medellin. Następnie Górnik zawitał jeszcze do Ekwadoru, Peru (sparing z reprezentacją tego kraju, 2:2) i Chile, gdzie wygrał międzynarodowy turniej w Concepcion. Z kolei tournee z 1973 roku Górnik rozpoczął od wizyty w Meksyku i meczu z reprezentacją tego kraju (1:2), przy 50 tysiącach widzów. Znów zespół z Zabrza pojawił się na turnieju w Medellin, po którym ponownie ruszył do Ekwadoru.
Po raz ostatni za oceanem Górnik był w 1983 roku. Ciekawiej niż na murawach w Gwatemali, Hondurasie, Salwadorze i Peru było poza nimi. W drodze na tournee, w Amsterdamie, od zespołu chciał odłączyć Andrzej Pałasz, ale kolega z drużyny Aleksander Famuła przekonał go, by tego nie robił. W drodze powrotnej, we Frankfurcie drużyna jednak uszczupliła się, bo zaginął... Famuła. Odnalazł się w następnym sezonie, ale już w innym klubie - SG Heidelberg-Kirchheim, z którego później trafił do Karlsruher SC, gdzie o miano bramkarza nr 1 rywalizował - skutecznie - z młodym Olivierem Kahnem. Nieciekawie było w Salwadorze. W trakcie pobytu w tym kraju trwała akurat wojna domowa i w efekcie przez 10 dni zabrzanie nie mogli opuszczać hotelu.
Łącznie na zachodniej półkuli Górnik spędził kilka miesięcy i rozegrał kilkadziesiąt meczów - i warto podkreślić, że większość z nich wygrał. Wygrali też sami piłkarze, którzy w czasach, w których trudno było wyjechać z kraju choćby na chwilę, mieli okazję zwiedzać egzotyczne zakątki świata.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów