Kiedyś piłkarze Górnika i Ruchu, dziś dyrektorzy tych klubów
20.10.2011
Jak zapamiętał pan swojego vis-a-vis z boiska?
Andrzej Orzeszek: - Ruch zawsze był drużyną, którą cechował walka. Chorzowianie nigdy się nie poddawali. Mirek też należał do tych nieustępliwych zawodników. I to mimo skromnych warunków fizycznych. Obdarzony był niezłymi umiejętnościami technicznymi.
Mirosław Mosór: Andrzej był groźnym napastnikiem, którego było trzeba cały czas pilnować. Myślę, że więcej do powiedzenia mieliby nasi obrońcy, bo to oni najlepiej przekonali się o tym, jak trudnym był przeciwnikiem. Potrafił strzelić, wygrać pojedynek jeden na jeden...
Który mecz derbowy utkwił panu szczególnie w pamięci?
Mirosław Mosór: Do bardzo miłych zaliczać pamiętny mecz w Zabrzu w 1989 roku, czy późniejszy wygrany z silnym Górnikiem, który rywalizował wtedy, jak równy z równym z Realem Madryt. Gorzej zakończył się zacięty mecz, który został przerwany na około kwadrans przed końcowym gwizdkiem z powodu gęstych opadów śniegu. Sędzia nakazał odśnieżyć linie. Po wznowieniu gry byliśmy nie do poznania, straciliśmy kilka bramek...
Andrzej Orzeszek: Pamiętam szczególnie jeden mecz. Zwycięski w Chorzowie 2-1. Prowadziliśmy 1-0, potem Ruch wyrównał, lecz potem mnie udało się strzelić zwycięskiego gola. Nie zabrakło w nim starć z Mariuszem Śrutwą. Został on kopnięty przeze mnie, kiedy próbowałem zapobiec utracie bramki. Mariusz myślał, że było to celowe. Stąd nie zabrakło wzajemnych złośliwości, co skończyło się dla mnie drugą żółtą kartką już po zakończeniu meczu.
Dziś jesteście panowie dyrektorami. A których działaczy swoich klubów darzyliście największą estymą?
Andrzej Orzeszek: - Bez wątpienia był takim człowiekiem Jan Szlachta. Pod jego wodzą Górnik zdobył kilka tytułów mistrzowskich. Niczego nam nie brakowało.
Mirosław Mosór: - Bardzo wiele spraw organizacyjnych nauczyłem się od Jana Rudnowa, który był wpierw moim trenerem, a potem zajmował podobne stanowisko do tego, które obecnie sam pełnię. To działacz, który dał mi najwięcej.
Andrzej Orzeszek: - Ruch zawsze był drużyną, którą cechował walka. Chorzowianie nigdy się nie poddawali. Mirek też należał do tych nieustępliwych zawodników. I to mimo skromnych warunków fizycznych. Obdarzony był niezłymi umiejętnościami technicznymi.
Mirosław Mosór: Andrzej był groźnym napastnikiem, którego było trzeba cały czas pilnować. Myślę, że więcej do powiedzenia mieliby nasi obrońcy, bo to oni najlepiej przekonali się o tym, jak trudnym był przeciwnikiem. Potrafił strzelić, wygrać pojedynek jeden na jeden...
Który mecz derbowy utkwił panu szczególnie w pamięci?
Mirosław Mosór: Do bardzo miłych zaliczać pamiętny mecz w Zabrzu w 1989 roku, czy późniejszy wygrany z silnym Górnikiem, który rywalizował wtedy, jak równy z równym z Realem Madryt. Gorzej zakończył się zacięty mecz, który został przerwany na około kwadrans przed końcowym gwizdkiem z powodu gęstych opadów śniegu. Sędzia nakazał odśnieżyć linie. Po wznowieniu gry byliśmy nie do poznania, straciliśmy kilka bramek...
Andrzej Orzeszek: Pamiętam szczególnie jeden mecz. Zwycięski w Chorzowie 2-1. Prowadziliśmy 1-0, potem Ruch wyrównał, lecz potem mnie udało się strzelić zwycięskiego gola. Nie zabrakło w nim starć z Mariuszem Śrutwą. Został on kopnięty przeze mnie, kiedy próbowałem zapobiec utracie bramki. Mariusz myślał, że było to celowe. Stąd nie zabrakło wzajemnych złośliwości, co skończyło się dla mnie drugą żółtą kartką już po zakończeniu meczu.
Dziś jesteście panowie dyrektorami. A których działaczy swoich klubów darzyliście największą estymą?
Andrzej Orzeszek: - Bez wątpienia był takim człowiekiem Jan Szlachta. Pod jego wodzą Górnik zdobył kilka tytułów mistrzowskich. Niczego nam nie brakowało.
Mirosław Mosór: - Bardzo wiele spraw organizacyjnych nauczyłem się od Jana Rudnowa, który był wpierw moim trenerem, a potem zajmował podobne stanowisko do tego, które obecnie sam pełnię. To działacz, który dał mi najwięcej.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów